poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 13



Harry wyjął różdżkę i ruszył w stronę drzwi. Cała ta sytuacja wydała się Hermionie, jak w jakimś horrorze. 

Chłopak podchodzi do drzwi, zza których dochodzą nieokreślone dźwięki, dziewczyna w tym momencie kuli się ze strachu w kącie. Drzwi zostają otwarte, a tam… - Hermiono Jane Granger! Opanuj się i nie dramatyzuj! Hermiona skarciła sama siebie w myślach, ale mimo to, po jej plecach przebiegł dreszcz niepewności. W końcu to Hogwart, a przecież tu wszystko jest możliwe. 

Czarnowłosy Gryfon sięgnął do klamki po czym szarpnął za nią silnie. Do pokoju wpadł nie kto inny jak Ron Weasley, który jeszcze przed sekundą kleił się do drzwi w nadziei podsłuchania czegoś. 

  -Ron! – Harry wrzasnął w patrząc wymownie na przyjaciela –Matka Cię nie nauczyła, że się nie podsłuchuje? – warknął wściekle Potter. 

  -Nie mieszaj jej w to – mruknął zmieszany Weasley, po czym wstał z podłogi i otrzepał tył spodni. Hermiona patrzyła na to wszystko w niemym szoku. W jej oczach pojawiły się łzy. Łzy rozczarowania. No tak, wojna zostawia po sobie piętno na każdym. A przynajmniej w przypadku ich trójki, tak było. Najbardziej z nich zmienił się Ron. Było to po nim widać. To prawda, przed wojną i w jej trakcie był czuły, martwił się o całą Złotą Trójkę i kochał ich nad życie. Harry’ego jako brata, a Hermionę… jako miłość swojego życia. W dzień zakończenia wojny… wszyscy, którzy przeżyli starcie z Mroczną Stroną magicznego świata, świętowali w ciszy swoje zwycięstwo w Wielkiej Sali. On i Hermiona siedzieli obok siebie przytuleni i snuli plany na przyszłość. Zaśmiewali się w najlepsze kłócąc się o to jaki kolor włosów będą miały ich dzieci. Ron upierał się przy rudym, natomiast Hermiona obstawiała ciemny brąz, dokładnie takie jak ona. A teraz… Ron na pewno w jakiś sposób nadal kochał Hermionę. Ale nie tak jak wcześniej.  Ostatnie tygodnie ich związku były po prostu… rutyną? Czystym przywiązaniem? Przyzwyczajeniem? Nie byli ze sobą z miłości, ale raczej bo „tak miało być”. – rozmyślania Hermiony przerwała żywo prowadzona rozmowa dwójki chłopaków. 

  -Jesteś nierozumny? Okłamałeś mnie baranie! – wrzeszczał Harry. 

  -Harry, to nie tak zrozum – jęczał błagalnie Rudzielec, 

  -Nie tak?! Nie tak?! To jak?! – Harry wykrzyczał Ronaldowi te słowa prosto w twarz –Jesteśmy przyjaciółmi? – warknął Harry, a po chwili ciszy dodał – Odpowiadaj tak czy nie?! 

  -No... no tak – powiedział cicho Ron. 

  -A mnie się wydaje, że nie – głos Harry’ego przypominał płynny lód. 

  -Harry… - zaczął Ron ochrypłym głosem. 

  -Straciłeś do reszty moje zaufanie. Jeśli zechcesz je odbudować, będziesz musiał się naprawdę bardzo postarać – oznajmił chłodno Harry. 

  -Hermiona… - Ron tym razem przeniósł błagalne spojrzenie na swoją byłą dziewczynę i (jeszcze) przyjaciółkę. 

  -Ron ja… - Hermiona również była bardzo zmieszana. Czuła do Rona jednocześnie wściekłość, żal i… miłość? Nie była tylko pewna co w niej górowało – Okłamałeś mnie. Mnie i Harry’ego. 

  -Nie, nie, nie… - Ron powtarzał po cichu w kółko te słowo  – Hermiona kocham Cię, daj mi szansę. 

  -Ja też Cię kocham  Ron, ale już Ci powiedziałam. Nie jak partnera życiowego, ale jako brata i najbliższego przyjaciela. Jeżeli nie potrafisz uszanować mojej decyzji, nasze drogi, które jak dotąd biegły po wspólnych torach, tworząc tę wspaniałą drogę przyjaźni, muszą się rozejść – te słowa Hermiony wprawiły Rona w osłupienie. Po chwili dodała – A teraz proszę Ron, opuść mój pokój. 

Ronald niczym posłuszne, małe dziecko, kiwnął niepewnie głową i poczłapał korytarzem w stronę swojego dormitorium. Hermiona podeszła do Harry’ego i przytuliła go mocno. 

  -Teraz mam tylko Ciebie… nie zostawiaj mnie, proszę – Harry szepnął te słowa wprost do jej ucha. Hermiona doskonale wiedziała, że ich przyjaźń była ważna od samego początku. W końcu Harry zawdzięczał jej bardzo dużo. 

  -Nie zostawię. Obiecuję – odpowiedziała cicho Hermiona i rozpłakała się wprost w koszulę Potter’a. 

Ta chwila prywatności była potrzebna dwójce przyjaciół bardziej, niż im się to wydawało. Choć każde z nich było w tym momencie myślami całkiem gdzie indziej, czuli jednak mocne oparcie w sobie nawzajem. Wiedzieli, że ich przyjaźń jest silniejsza od tego, co ich łączyło z Ronaldem. Oczywiście oboje skrycie marzyli o tym, by Ron wbiegł radośnie przez drzwi i oznajmił, że to wszystko było żartem i że ich przyjaźń jest dla niego najważniejsza. Ale nic takiego nie nastąpiło i pewnie nie nastąpi. 

  

** 

  

Deszcz ponuro siąpił za oknami, atmosfera więc w ogóle nie powodowała wesołego nastroju… Wręcz przeciwnie. Hermiona otworzyła oczy i zadrżała z zimna. Wysunęła się spod kołdry i w biegu chwyciwszy jakieś czyste ciuchy zamknęła się w łazience. Zegar wskazywał coś koło 6:30 więc miała jeszcze półtorej godziny do śniadania. Postanowiła wziąć ciepłą kąpiel. Po pewnym czasie w całej łazience roznosił się aromat wanilii z nutką czekolady – były to ulubione olejki zapachowe Hermiony. Smukła szatynka weszła do wanny, wypełnionej wodą po brzegi i odchylając głowę do tyłu, westchnęła cicho. To było jej bardzo potrzebne. Chwila dla siebie. Ucieczka od rzeczywistości. Lecz wszystko co dobre, kiedyś musi się skończyć. Tak było i tym razem. Nim Hermiona się obejrzała minęła godzina, którą przesiedziała w wannie. Zostało jej jeszcze pół godziny. Wyszła z wanny i starannie wytarła całe ciało. Nasunęła na siebie zwykłą, niczym się nie wyróżniającą bieliznę, którą kupiła kiedyś w mugolskim sklepie. Założyła również białą koszulę, która była obowiązkiem każdego ucznia, na szyi zawiązała krawat w barwach jej domu, dorwała jeszcze do tego jakieś czarne, wąskie spodnie i narzuciła na siebie szatę, która również była obowiązkiem. Przeczesała niespiesznie palcami niesforne loki, a po chwili ujarzmiła je zaklęciem tak, że teraz na jej plecy i ramiona opadały delikatne, kasztanowe fale. Sprawdziła, czy aby na pewno ma w torbie wszystkie potrzebne książki, pergaminy, pióra i atrament. Po pozytywnej analizie ubrała jeszcze czarne trampki. Choć powinni nosić wyjściowe pantofle, ona jednak postawiła na wygodę. Ruszyła w kierunku drzwi. Odwróciła się na chwilę omiatając spojrzeniem całe pomieszczenie. Gdy stwierdziła, że wszystko jest na swoim miejscu, uśmiechnęła się z zadowoleniem do siebie i ruszyła na śniadanie, ponieważ w jej żołądku coś zaczynało już grać marsza żałobnego. 

Wchodząc do Wielkiej Sali, Hermiona zatrzymała się i udawała, że szuka czegoś w torbie. Tak naprawdę chciała poszukać wzrokiem Rona i po prostu znaleźć miejsce daleko od niego. Nie było go nigdzie. No trudno, pomyślała Hermiona i ruszyła w stronę machającej wesoło Ginny. 

  -Cześć – mruknęła w zamyśleniu Hermiona. 

  -Hej, hej – odpowiedziała Ginny i zajęła się tostem. Hermiona po chwili dostrzegła Harry’ego, który siedział kawałek dalej. Uśmiechnęła się do niego i sama zajęła się swoim śniadaniem. 

  -Dlaczego nie usiadłaś obok Harry’ego? – szatynka zagadnęła po chwili rudowłosą. 

  -Tak jakoś – wysapała Ginny z pełnymi ustami. 

Obie Gryfonki po około dziesięciu minutach wstały od stołu i rozeszły się w stronę swoich klas. Gdy Wiewióra myślała o swym szatańskim planie wraz z Blaisem Zabinim, na jej usta wkradał się iście diabelski uśmiech. 

  

Hermiona zajęła miejsce w ławce, którą zwykle dzieliła z Harry’m i Ronem. Dziś z chęcią usiadłaby gdzieś indziej, byle dalej od Rona, ale nie chciała opuścić Harry’ego, którego humor od wczoraj nie poprawił się ani o krztynę. Profesor McGonagall weszła do klasy pod postacią kota, po czym mierząc klasę swymi zwężonymi, zielonymi ślepiami, transmutowała się z powrotem w swą pierwotną postać. 

  -Witajcie moi drodzy – zaczęła wyniosłym i poważnym tonem – Przepraszam, za spóźnienie, ale niestety profesor Dumblerdore mnie wezwał. 

  -A po co? – Malfoy zarechotał, a po chwili dołączyła do niego reszta Ślizgonów. 

  -Wydaje mi się Malfoy, że nie powinieneś wciskać swojego nochala w nie swoje sprawy – Hermiona odwróciła się, patrząc na lokatorów ławki rząd dalej. 

  -Dosyć – McGonagall przerwała ciszę jaka zapadła po słowach Hermiony. Wszyscy patrzyli się to na Hermionę, to na Dracona, którzy lustrowali się nawzajem spojrzeniami. 

  -Jak śmiesz Ty wstrętna szl… - Malfoy zaczął mówić tonem, jakby wypowiadał najbardziej obrzydliwe zdanie na świecie. 

  -PANIE MALFOY! PANNO GRANGER! POWIEDZIAŁAM DOŚĆ! – Zarówno Ślizgoni, jak i Gryfoni, po raz chyba pierwszy w życiu usłyszeli jak profesor McGonagall podnosi głos. – Odejmuję obu domom 20 punktów – Hermiona dostrzegła na twarzy Dracona ironiczny uśmiech. Jakby w ogóle się tym nie przejął! W oczach szatynki pojawiły się łzy. Jak mogła dać sprowokować się Malfoyowi?! Jak McGonagall mogła odebrać jej punkty? Przecież jej nigdy w życiu żaden nauczyciel nie odebrał punktów. 

Reszta lekcji z McGonagall przebiegła w napiętej atmosferze. Potem przyszedł czas na Zielarstwo. I tak dobrnęli, aż do ostatniej lekcji jaką były eliksiry. Po skończonych zajęciach Hermiona postanowiła udać się do biblioteki w celu odrobienia zadań na następny dzień. 

** 

Draco od razu po przyjściu do dormitorium, rozebrał się do samych bokserek, rzucił się na łóżko, po czym zasnął rozwalony na wznak. Gdy Blaise wszedł pół godziny później do pokoju, wyczarował na przyjacielem mały strumyczek wody, który od razu obudził Dracona. 

  -Posrało Cię?! – wrzasnął Draco, podskakując i trzęsąc się z zimna. 

  -Oszczędziłbyś tych okropnych widoków – Blaise wzdrygnął się teatralnie z obrzydzenia. 

  -Zazdrościsz kształtów? – Draco odwrócił się tyłem do przyjaciela, po czym chwycił się dłońmi za pośladki. Blaise wykorzystując okazję podszedł po cichu i kopnął go w tylną część ciała. Draco zatoczył się do przodu i niczym pantera szykująca się do ataku, skoczył na zdziwionego Blaisa. Oboje przewrócili się na podłogę. Zabini jednym zgrabnym ruchem zrzucił z siebie Malfoy’a, po czym usiadł na swoim łóżku. 

  -Koniec tego dobrego. Siadaj na zadek i słuchaj co mam Ci do powiedzenia – zaczął Blaise opanowanym tonem. 

  -Żartujesz sobie, czy jak? – warknął wściekły Draco – Wpierw przyłazisz do pokoju, potem bezczelnie mnie budzisz wylewając na mnie lodowatą wodę, a potem gdy ja stwierdzam fakt, Ty kopiesz mnie w tyłek. POGIĘŁO CIĘ?! 

  -Uspokój się. Musimy pogadać – zaśmiał się Blaise. 

  -Czego? – warknął niezbyt przyjaźnie Draco. 

  -Musimy… wyjść pogadać – zaczął niepewnie Blaise. 

  -A nie możemy tutaj? – zdziwił się blondyn. 

  -Nie. To wymaga… no… a z resztą co ja Ci będę tłumaczył. Ruszaj dupsko, ubieraj coś i chodź – zakomenderował Blaise. Draco zmełł w ustach przekleństwo, co wprawiło Zabiniego w dzikie rozbawienie. Po chwili Malfoy stał ubrany przed Blaisem i patrzył na niego z byka. 

  -Każesz mi tu czekać, czy idziemy? – warknął Draco. 

  -Idziemy, idziemy – Blaise znowu się zaśmiał i ruszył do drzwi. Po chwili zerknął przez ramię, by upewnić się, czy Draco na pewno idzie za nim. 

Wyszli na Hogwarcki korytarz i ruszyli po schodach w górę. 

  -A dokładnie to gdzie idziemy? – zapytał Malfoy. 

  -Do takiej klasy... no wiesz… jest ochroniona specjalnymi zaklęciami i w ogóle... – Blaise był w swoim żywiole, łgać w żywe oczy, to była jego bajka. 

  

*w tym samym czasie* 

  

  -Hermiooooona! – Ginny już od dłuższego czasu wzdychała Gryfonce nad uchem. 

  -Czego chcesz Gin? – Hermiona starała się zachować spokój, lecz w środku miała ochotę trzepnąć Rudą jakąś grubą książką. 

  -Chcę wyjść już tej biblioteki – wyjęczała Ginny. 

  -To idź. Ja muszę dokończyć zadanie na transmutację – odpowiedziała Hermiona. 

  -Ale ja… muszę Ci zdradzić sekret! – wypaliła Wiewiórka. 

  -No to mów – odrzekła Hermiona, nie podnosząc wzroku znad pergaminu. 

  -Ale my musimy iść… 

  -Gdzie? – jęknęła Hermiona. 

  -No tam – powiedziała Ginny. 

  -Niech Ci będzie. Ale tylko spróbuj mnie okłamać – zagroziła Szatynka. Ginny ucieszyła się, a na jej twarz wpełzł chytry uśmieszek. Już po chwili szły ramię w ramię przez szkolny korytarz. Zmierzały stronę jakiejś klasy. 

Oby Blaise tam już był. – Ruda zaklinała w myślach Ślizgona. 

  
 ** 

  -No i co chcesz? – warknął blondyn w momencie gdy weszli do klasy. 

  -Czekaj. Czekam na odpowiedni moment – Blaise przyłożył palce do skroni, zamknął oczy, stanął na jednej nodze i zaczął nucić jakąś wesołą melodię. 

  -Jesteś idiotą. Ściągnąłeś mnie do tej durnej klasy, tylko po to żeby robić z siebie niedorobionego gumochłona kichającego dupą? – Draco niebezpiecznie zbliżył się do Blaisa i wysyczał mu słowa prosto w twarz. 

  -A odwal się i czekaj – odpowiedział Blaise, nie zmieniając swej pozycji. 

  -Na co niby? – warknął Malfoy i usiadł na jednej z ławek. 

  -Zobaczysz – Blaise otworzył jedno oko i zmierzył wzrokiem wkurzonego blondyna. Po chwili Blaise, jako że jego słuch był godny podziwu, usłyszał na korytarzu nerwowe szepty i kroki – ktoś się zbliżał. Przybrał więc normalną pozycje, otworzył oczy i przestał nucić. Patrzył z wyczekiwaniem na drzwi, które po kilku sekundach się otworzyły. Do środka wpadła zadyszana Ginny, a za nią zdezorientowana Hermiona. 

  -Eee… Ginny, bo tu jest chyba zajęte – wypaliła Hermiona i już chciała odwrócić się na pięcie i wyjść z klasy, lecz Blaise był szybszy. Zatarasował swoim ciałem drzwi, więc szatynka tylko jęknęła z rozpaczy i z nienawiścią spojrzała na Rudą. 

  -Co one tu robią?! – wrzasnął Draco, do którego dopiero teraz dotarło co tu się stało. 

  -Jesteś bałwanem Draco. Nie udawaj, że nic nie pamiętasz – warknęła Ginny. 

  -Miałem amnezję, mam prawo – Malfoy uniósł dłonie do góry w geście obrony. 

  -Ale sobie przypomniałeś. Dobrze wiemy, że ona Ci się podoba. Jesteś w niej tak zakochany jak Twoja szurnięta ciotka Bella była w Czarnym Panu – odpowiedział rozbawiony Zabini. 

  -Zaczniecie rozmawiać, czy mamy was tu zostawić samych? – zapytała Ginny patrząc z wyczekiwaniem to na Hermionę, to na Dracona. 

  -Nie waż się stąd wychodzić – warknęła Hermiona w kierunku Ginny. 

  -Inaczej nie będziecie rozmawiać. Sorki Mionek – Blaise uśmiechnął się cwaniacko i po chwili rzucił na siebie i Rudą zaklęcie kameleona. Draco i Hermiona zostali sami, ponieważ drzwi od klasy się otwarły, a po chwili zamknęły. 

  -Nie myśl sobie, że zamierzam z Tobą rozmawiać – prychnął Draco i podszedł do okna, stając tyłem do Hermiony. 

  -Niczego innego się nie spodziewałam – Hermiona uśmiechnęła się smutno i usiadła w ławce. Minuty ciągły się niemiłosiernie długo, a szatynce łzy zbierały się pod powiekami. 

Po dłuższej chwili Hermiona nie zniosła tej ciszy. Postanowiła się odezwać. 
  -Draco… 

____________________

Witam w kolejnym rozdziale po prawie miesięcznej przerwie! Niestety spowodowana była nawałem sprawdzianów, testów i zadań domowych... Postaram się teraz dodać szybciej rozdział! 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWACJA! :D

środa, 9 września 2015

Rozdział 12



  -Chodzi o… - Blaise przerwał, nie wiedząc dokładnie co chce powiedzieć swojemu przyjacielowi.
  -Nie wiem jak Ty, ale ja zamierzam się wyspać. Więc z łaski swojej wyraź się w końcu, a potem zamknij paszczę i zjeżdżaj stąd. – zakomenderował wkurzony już po granice możliwości Draco.
  -Wyrażaj się grzeczniej moja słodka blondyneczko. – Blaise zrobił uroczą (a przynajmniej jemu się tak zdawało) minę i zamrugał zalotnie rzęsami.
  -Doigrałeś się. – syknął Draco i rzucił się na Zabiniego z pięściami. – JAZDA Z POKOJU! JUŻ, WYPAD!
  -A co, zamierzasz tu robić, że chcesz zostać sam? – Ślizgon postanowił pojeździć Malfoyowi po nerwach.
  -Wiesz co, Blaise? – głos Draco stał się na tyle słodki, że można było dostać padaczki z powodu przecukrzenia w organizmie. – Twoi starzy chyba pomylili Cię z jakąś zdeformowaną sklątką tylnowybuchową, gdy zabierali Cię po porodzie do domu.
  -Co masz na myśli mój słodki kociaku? – mruknął przeciągle Blaise.
  -To, że Twój mózg jest wielkości mózgu Wieprzleja! – wrzasnął blondyn. –A teraz daj mi spać.
  -Nie poznaję Cię Smoku. – mruknął Blaise, patrząc wymownie na Dracona.
  -Hmm? – zapytał Draco, wystawiając nos spod kołdry, w którą zdążył się już zawinąć. Zabini przewrócił oczami i wyszedł z pokoju.

*w tym samym czasie, w dormitorium Hermiony*

Szatynka usłyszała łomotanie do drzwi swojego dormitorium. Westchnęła i odłożyła czytaną książkę na stolik obok łóżka.
  -Proszę. – jeszcze raz westchnęła, a po chwili w jej pokoju zmaterializowała się rudowłosa osóbka, zwana również Ginny Weasley.
  -Hejka Hermiś! – zaświergotała radośnie i rozwaliła się na łóżku Hermiony.
  -Po co przyszłaś? – szatynka próbowała przywołać na usta wymuszony uśmiech, ale wyszedł jej tylko jakiś krzywy grymas.
  -Tydzień temu przecież się umawiałyśmy na babską noc. – Ginny zmarszczyła brwi, podnosząc się do pozycji siedzącej.
  -Ach tak, faktycznie, przepraszam Cię Gin. – Hermiona uśmiechnęła się, tym razem szczerze.
  -Nic nie szkodzi. Chodź może przejdziemy się do kuchni i poprosimy skrzaty o trochę jakiegoś jedzonka. – zaproponowała Ginny i już po chwili obie pędziły korytarzem Hogwartu.
  -Aaaa! – głuchą ciszę przerwał głośny pisk obu Gryfonek, ponieważ wbiegły w coś wysokiego i… przystojnego.
  -O Merlinie, chcecie żeby mi bębenki popękały? – warknął chłopak. –Uważajcie jak łazicie, tak w ogóle.
  -Blaise? – pisnęła Ginny.
  -Wiewióra! – wrzasnął Zabini. –O cholera, nie poznałem Was, przepraszam. – Ślizgon wyszczerzył się w stronę dziewczyn.
  -Okej. – Ginny uśmiechnęła się do Blaisa.
  -Ym... Przepraszam Cię Hermionko, ale chciałbym porozmawiać z Rudą. Mógłbym porwać ją na sekundę? – Zabini zrobił błagalną i (w jego mniemaniu) słodką minę.
  -Jasne. – Hermiona zmieszała się, a na jej twarz wkradł się zdradziecki rumieniec. Blaise pociągnął Gin za łokieć i po chwili znaleźli się w pustym korytarzyku.
  -Co chcesz? – zapytała.
  -Rozmawiałem ze Smokiem. – westchnął Ślizgon i przeczesał dłonią ciemne włosy.
  -No i? – zaciekawiła się dziewczyna.
  -Nie chce się do niczego przyznać, a teraz śpi. – jęknął brunet i oparł się o ścianę. –A jak Hermiona?
  -Na razie nic nie wiem. Dzisiaj śpię u niej, więc może uda mi się coś wyciągnąć. A jak nie…
  -To ją upijesz! – szepnął wspaniałomyślnie Blaise.
  -Przecież to Hermiona, jej się nie da upić. Jeśli czegoś nie chce, to tego nie robi. – zaśmiała się Ruda.
  -A gdyby tak podać im Veritaserum? – oczy Zabiniego rozjaśniły się entuzjazmem, a na jego policzkach pojawiły się wypieki.
  -Oszalałeś? Niby skąd to weźmiesz? – prychnęła Ginny.
  -Zgarnę fiolkę od Snape’a. Nie skapnie się. – Ślizgon puścił jej perskie oko, a ta jak na komendę zarumieniła się tak, że jej twarz zjednoliciła się z kolorem jej włosów.
  -Nie skapnie? Chyba nie wiesz co mówisz. To jest Snape. Na pewno się jakoś dowie, a wtedy będzie podejrzewał… - zaczęła Ginny.
  -Pottera! – dokończył Blaise.
  -No właśnie… Będzie podejrzewał Harry’ego. Nie Blaise, nie możemy tego zrobić. A poza tym oni by się domyślili, że coś jest nie tak.
  -Może masz rację… Ale masz jakiś lepszy pomysł? Chyba lepszy ten mój, niż żaden co nie? – zauważył brunet.
  -Jasne… Ale pomyśl o tym jeszcze Blaise. Jak wpadniesz na coś, to wyślij mi Omm’a. – rzuciła ruda i odeszła.
Ci bliźniacy potrafią nawet coś dobrego czasem wymyśleć. Na przykład Omm’y. – rozmyślała Ginny.
Omm to mała świecąca kuleczka, która lata. Można przesyłać nią sobie wiadomości. Trzeba napisać jakąś wiadomość na skrawku pergaminu i przyłożyć do Omm’a. Omm zapamiętuję treść wiadomości i w zależności od nastroju wiadomości (wesoła, zła itp) przybiera odpowiedni kolor. Potrafi przenikać przez ściany. Nauczyciele zabronili używać Omm’ów, ale Fred i George wprowadzili nowe wersje, które w pobliżu nauczyciela stają się niewidzialne i dzięki temu można ich używać. Ginny specjalnie zamówiła aż tysiąc sztuk z „Magicznych Dowcipów Weasley’ów” i rozdała swoim przyjaciołom. No… Blaise też dostał.
  -Czego chciał od Ciebie Blaise? – zapytała Hermiona, gdy już znalazły się z Ginny w dormitorium starszej Gryfonki.
  -A nic… to znaczy… może kiedyś… - Ginny plątała się w słowach.
  -Okej, rozumiem. – zaśmiała się Hermiona. Reszta wieczoru przeminęła dziewczynom w radosnej atmosferze. Śmiały się, żartowały i rzucały żartobliwe przezwiska na siebie nawzajem. Poszły spać około 4 nad ranem. Oczywiście Ginny zasnęła szybciej, bo jej mała głowa, nie była aż tak odporna na alkohol jak mówiła. Hermiona za to dzisiaj całkowicie odmówiła sobie alkoholu. Stwierdziła, że picie w szkole jest okropnym wyczynem. Skusiła się jedynie na kremowe piwo. Za to Ruda wytrąbiła chyba ze trzy butelki Ognistej.
Rano Hermiona obudziła się w wyśmienitym humorze. Z Ginny było trochę gorzej, ale fiolka z zawartością niebieskiego, połyskującego wesoło specyfiku, od razu jej pomogła. Ubrały się szybko i ruszyły na śniadanie. Ruda była odrobinę zawiedziona, że nie dostała Omm’a od Blaisa, ale szybko się pocieszyła pałaszując radośnie kopiastą górę jajecznicy. Świetny nastrój Hermiony, którym została obdarowana od razu po przebudzeniu, zniknął jednocześnie z zobaczeniem Dracona Malfoya. Siedząc przy swoim stole, zerknęła przelotnie na stół Ślizgonów i zobaczyła, że on również na nią patrzy. Oboje szybko (zbyt szybko) odwrócili wzrok.
*stół Ślizgonów*
  -Możesz mi powiedzieć dlaczego Gran… ta szlama z Gryffindoru się na mnie gapi? – warknął blondyn do swojego przyjaciela.
  -Co mnie obchodzi jakaś szla… zaraz mówisz o Granger? – Zabini spojrzał na Malfoya.
  -Powiedzmy… - burknął szarooki. Zabini westchnął cicho i popatrzył wymownie na Dracona. Ten posłał mu tylko nienawistne spojrzenie. Blaise westchnął jeszcze raz i ruszył w kierunku wyjścia z Wielkiej Sali. Po chwili zobaczył, że młoda Weasley też wstaje i rusza za nim. Wyszedł więc z Sali i poczekał na nią.
  -Wymyśliłeś coś? – szepnęła gorączkowo Ginny. A Blaise w odpowiedzi pokręcił przecząco głową. –Cholera jasna, no.
  -Naprawdę, nie mam pojęcia co możemy zrobić… - westchnął Zabini. –Może trzeba poczekać, aż Draco sam się przełamie i przyzna się do swoich uczuć?
  -To Ty jesteś jego przyjacielem, a wydaje mi się, że w ogóle go nie znasz. – fuknęła Ginny. –To jest Malfoy. On w życiu się nie przyzna do swoich uczuć. Nawet gdybyś go przypalał rozżarzonym żelazem. Nie przyzna się.
  -Znowu masz rację. Wkurzająca jesteś. – Ślizgon załamał teatralnie ręce
  -Już wiem! – wrzasnęła Ruda.
  -Co wiesz? – zapytał Blaise.
  -Nie, nie tutaj. Gdzie możemy w spokoju porozmawiać, tak by nikt nas nie podsłuchał?
  -W moim i Draco pokoju?
  -Nie... on tam może wejść..
  -Może pokój życzeń?
  -Tak! Chodźmy! – zawołała dziewczyna i ciągnąc za sobą Zabiniego ruszyła biegiem. Gdy znaleźli się pod pokojem życzeń oboje chwycili się za dłonie i wyobrażali sobie miejsce, które miało się ukazać po wejściu. Po chwili przed ich oczami ukazały się ogromne drzwi. Nie czekając dłużej, wbiegli do środka. Zobaczyli ogromny pokój, w którym znajdowały się dwie duże sofy, stolik, kominek, barek, a w rogu pokoju stało… ogromne łóżko.
  -Co... Co tu robi te łóżko? –Ruda się zarumieniła i spojrzała z wyrzutem na Zabiniego.
  -No wiesz… może rozmowa po jakimś czasie zejdzie na ciekawsze tematy, no i łóżko się przyda. – chłopak oparł się o ścianę i złożył ręce na piersi. Dziewczyna nie czekając dłużej rozsiadła się wygodnie na jednej z kanap. Po chwili naprzeciwko niej rozłożył się Blaise.
  -No to jaki jest ten Twój pomysł? – zapytał kpiąco Blaise.
  -Jutro po lekcjach, najlepiej wieczorem, Ty zaciągniesz Draco do jakiejś pustej klasy. Powiesz, że… ym… o! Że Wymyśliłeś nową taktykę na mecz i musisz ją z nim obgadać! W tym czasie ja również zaciągnę Hermionę do tej samej klasy, w której wy będziecie… tylko nie wiem co jej powiedzieć… - zaczęła Ginny.
  -Po prostu jak będzie przechodzić przez ten korytarz to wciągnę ją do klasy. – na twarz Ślizgona wpełzł okropny ironiczny smirk
  -Chcesz żeby na zawał zeszła, zanim jeszcze zobaczy Draco? – zaśmiała się Ginny. –Po prostu powiem jej, że musimy pogadać sam na sam w klasie.
  -Nieźle! – wykrzyknął Blaise
  -No to skoro mamy jako taki plan, to ja lecę. – oznajmiła Ginny i ruszyła w stronę drzwi.
  -Em… Ginny… - zaczął nieśmiało Blaise.
  -Tak? – Ruda odwróciła się, odrzucając przy tym swoje długie włosy na plecy. Blaise podszedł do wiewiórki i przytulił ją do swojej klatki piersiowej. 
  -Od czasu gdy Cię zobaczyłem, spodobałaś mi się. Poczułem do Ciebie coś, czego nie czułem w życiu do żadnej innej dziewczyny… - Blaise mówił cicho, a Ginny była zaskoczona, że taki ktoś jak Blaise Zabini, człowiek, który śmieje się z wszystkiego i każdego, potrafi wyznawać swoje uczucia. Dziewczyna odsunęła się delikatnie od chłopaka.
  -Blaise ja… - zaczęła Ginny, lecz nie dane jej było skończyć ponieważ Zabini zamknął jej usta pocałunkiem. Ruda na początku była w szoku, lecz po chwili zaczęła z pasją oddawać pocałunki. Zupełnie zapomniała o tym, co chciała mu powiedzieć. Przecież miała zamiar porozmawiać z Harry’m i wyjaśnić wszystko. Ona nie może bawić się uczuciami obu chłopaków. Ale… ale teraz ma ważniejszą rzecz na głowie. Ten chłopak ją zaraz połknie w całości!

**

Gdzie jest Ginny? Wyszła z Wielkiej Sali przed nią, a potem jakby zapadła się pod ziemię. – Te myśli od pewnego czasu krążyły po głowie Hermiony. Nie mogła się na niczym skupić, nawet na książce, którą teraz trzymała przed oczami. Gryfonka westchnęła cicho i odłożyła książkę na szafkę nocną. Wstała i ruszyła ku wyjściu z dormitorium.
  -Hej Hermiona! – nagle znikąd pojawił się Ronald Weasley.
  -Cześć Ron… - odpowiedziała niechętnie szatynka.
  -Musimy pogadać! – wrzasnął łasic.
  -Ale ja właśnie wychodziłam... – zaczęła Hermiona.
  -No to możemy iść razem. – oznajmił Ron i nie czekając na reakcję dziewczyny, złapał ją za ramię i pociągnął do wyjścia. Ruszyli razem na błonia. Przeszli już spory kawałek i przez ten cały czas panowała okropnie niezręczna cisza. W pewnym momencie Hermiona zauważyła, że Ron próbuje coś powiedzieć, więc postanowiła odezwać się pierwsza by mu to ułatwić.
  -Hm... Ron, o czym chciałeś pogadać? – wydukała Hermiona. Na twarz rudzielca wpełzł uśmiech, oznaczający ogromną ulgę.
  -Ja... no, bo ten... Wiem, że nam nie wyszło ostatnio... i to było przeze mnie... – zaczął Ron.
  -Co chcesz przez to powiedzieć? – Hermiona doskonale wiedziała dokąd zmierza ta rozmowa, ale nie dawała po sobie niczego poznać.
  -Może byśmy spróbowali… no wiesz. – wyjąkał Weasley.
  -Nie! – wrzasnęła Hermiona. –To znaczy… Ron, kocham Cię, ale nie jak chłopaka. Nie jak osobę z którą miałabym spędzić resztę życia. Z którą miałabym stanąć przed ołtarzem i z którą miałabym wychowywać dzieci. Kocham Cię jak brata.
  -Co? – wyszeptał Ron. Do oczu Hermiony wepchnęły się łzy. Nie wiedziała co ma mu jeszcze powiedzieć.
  -Ron, można powiedzieć, że dorastaliśmy razem. Znamy się dobrze, a nawet zbyt dobrze. Znamy swoje sekrety. Nie ma w Tobie nic mogłabym odkryć, a w związkach o to przecież chodzi. By poznawać się nawzajem. – odszepnęła Gryfonka. – Ron, jesteś mi bardzo bliski, ale nie możemy być razem. Zrozum.
  -Nie? Nie możemy być razem? Bo co? – wrzasnął Ron, a Hermiona skuliła się ze strachu.
  -Ron proszę Cię... – chlipnęła Hermiona. –Uspokój się, błagam.
  -Nie będziesz mi mówiła, co mam robić. – ryknął jeszcze głośniej Ron, aż ptaki na dźwięk tego hałasu zerwały się z łoskotem z pobliskich drzew. Rudzielec ruszył na Hermionę. Nie panował nad sobą i praktycznie sam nie wiedział co chce jej zrobić. W każdym bądź razie coś na pewno. Przecież to Ron Weasley! Jemu się nie odmawia! Toż to przecież słynny przyjaciel Harry’ego Potter’a! On też przysłużył się do pokonania Czarnego Pana. A teraz jego przyjaciółka odmawia mu gdy on chce okazać jej litość i się z nią związać?! Przecież ona nigdy w życiu nie miała chłopaka, oprócz niego samego. Pewnie już z nikim się nie zwiąże. Ma do wyboru piękną przyszłość u boku Ronalda, lub zostanie starą panną. – Te myśli przemierzały umysł chłopaka. Stanął naprzeciwko Hermiony i złapał ją za ramiona. Przyciągnął ją do siebie i brutalnie pocałował. Hermiona próbowała wydostać się z objęcia chłopaka, lecz na próżno. Postanowiła więc być obojętna na obślizgłe pocałunki Rudzielca.
Dlaczego to wszystko przytrafia się mnie? – rozmyślała Hermiona – Najpierw Matt, teraz Ron.
Po paru chwilach Ron oderwał się od Hermiony i spojrzał na nią z rozbawieniem.
  -Jesteś taka mała, że nawet siły nie masz, żeby się uwolnić. – w oczach chłopaka błysnął jakiś nieznany Hermionie błysk.
  -Zostaw mnie. – powiedziała cicho Hermiona. –Nie waż się do mnie zbliżać.
  -I tak zrobię co ze chcę, Mała. – odpowiedział Ron, po czym zostawiając zdezorientowaną dziewczynę samą, ruszył do zamku.

**

Szatynka usłyszała pukanie do drzwi od swojego dormitorium. Fakt, po tym niezbyt miłym spotkaniu zaszyła się w swoim pokoju i ani myślała stamtąd wychodzić. Rozpłakała się jak małe dziecko. Czy to wojna zmieniła tak Ron’a? 
  -Proszę... – Hermiona westchnęła cicho. Po chwili w drzwiach ukazał się Harry.
  -Miona, co się stało? – zapytał Harry, siadając na łóżku obok Hermiony.
  -A co się miało stać? – Gryfonka odpowiedziała pytaniem na pytanie i uśmiechnęła się blado. 
  -Ron chodzi po pokoju wspólnym jakiś taki… dziwny. Ty zaszyłaś się tutaj… wiem, że Ron chciał dziś z Tobą rozmawiać.. – mruknął Harry.
  -A mówił coś jeszcze? – zapytała Hermiona, nerwowo skubiąc skórki przy paznokciach.
  -Powiedział, że do siebie wróciliście... to znaczy... nie tak dosłownie. Powiedział, że mam z Tobą o tym nie rozmawiać, bo chcesz sobie wszystko przemyśleć, ale skoro się przyjaźnimy to pomyślałem…
  -Co?! – wrzasnęła Hermiona zduszonym głosem. Wygrzebała się spod pościeli i gniewnym krokiem ruszyła ku wyjściu ze swojego pokoju.
  -A Ty gdzie? – zapytał zdziwiony Harry.
  -Może moja wspaniała pięść, która zaraz przestawi nos temu wkurzającemu Rudzielcowi, nauczy go, że w kłamaniu to on nie jest dobry. – zawarczała Hermiona, lecz w jednej sekundzie została powstrzymana od swych morderczych planów co do Ronalda. – Puszczaj.
  -Nie. – oznajmił Harry, jednocześnie przytrzymując Hermionę swoim umięśnionym ramieniem.
  -Jak to „nie”?! – syknęła Hermiona, wykręcając się tak by móc spojrzeć na przyjaciela.
  -Po prostu. – Wybraniec wzruszył ramionami i wpakował przyjaciółkę z powrotem do łóżka, a sam usiadł obok. –Wytłumacz mi teraz dokładnie i ze szczegółami, o czym rozmawiałaś z Ronem? – zarządził Harry.
Po wysłuchaniu tej jakże zacnej historii, wybałuszył oczy na Hermionę tak, że prawie wypadły mu z orbit.
  -Chcesz powiedzieć, że... że Ron mnie okłamał? – powiedział Harry, dokładnie analizując każde słowo wypowiedziane przez Hermionę.
  -Skoro powiedział Ci, że do siebie wróciliśmy… co jest oczywiście kłamstwem, to tak. Okłamał Cię Harry. – powiedziała Hermiona, patrząc uważnie na Harry’ego. Próbowała coś wyczytać z jego twarzy, ale jego mina nadal pozostawała taka sama, przez co Hermiona odpuściła i zapytała. –Harry, a dokładnie co Ci powiedział Ron?
  -Przyszedł do pokoju wspólnego i rzucił się na fotel. Na jego twarzy widoczne było wkurzenie, ale też i jakby… nie, nie ważne. Po chwili wpadłaś Ty i od razu pobiegłaś do siebie… Poczułem, że coś jest nie tak. – Harry urwał na moment i parsknął śmiechem widząc jak Hermiona łapczywie wsłuchuje się w to co on mówi.
  -Nie śmiej się tylko mów! – pisnęła Hermiona.
  -Ok, ok. – zaśmiał się Harry. –Zapytałem więc Rona, czy z Tobą rozmawiał. On odpowiedział, że owszem rozmawiał. No więc ja postanowiłem wyciągnąć z niego jak najwięcej się da… Podpytałem go trochę, a on odparł, że oznajmiłaś mu, że wrócisz do niego, ale na razie będzie to taki związek… jakby… otwarty. Nie będziecie na siebie naciskać, bo oboje musicie sobie wszystko przemyśleć. – Harry zakończył swoje przemówienie, a Hermiona otworzyła usta w zdziwieniu.
  -Naprawdę Ci tak powiedział? – wydusiła z siebie Hermiona.
  -Tak… potem poszedł do dormitorium, a ja postanowiłem przyjść do Ciebie. – oznajmił Harry.
  -Nie wierzę w niego… - powiedziała cicho Hermiona, na co Harry się zaśmiał.
  -Będzie dobrze Mionka. – powiedział Harry i niezdarnie objął przyjaciółkę ramieniem. – Nie jesteś w tym sama, pamiętaj. Wiem co czujesz z resztą…
  -Co chcesz przez to powiedzieć? -  zapytała Hermiona, przez zatkany od łez nos.
  -Ostatnio chciałem porozmawiać z Ginny. Ale ona ciągle mnie zbywa. Ostatnio widziałem ją kilka razy z tym dupkiem, Zabinim. – oznajmił gorzko Harry, a Hermiona nagle jakby oprzytomniała. Poruszyła się nerwowo nie wiedząc co powiedzieć.
  -O... o czym chciałeś z nią rozmawiać? – Hermiona siliła się na spokojny ton, ale wyszło jej coś w rodzaju spanikowanego pisku.
  -Ja… o nas. O naszej przyszłości. Zachowałem się jak dupek, zostawiając ją. Ale bałem się… cholernie bałem się, że jeśli ona będzie ze mną… Voldemort obierze ją jako cel. – do oczu Harry’ego napłynęły łzy i tym razem Hermiona objęła przyjaciela.
  -Harry… to było prawie rok temu. Wojna minęła już dawno. A i również Voldemorta już nie ma. Miałeś tyle okazji by z nią porozmawiać. – Hermiona westchnęła. Wiedziała co jest na rzeczy. Harry kochał Ginny i zostawił ją by ochronić ją i jej rodzinę. Ale mógł do niej wrócić od razu po wojnie.
  -Zrozum. Nie mogłem dojść do siebie. Przez te wszystkie lata byłem nękany przez złych ludzi. Nękały mnie nawet wizje i sny. Gdy to wszystko się skończyło… poczułem się dziwnie pusty. Nie byłem sobą. Kochałem Ginny i do tej pory kocham ją równie mocno. Ale nie mogłem się pozbierać po tej wojnie…
  -Rozumiem Cię. Ale zostawiłeś ją i przez ten cały rok nie dawałeś jej w ogóle nadziei, że chcesz do niej wrócić. Ona ma prawo ułożyć sobie życie. Niestety wybrała życie bez Ciebie. – Gryfonka kątem oka zauważyła, że w oczach Harry’ego pojawiły się łzy. On ją faktycznie kocha… Ale Ginny poznała teraz Blaisa. Są szczęśliwi… to znaczy nie są jeszcze parą, ale widać, że świetnie się razem dogadują…
  -Ale dlaczego… - zaczął Harry, lecz Hermiona go uciszyła. –Co? – zapytał Harry szeptem.
  -Ktoś jest pod drzwiami. – odszepnęła Gryfonka.
  -Skąd wiesz? – zapytał cicho Harry.
  -Słychać. Zaczekaj rzucę zaklęcie sprawdzające. – mówiąc to wyciągnęła różdżkę z kieszeni po czym szepnęła zaklęcie celując magicznym patykiem w drzwi. Obok drzwi pojawiła się czerwona mgiełka. –Miałam rację. Ktoś tu stoi.

  -Sprawdzę to. – Harry ujął różdżkę w dłoń i ruszył w stronę drzwi.

________________________

Hejka! Rozdział z lekkim poślizgiem, ale w końcu jest! Jest też dłuższy niż zazwyczaj i myślę, że taka długość Wam odpowiada! <3
KOMENTARZ=MOTYWACJA!

sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 11



  -Hej maleńka.. – wyszeptał „ktoś”, a Hermiona odważyła się unieść głowę do góry. Zobaczyła przed sobą Matthew’a.
  -Och, to Ty. Ale mnie przestraszyłeś! – dziewczyna roześmiała się serdecznie. Chłopak w odpowiedzi na to pochylił się nad nią i przygryzł lekko płatek jej ucha. Hermiona zaśmiała się nerwowo i spróbowała wyswobodzić się z objęcia kolegi, lecz ten jeszcze bardziej przydusił ją do ściany.
  -Ała! – warknęła Gryfonka, patrząc z wyrzutem na Ślizgona. W tym momencie całkowicie zapomniała, że jej jako prefekt naczelnej przysługuje możliwość odbierania punktów oraz karania uczniów, którzy według niej nie zachowują się jak przystało na ucznia. A ten pieprzony zboczeniec, który właśnie obmacuje jej tyłek nie zachowuje się jak uczeń do cholery! No tak… ale w takich chwilach zupełnie zapomina się o takich rzeczach. – Puszczaj mnie natychmiast!
  -Najpierw mała, zrobisz coś dla mnie. – wymruczał wprost do jej ucha.
  -Nie zamierzam dla Ciebie niczego robić! – syknęła dziewczyna.
  -A czy ja Cię pytam o zdanie? – zaśmiał się Matt i pocałował Hermionę prosto w usta.
  -Fuj! – wykrzywiła się Gryfonka i próbowała zakryć twarz rękoma.
  -Brzydzisz się mnie? – zapytał Ślizgon z ironicznym uśmiechem, jednocześnie chwytając jej lewą pierś.
  -Puść mnie. – szepnęła Hermiona błagalnym głosem.
  -Przez cały czas robiłaś mi złudną nadzieję, a w tym samym czasie szmaciłaś się z Malfoyem. – warknął Matt.
  -Matthew, ja... ja nie robiłam Ci żadnej nadziei, a tym bardziej z nikim się nie… - zaczęła Hermiona.
  -Czy ja kazałem Ci się tłumaczyć? To jasne, że się nie przyznasz. Ale każdy wie, że jesteś zwykłą dziwką. – powiedział Matt.
  -O co Ci chodzi? Nie mam nikogo i nie robię Ci żadnej nadziei, zrozum to Matt, my się nawet dobrze nie znamy. – wyszeptała Gryfonka.
  -To jasne, że nie masz nikogo. No, a teraz skoro tak lubisz się oddawać innym, pokaż na co Cię stać. – zarządził chłopak, a na jego twarzy wykwitł wredny uśmiech.
  -Ale ja… nie… - Hermiona momentalnie zrobiła się blada.
  -No witam, witam – Hermiona odwróciła głowę i zobaczyła Malfoya z ironicznym smirkiem na twarzy. –Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę Granger, ale prefekt naczelnej raczej nie przystoją schadzki w środku nocy.
  -Malfoy… - warknął Matt.
  -Rockwell… - Draco zmierzył Ślizgona wzrokiem bazyliszka jakby ten był czymś wybitnie ohydnym.
  -Draco, zabierz go... – poprosiła Hermiona płaczliwym i łamiącym się głosem. Bała się… cholernie się bała. Nie znała praktycznie tego nowego Ślizgona. Zamienili przecież tylko parę słów na Pokątnej, w pociągu i wtedy jak przytulił ją w wielkiej Sali. Hermiona ledwo co łapała oddech, bowiem chłopak przyduszał ją do ściany tak mocno, że nie mogła oddychać. To były śmierciożerca... a na dodatek z Durmstrangu. Jeszcze gorszy niż normalni śmierciożercy, którzy wychowali się w Hogwarcie.
  -Niby dlaczego? - na twarzy Dracona pojawił się iście Ślizgoński uśmiech.
  -Nie słuchaj tej ździry. – warknął brunet.
  -Nie będziesz mi mówił co mam robić bałwanie. – Malfoy zmierzył Rockwella pogardliwym spojrzeniem.
  -Draco… proszę… - ona płakała. On to słyszał, widział, a nawet czuł.  Draco popatrzył na Hermionę nieprzytomnym wzrokiem. Coś do niego mówiła… ale on zupełnie nie rozumiał co. Przed jego oczami pojawiły się urywane obrazy… wspomnienia. Zobaczył jakąś postać, dziewczynę. Uśmiechała się do niego. Mówiła coś. Łudząco podobna do Granger. Ale to nie mogła być ona! To szlama! Malfoy ponownie spojrzał na dziewczynę przygniecioną do ściany. Zauważył, że po jej policzkach spływają gorzkie łzy. Gdy zobaczył te urywane wspomnienia, poczuł się jakby ktoś dał mu w twarz. Zakręciło mu się w głowie. Ostatni raz spojrzał zamglonym spojrzeniem na śliczną szatynkę, która w tym momencie nie pragnęła niczego innego jak znaleźć się jego ramionach. Zacisnął dłonie w pięści i… odwrócił się, po czym odbiegł. Uciekł. Nie musiał oglądać się za siebie by wiedzieć, że ona płacze. Tylko że ona nie płakała już ze strachu… płakała przez niego. Zauważyła przebłysk wspomnień na jego twarzy. Zauważyła, że sobie przypomniał. Zauważyła, jak uciekł. Po prostu uciekł. Uciekł od niej. Od wspomnień. Od wszystkiego co ich kiedyś łączyło. O ile ta więź między nimi była realna… już nic nie będzie jak dawniej. Wszystko jest stracone. Ich znajomość również.
Hermiona popatrzyła zapłakanymi oczami na Matt’a, który uśmiechał się głupkowato. Wyciągnęła z szaty różdżkę, o której dopiero teraz, w przypływie żalu i złości sobie przypomniała i szepnęła…
  -Petrificus totalus. – chłopak momentalnie odsunął się od dziewczyny i nim zdążył coś powiedzieć, leżał na ziemi. Hermiona szybkim krokiem ruszyła do dormitorium i nie patrząc na pytające spojrzenia jej przyjaciół wbiegła do swojego pokoju. Osunęła się po ścianie i usiadła na ziemi. Przyłożyła sobie różdżkę do skroni. Wypowie te zaklęcie i będzie już zawsze szczęśliwa. Nie będzie pamiętać. Ułoży sobie życie i wszystko będzie tak jak dawniej. Zapomni o nim. Nie może już dłużej się męczyć. Skoro on nie chce pamiętać… ona również zapomni. – Hermiona otworzyła usta by wypowiedzieć zaklęcie, w chwili gdy drzwi do jej dormitorium się otwarły.
  -Hermiona… - rudowłosa osóbka w postaci Ginny Weasley podbiegła do siedzącej na podłodze przyjaciółki. – Hermiona oszalałaś. Hermiona! – Ginny wrzeszczała, a Hermiona w tym czasie zdążyła wyszeptać zaklęcie. – Cholera jasna, Herm! – szepnęła Ruda w momencie, gdy starsza Gryfonka osunęła się jeszcze niżej. Straciła świadomość.
  -Gin co jest? – Harry i Ron zwabieni wrzaskami Ginevry przybiegli do pokoju Hermiony.
  -Ona zemdlała – oznajmiła wspaniałomyślnie Wiewiórka.
  -Dlaczego? Co się stało? – zapytał Harry, ponieważ Ron zdołał wydobyć z siebie żadnego odgłosu.
  -Wypowiedziała jakieś zaklęcie… nie jestem pewna, chyba Obliviate. – szepnęła Ginny.
  -CO?! – wrzasnęli jednocześnie Potter i Weasley.
  -Czemu ona to zrobiła? – wyjęczał Ron.

***

Hermiona przetarła oczy piąstkami, jak małe dziecko i usiadła na łóżku. Nie mogła wytrzymać tego pieprzonego bólu głowy. Przypomniała sobie wydarzenia z wczorajszego wieczora. Nagle przed jej oczami stanął wyraz twarzy Malfoya, gdy spotkali się wczoraj na korytarzu. Ale… zaraz, zaraz.. dlaczego ona to pamięta!? – Hermiona zerwała się z łóżka i wbiegła do łazienki.
  -Cholera, musi to gdzieś być. – mruczała Hermiona, jednocześnie grzebiąc w szufladzie. Po pewnym czasie wyciągnęła stamtąd niewielką buteleczkę z błękitnym płynem. Są niczym jego oczy, w które można wpatrywać się godzinami i… zaraz! Stop! Wróć! Nie wolno Ci tak myśleć Hermiono Granger! – Gryfonka zezłościła się sama na siebie, marszcząc przy tym zabawnie nosek. Jednym łykiem oczyściła butelkę i od razu poczuła się jak nowo narodzona.
Jak dobrze, że dziś sobota. – pomyślała dziewczyna i ruszyła z powrotem do pokoju. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej czarny, luźny sweter i ciemne, wąskie spodnie. Na stopy naciągnęła trampki i wyszła z pokoju. Ruszyła w stronę Wielkiej Sali.
  -Witaj Sir Nicolasie. – Hermiona przywitała się kulturalnie z duchem.
  -Witaj panienko Granger. – duch uśmiechnął się ciepło do uczennicy i swoim zwyczajem „uchylił” swą głowę. I to dosłownie.
Wchodząc do Wielkiej Sali uchwyciła spojrzeniem Dracona Malfoya, który obściskiwał się z jakąś młodszą Ślizgonką. Hermiona zacisnęła pięści i ruszyła w stronę swojego stołu. Postanowiła usiąść tyłem do Ślizgonów, by przypadkiem nie zerkać na blondyna wbrew własnej woli.
  -Hej Gin. – mruknęła Hermiona i zaczęła mieszać widelcem w swojej jajecznicy.
  -Hermiona siedzisz tu już 10 minut i jeszcze nic nie zjadłaś. – Ruda po pewnym czasie zaniepokoiła się i spojrzała na przyjaciółkę ze zmarszczonymi brwiami.
  -Yhm... tak, faktycznie. – powiedziała cicho Hermiona i wzięła widelec z jajecznicą do ust. –Gin możemy potem porozmawiać w moim dormitorium?
  -Oczywiście. – Wiewiórka uśmiechnęła się ciepło do szatynki, po czym westchnęła cicho.

***

  -O co chodzi? – zapytała Ginny, wchodząc do pokoju Hermiony.
  -Byłaś przy tym. – szepnęła Hermiona, patrząc w okno.
  -Przy czym? – spytała Ginevra przestraszonym głosem.
  -Przy tym, jak rzuciłam na siebie zaklęcie. Nie zadziałało. Dlaczego? – zapytała gorzko dziewczyna, patrząc przy tym na Gin.
  -Hermi, ja.. ja nie mam pojęcia. – wyszeptała ruda i podeszła do Hermiony, po czym objęła ją ramieniem.
  -Istnieje jedna teoria. – powiedziała cicho Gryfonka.
  -Co? Jaka? – zapytała Virginia.
  -Ale to nie jest prawda. To na pewno nie może być prawda. – szepnęła Herm, a po jej twarzy zaczęły spływać duże, słone kropelki.
  -Powiesz mi w końcu? – powiedziała zniecierpliwiona wiewióra.
  -Żadne zaklęcie nie jest w stanie pokonać prawdziwej miłości… - powiedziała Hermiona grobowym głosem.
  -Herm… - Ginny przytuliła przyjaciółkę, a ta wtuliła się w nią jak małe dziecko poszukujące ochrony w ramionach matki.
  -Ja g…go nie k…kocham G…Gin. – wyjąkała Hermiona.
  -Hermi, postawmy sprawę jasno.. – zaczęła Ginny, jednocześnie głaszcząc przyjaciółkę po plecach. – Zmieniłaś się i to bardzo… Nie jesteś już tą samą Hermioną Granger, dla której najważniejsze w życiu były książki i nauka.
  -Co chcesz przez to powiedzieć? – wychlipała szatynka.
  -Dojrzałaś Herm.. zaczęli Cię interesować chłopcy, randki, ciuchy.
  -Nie prawda. – powiedziała Gryfonka, odsuwając się od przyjaciółki. –Nie interesują mnie jakieś niewyżyte hipogryfy, potocznie zwane chłopakami. Randki? Phi, to dla słabych. Ciuchy? Moda zawsze mnie interesowała, ale bez przesady.
  -Hermiona… czy gdyby faktycznie pewien niewyżyty hipogryf, jak go nazwałaś, Cię nie interesował, to szlochałabyś co noc do poduszki? – Ruda podniosła wymownie brwi, patrząc na przyjaciółkę.
  -Ja wcale nie… - Hermiona zamilkła, widząc rozbawione spojrzenie Wiewióry. – Zabini miał rację mówiąc kiedyś, że co małe i rude to wredne. – prychnęła Hermiona i zostawiając zaśmiewającą się przyjaciółkę wybiegła do łazienki.
Po pół godzinie Gryfonka wyszła z łazienki i zastała bardzo dziwny widok. Ginny siedziała na jej łóżku i czytała książke.
  -Ty umiesz czytać? – zaśmiała się Hermiona.
  -Jak widać. – odrzekła ruda, nie podnosząc wzroku z nad książki.

***

Ruda Gryfonka spacerowała właśnie po Hogwarckich błoniach. Dlaczego Malfoy się zachowuje jak rasowy dupek? Przecież widać po nim, że sobie coś przypomniał, przez niego Hermiona tylko cierpi. Trzeba coś z tym zrobić. – rozmyślania Ginny przerwało czyjeś znaczące chrząknięcie. Ginevra odwróciła się błyskawicznie i dojrzała przystojnego bruneta, opierającego się szelmowsko o drzewo.
  -Hej Wiewiórko. – przywitał się Ślizgon, nie spuszczając wzroku ze zdezorientowanej Gryfonki.
  -Cze…cześć. – wyjąkała lekko speszona Gin.
  -Jak leci? – spytał Blaise zbliżając się do rudej.
  -Ym… jakoś. – ta jakże inteligentna odpowiedź tak rozbawiła bruneta, że już po chwili zwijał się ze śmiechu, a Ginny patrzyła na niego z nieśmiałym uśmiechem.
  -Okej, a teraz trochę powagi. – oznajmił Zabini i przybrał na twarz poważną minę, co dla odmiany rozśmieszyło Ginevrę.
  -Czego chcesz? – zapytała rozbawiona Gryfonka.
  -Jak pewnie zauważyłaś nasi przyjaciele w postaci Hermionki i Dracusia mają niezły konflikt między sobą... – zaczął Blaise.
  -Malfoy stracił pamięć, więc to głównie przez niego. – wytknęła Ginny.
  -A pamiętasz może przez kogo stracił pamięć? – na twarz Ślizgona wtargnął wredny uśmiech.
  -No... – Ruda się zaczerwieniła, a brwi Zabiniego podjechały aż pod samą linię włosów. – No on skoczył...
  -I tu się mylisz moja droga koleżanko. – Blaise spojrzał poważnie na Ginny.
  -Przecież wszyscy wiemy, że on skoczył do jeziora. – odpowiedziała Gryfonka.
  -Tylko ja, Draco i pewien Puchon, wiemy jak było naprawdę.
  -No to może mi to powiesz? – warknęła Ruda.
  -Draco nie chciał się zabić. On nie jest takim… no wiesz. Jak Hermionka nie chciała z nim porozmawiać, to poszedł się przejść na błonia. Szedłem kawałek za nim na wszelki wypadek. Ja stałem na schodach, a on usiadł na trawie pod drzewem… - Zabini urwał patrząc na koleżankę.
  -No mów! – wykrzyknęła Ginny.
  -Po chwili podszedł do niego… Puchon. Zaczęli o czymś gadać, ale byłem za daleko, więc nie słyszałem o czym. Potem zaczęli się przepychać, więc zacząłem biec w ich stronę, ale było za późno, bo ten… Puchon, wyciągnął różdżkę i najprawdopodobniej zaklęcie odrzuciło Dracona i wpadł do jeziora. No to ja wskoczyłem tam za nim i go wyciągnąłem.
  -Co?! Kim był ten puchon?! – wrzasnęła Gin.
  -Ernie Macmillan. – powiedział cicho Ślizgon.
  -O mój Boże. – Ginny zakryła usta dłonią i zrobiła zszokowaną minę.
  -Spokojnie. – brunet poklepał Gryfonkę po plecach i poprowadził ją do drzewa, aby mogli usiąść. – Tak więc, między nimi nie jest za dobrze, a my jako ich najlepsi, najcudowniejsi, najpiękniejsi i najwierniejsi przyjaciele musimy im pomóc!
  -Cóż za skromność. – mruknęła Ruda, a po chwili dodała: –Jak chcesz im pomóc? Malfoy zapomniał i znów nienawidzi Hermiony.
  -Nie zupełnie… Otóż od paru dni zaczął sobie przypominać coraz więcej. – oznajmił Blaise.
  -Przecież sam słyszałeś diagnozę pani Pomfrey. Jest to najniższy stopień amnezji, przypomni sobie większość, ale nie wszystko. – odpowiedziała niechętnie wiewiórka.
  -Ale... – zaczął Blaise.
  -Przypomniał sobie już dużo, bardzo dużo wspomnień. A nadal nie przypomniał sobie o Herm. I nie przypomni. Nic się z tym nie da zrobić Blaise. – oznajmiła smutno Ginny.
  -W takim razie to my mu przypomnimy! – wykrzyknął Blaise.
  -Niby jak chcesz tego dokonać? Przecież nie możesz mu powiedzieć wprost, że kiedyś kochał Hermionę Granger. – Ginny popukała się palcem wskazującym w czoło i spojrzała wymownie na Ślizgona.
  -Niby nie... Coś wykombinujemy Ruda!

***

Dlaczego jak zobaczył tą szlamę, to zrobiło mu się tak ciepło w… miejscu gdzie normalny człowiek ma serce. Ale on… chyba je stracił gdy w wieku 14 lat jego własny kochany ojczulek kazał mu oglądać jak Czarny Pan torturuje jakąś mugolaczkę. – Draco wzdrygnął się, a na wspomnienie tamtejszego widoku do jego oczy napłynęły łzy. Jaki normalny człowiek każe dzieciakowi oglądać tortury na innym dziecku?! A no tak… jego ojciec nie jest normalny. – Draco pochłaniał już drugą butelkę Ognistej i nadal nie czuł się lepiej. Jakieś dziwne uczucie nie mogło opuścić jego ciała, więc próbował wypłukać je alkoholem. Ale to i tak nic nie dało. Odstawił więc szklankę na stolik obok jego łóżka i ruszył do łazienki.
Wszedł pod prysznic i zaczął szorować całe swoje ciało w nadziei, że może kąpiel wypłucze te dziwne uczucie. Gdy skończył stanął wyczerpany przez zbyt dużą ilość alkoholu we krwi i wydarzeniem z wczorajszego wieczoru. 
Wyszedł z pod prysznica i owinął wokół bioder biały, puchowy ręcznik. Woda skapywała z jego jasnych, rozczochranych włosów. Wszedł do pokoju i zastał tam swojego przyjaciela.
  -Stary, ileś Ty tego wypił!? – zapytał Blaise, chwytając się teatralnie dłońmi za głowę. Draco nie odpowiedział, tylko podszedł do szafy. – No dobra kolego. Musimy porozmawiać i to poważnie. – warknął Zabini.
Draco popatrzył tylko na niego i ruszył do łazienki. Po chwili wyszedł stamtąd ubrany jedynie w czarno-zielone bokserki. Rzucił się na łóżko z zamiarem prawdopodobnie spania.
   -Ty bałwanie jest dopiero pół do siódmej wieczorem, wstawaj! – krzyknął Blaise, jednocześnie ściągając kołdrę z przyjaciela. – Draco, posłuchaj. Wiem, że sobie coś przypomniałeś i nawet nie próbuj zaprzeczać. Musimy o tym porozmawiać.
  -Nic sobie nie przypomniałem. Nie wiem o czym mówisz. – skłamał Draco.
  -Przypomniałeś i wiesz. Chodzi o…

____________________________

hejka! A więc nowy rozdział (z lekkim opóźnieniem) w końcu się pojawił! xx
Jestem na wakacjach, więc stąd te opóźnienie, ale złapałam gdzieś internet w laptopie i udało mi się dodać rozdział! Mam nadzieję, że Was nie zrazi to, że w tym rozdziale pojawiło się odrobinę więcej takiego "zboczeństwa" na samym początku. :D Także dziękuję za przeczytanie, a jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś/aś, to przewijaj do góry i czytaj! :* <3
Komentarz = dłuższy rozdział xx

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 10



Brązowowłosa Gryfonka zmierzała właśnie w kierunku sali od eliksirów. Uginała się pod ciężarem notatek i książek, potrzebnych dziś na lekcję. Pomimo tego, że nie znosiła nauczyciela, który ją uczył, musiała przyznać, że eliksiry wręcz uwielbiała. Ale nie to zaprzątało dziś jej głowę. Myślała o pewnym chłopaku. A dokładniej o pewnym blond Ślizgonie. Przez te dwa miesiące nauki zdążyła się do niego w pewien nieznany jej sposób przywiązać. Ale nie chodzi tu broń boże o jakąkolwiek miłość, co to, to nie! To znaczy… nie twierdzi, że go nadal nienawidzi, bo tak nie jest. Ale czy to miłość? Sama nie tego nie wiedziała. – Z tymi rozmyślaniami pędziła korytarzem Hogwartu i nawet nie zauważyła kiedy jej nogi zaplątały się o siebie, a twarz zaliczyła bliskie spotkanie z posadzką.
  -No ja zawsze wiedziałem, że szlamy to ciamajdy, ale żeby tak wyryć w podłogę? – Hermiona spięła swoje wszystkie mięśnie, bowiem poznała ten głos. Taki męski, głęboki, z seksowną charakterystyczną chrypką. W jednej sekundzie podniosła się z ziemi i otrzepała szatę. Nie mogła dać po sobie poznać, że przed tą pieprzoną amnezją Malfoya do czegoś między nimi doszło. Ona… ona musiała zapomnieć, raz na zawsze.
  -Czego chcesz Malfoy? – warknęła dziewczyna patrząc na chłopaka ze zmrużonym oczami.
  -Od Ciebie? Uwierz tak nisko upaść nie zamierzam by chcieć czegoś od szlamy. –Draco również zmrużył oczy, więc stali tak naprzeciw siebie, mierząc się nienawistnymi spojrzeniami.
  -Mógłbyś sobie darować Dra… Malfoy. –Hermiona szybko zmieniła słowo, widząc jaka reakcja zaszła na twarzy Dracona, gdy ta prawie wypowiedziała jego imię.
  -He-Hermiona coś się dzieje? – w pobliżu całej sytuacji w błyskawicznym tempie znalazł się Ron oraz Harry.
  -W porządku. Nic się nie dzieje. – odpowiedziała Hermiona, po czym jednym zgrabnym zaklęciem pozbierała książki i notatki z podłogi, które wpadły prosto w jej ramiona. Następnie nie zaszczycając Dracona, ani jednym spojrzeniem, odwróciła się i odeszła wraz ze swoimi przyjaciółmi.

**

  -Hermiona, czego chciał od Ciebie Malfoy? –Ron był nieustępliwy i już przez ponad pół lekcji zadręczał ją ciągle tym pytaniem.
  -Ron cicho bądź! Nie Twoja zakichana sprawa, rozumiesz? –warknęła Hermiona i zaczęła ignorować Ronalda.
  -Panno Granger, czy mogłaby pani wytłumaczyć, dlaczego szepczecie coś wraz z panem Weasley’em? –Severus Snape w mgnieniu oka znalazł się tuż za plecami gryfonów.
  -Ja… no bo… ja tylko… -Hermiona plątała się w swoich słowach.
  -Och... chce pani powiedzieć, że tylko mu… podpowiadała? –słysząc głos profesora Hermionie   przyszedł przez myśl syk węża.
  -Ja… to nie tak panie profesorze. –Gryfonka nie zamierzała spędzać wieczoru na szlabanie u Snape’a, więc chciała się jakoś z tego wytłumaczyć.
  -Dość tego. –warknął Snape. –Szlaban, dzisiaj o 18 w moim gabinecie. Radzę Ci się nie spóźnić. A do tego odejmuję Gryfonom 20 punktów, za przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji, oraz niepotrzebne wdawanie się w dyskusję z nauczycielem. –Hermiona popatrzyła z nienawiścią na profesora. Po chwili spostrzegła również, że cała klasa też się na nią patrzy. Popatrzyła więc również z nienawiścią po całej Sali, a jej wzrok spoczął na Malfoy’u, który też na nią patrzył. Na jego twarzy wymalowany był nienawistny uśmiech, a oczy wręcz tryskały radością, jakby chciały powiedzieć „Ohoh, Panna-Wiem-To-Wszystko-Granger właśnie zaliczyła szlaban”. Hermiona miała ochotę do niego podejść i zafundować prawego sierpowego, tak jak uczyniła to w trzeciej klasie, ale wiedziała, że nie może tego zrobić, a przynajmniej… nie teraz.
Reszta lekcji przeminęła dość spokojnie, nie licząc tego, że Snape odebrał Gryfonom jeszcze kilkanaście punktów. Przyszła kolej na Obronę Przed Czarną Magią. Hermiona weszła do klasy i usiadła w ławce obok Neville’a. Na jej nieszczęście, po jej prawej stronie, w ławce obok zasiadł blond Ślizgon. Postanowiła więc ignorować chłopaka, który ciągle próbował ją zdenerwować.
  -Panie Malfoy, proszę umówić się z panną Granger na randkę po lekcji, a nie w trakcie. –nauczycielka widząc łzy w oczach Hermiony postanowiła zareagować.
  -Z nią na randkę? Wolałbym pocałować dupę gumochłona. –Malfoy zarechotał niczym rasowa żaba. Tego już było za wiele. Hermiona wiedziała, że nie powinna tego robić, lecz nie mogła inaczej. Zalewając się łzami byle jak wrzuciła pergaminy do torby, po czym trzaskając krzesłem wybiegła z sali.
  -Panno Granger, co to za zachowanie! Proszę wracać! –krzyczała za nią profesor Mirrell, lecz Hermiona już jej nie słyszała. Była zagłuszona swoim zduszonym szlochem i słowami Malfoy’a, które pobrzmiewały w jej głowie. Jak on mógł tak powiedzieć? To, że jest szlamą nie znaczy, że nie ma uczuć.
  -A pan, panie Malfoy. –kobieta spojrzała karcąco na ucznia. –Zarobił właśnie szlaban, oraz… odejmuję Slytherinowi 10 punktów. Proszę się stawić w moim gabinecie o 18. – Malfoy w ekspresowym tempie przestał się śmiać i zmierzył nauczycielkę nienawistnym spojrzeniem.

**

Hermiona wbiegła do swojego pokoju. Nie miała pojęcia dokąd się udać. Za chwilę koniec lekcji, więc pewnie Ron i Harry tu przybiegną, a ona niespecjalnie ma ochotę z nimi rozmawiać. Postanowiła jednak zostać w swoim dormitorium, uprzednio rzucając na drzwi zaklęcie, tak by nikt nieproszony się tu nie dostał. Weszła do łazienki i osunęła się po ścianie na podłogę. Nie mogła uwierzyć, że po raz kolejny płacze przez tego aroganckiego, dwulicowego, wrednego Malfoya. Mało to łez przez niego wylała gdy nazywał ją szlamą i niegodną bycia czarownicą? A teraz znów płacze… tym razem przez wspomnienia. Nie mogła wyrzucić z pamięci tych słodko-gorzkich pocałunków. Nie mogła zapomnieć gdy w pociągu zabrał ją do innego przedziału. Nie mogła zapomnieć jak cudownie pachniały jego perfumy. Nie mogła… ale musiała.

**

Gryfonka zbierając się ostatkiem sił wstała z podłogi. Przesiedziała tam ładnych parę godzin, co finalizowało okropnym bólem pleców i tyłka. Musiała przecież iść na ten szlaban u Snape’a. Przemyła szybko twarz wodą i wyszła z dormitorium. Wszyscy pewnie byli już na kolacji. W pokoju wspólnym zobaczyła tylko Lavender, która obściskiwała się z jakimś puchonem. Ruszyła w stronę portretu i już po chwili znalazła się na przyciemnionym korytarzu. Zmierzała w stronę lochów, gdy nagle poczuła na sobie czyiś wzrok. Wyciągnęła różdżkę i szepnęła zaklęcie. Już po sekundzie koniec jej różdżki rozjarzył się jasnym blaskiem światła.
  -Kto tu jest? – szepnęła, a w ramach odpowiedzi poczuła czyjąś różdżkę, przytkniętą do jej pleców. Powoli odwróciła głowę, spodziewając się najgorszego. Jednak to co zobaczyła dosłownie zaparło jej dech w piersiach. Ujrzała twarz nikogo innego jak Dracona. Ale jego twarz była jakby zmieniona. Wymalowana tam była rządza krwi i mordu. Już po chwili Hermiona była przyparta do ściany, a Malfoy trzymał różdżkę tuż przy jej szyi, praktycznie wbijając ją w krtań dziewczyny. Hermionie napłynęły do oczy łzy bezsilności i przerażenia, bowiem jeszcze chwila i spóźni się na szlaban u Snape’a, a to nie będzie nic dobrego.
  -Czego Ty chcesz Malfoy? – wycharczała dziewczyna, ponieważ coraz bardziej wbijająca się różdżka prawie całkowicie odcinała jej dopływ powietrza. Malfoy ewidentnie to zauważając odsunął trochę różdżkę, lecz nadal trzymał ją przy szyi Gryfonki.
  -Czego chcę? Czego ja chcę?! –wysyczał Draco -Przez Ciebie ta głupia jędza dała mi szlaban. Jeśli myślisz, że się na Tobie nie zemszczę to się grubo mylisz.
  -Malfoy, proszę Cię. Ja mam dziś szlaban u Snape’a. Jeśli się spóźnię… przecież go znasz. – dziewczyna już nie panowała nad płynącymi swobodnie po jej twarzy łzami.
  -Nie obchodzi mnie Twój zasrany szlaban. –warknął Malfoy.
  -No więc co mi zrobisz? –Hermiona postanowiła się postawić Malfoyowi. –Przecież i tak jestem od Ciebie lepsza w magii. Nawet jakbyś bardzo chciał, to i tak mnie nie pokonasz. –udało się! Na twarz Malfoya wpłynęło zdezorientowanie, lecz Draco jakby się zreflektował, bo po chwili na jego twarzy wykwitł ironiczny uśmiech. Ślizgon odsunął różdżkę od dziewczyny, a ta korzystając z okazji puściła się biegiem w stronę gabinetu Snape’a. Zapukała i już po chwili usłyszała ciche zaproszenie do środka.
  -Dobry wieczór. Przepraszam za spóźnienie, coś mnie zatrzymało. –powiedziała cicho Hermiona.
  -Dobrze wiesz Granger, że ja nie toleruję spóźnień. –Snape nie zaszczycił uczennicy ani jednym spojrzeniem.
  -Przepraszam, to się nie powtórzy. –odpowiedziała jeszcze ciszej Gryfonka.
  -W takim razie co było ważniejsze od szlabanu, że postanowiłaś się na niego spóźnić? – zapytał Snape, tym razem patrząc na Hermionę przenikliwym spojrzeniem.
  -Musiałam z kimś porozmawiać. –dziewczyna spuściła głowę. Była świadoma, że Snape w każdej chwili może wedrzeć się do jej umysłu i zobaczyć dokładnie całą rozmowę z Malfoyem, oraz… wszystko co wydarzyło się przed utratą pamięci Dracona.
  -W takim razie… poukładaj wszystkie fiolki z eliksirami, tylko radzę Ci uważać. Spróbuj stłuc choć jedną, to szlaban na cały przyszły semestr masz gwarantowany. Później pościągasz wszystkie księgi z półek –Snape wskazał na regał, który sięgał aż do sufitu. – Oraz je odkurzysz. Sprawuj się tu. Ja zaraz wracam. –dokończył Snape, po czym wyszedł zamiatając swą długą szatą.

*W tym samym czasie*

Draco patrzył z nienawiścią na uciekającą Gryfonkę. Jak strasznie ta szlama działała mu na nerwy. Nienawidził jej od stóp, aż po czubek tego jej siana na głowie. Włożył ręce w kieszenie i ruszył na swój szlaban. Nie racząc zapukać wszedł od razu do gabinetu profesor Mirrell.
  -Ja na szlaban. –warknął Malfoy widząc zdziwione spojrzenie nauczycielki.
  -Myślałam, że jako Ślizgon masz odrobinę szacunku do starszych osób i stać Cię na zapukanie do drzwi oraz zwrot grzecznościowy typu „Dobry wieczór”. –odparła nauczycielka z krzywym uśmiechem. Malfoy nie racząc odpowiedzieć rozwalił się na czarnej skórzanej kanapie, która stała obok biurka i wlepił pytające spojrzenie w profesorkę. –Zaraz przybędzie po pana, panie Malfoy, profesor Snape. Ma dla Ciebie jakieś zadanie w lochach, więc mu pomożesz.
  -Co?! –krzyknął Malfoy zduszonym głosem. Przecież Szlama-Granger ma szlaban u Snape’a. On nie chce spędzać tego koszmarnego wieczoru w towarzystwie tej Gryfonki z szopą na głowie.
  -To co słyszałeś Draco. Jeśli chcesz, w każdej chwili mogę napisać do Twojego ojca, jak to sprawujesz się na moich lekcjach. –Draco popatrzył z pogardą na nauczycielkę, po czym postanowił, aż do przybycia Snape’a ją ignorować. Po około 10 minutach usłyszeli łomotanie do drzwi, a już po sekundzie otwarły się one i stanął w nich Severus Snape.
  -Witaj Mirando. –przywitał się Snape chłodnym głosem. –Witaj Draco.
  -Cześć Severusie. –nauczycielka uśmiechnęła się promiennie do Snape’a. Draco nadal pozostał nieugięty i obdarował profesora tylko pogardliwym spojrzeniem.
  -Chodźmy Draco. –warknął Severus i po chwili profesor Mirrell została w swym gabinecie sama.

  -Będę musiał mieć szlaban z nią, prawda? – syknął Malfoy, idąc obok pędzącego nauczyciela.
  -Wyraź się prościej. –odparł profesor.
  -Z tą nędzną szlamą? –warknął Draco, teatralnie przewracając oczami.
  -Draco… po wojnie nieco się zmieniło. Nie wszyscy teraz gardzą szlamami i Ty również powinieneś z tym skończyć, chyba że chcesz by nazwisko Twojej rodziny jeszcze bardziej straciło uznanie w oczach innych. –powiedział cicho Snape, a Dracona zdziwiła ta szczerość profesora.
  -To znaczy, że mam zaprzyjaźnić się z Gryfiaczkami i szlamami? –szepnął Draco.
  -Nic takiego nie powiedziałem. Myśl sobie o Potterze i reszcie co tylko chcesz. Ale jeżeli w przyszłości chcesz być szanowany, zastanów się nad tym co powiedziałem. –Snape zatrzymał się przed swoim gabinetem, po czym otworzył drzwi i puścił Dracona pierwszego.
  -Co on tu robi?! –Hermiona stojąc na drabinie, gdzieś wysoko pod sufitem odwróciła głowę i spostrzegła kto wszedł do gabinetu.
  -Stoję Granger, a co? –Draco oparł się o futrynę drzwi i założył ręce na piersi.
  -Panno Granger, pan Malfoy również odbywa szlaban, więc Ci pomoże. –powiedział Snape, po czym odszedł w stronę drzwi, które prowadziły prawdopodobnie do jego pokoju. Hermiona prychnęła lekceważąco i postanowiła ignorować Ślizgona.
  -Cholera jasna uważaj trochę. –warknęła Hermiona, gdy Malfoy po raz któryś z kolei, niby przypadkowo zahaczył nogą o drabinę, na której Gryfonka właśnie balansowała.  Draco wydał z siebie tylko cichy odgłos, który do złudzenia przypominał coś w stylu „pieprzona szlama”. Większość szlabanu minęła im na potyczkach słownych i nie tylko.
  -Auuu! Uważaj wariatko! – rozdzierający krzyk Malfoya zakłócił panującą dotychczas ciszę w gabinecie. Draco rozcierał sobie właśnie miejsce na głowie, w które uderzyła spadająca, bardzo gruba książka.
  -Sorry Malfoy. –odrzekła Hermiona, zeskakując z drabiny i podnosząc księgę.
  -Sorry? Myślisz, że zwykłe sorry załatwi sprawę? –warknął Draco.
  -A co? Zapłacić Ci mam? –prychnęła, po czym wspięła się z powrotem na drabinę. Malfoy zmierzył nienawistnym spojrzeniem Hermionę i z wściekłości kopnął w nogę drabiny. Hermiona zachwiała się i już po chwili wisiała kilka metrów nad ziemią trzymając się półki, a drabina leżała na podłodze.
Jeśli skoczy… najpewniej sobie coś złamie. Ale przecież nie może też tu wisieć, aż do końca świata. Spojrzała w dół… w sumie nie aż tak wysoko. Dojrzała w dole zaśmiewającego się Malfoya.
  -Bardzo śmieszne Malfoy. No boki rwać po prostu. –warknęła Hermiona. A gdyby tak… Gryfonka puściła jedną ręke i zachybotała się niebezpiecznie. Wolną dłonią wyszukała różdżkę w swojej szacie, po czym puszczając się półki wyszeptała zaklęcie. Już po chwili znalazła się pięć centymetrów nad ziemią, by po chwili w nią uderzyć. Wstała i otrzepała szatę, chowając różdżkę.
  -Oszalałeś? Chciałeś mnie zabić? –wysyczała Hermiona prosto w twarz Malfoya.
  -Niewykluczone. –odparł chłopak zaśmiewając się do łez.
  -Jesteś arogancką, snobistyczną, wredną, dwulicową, fałszywą i tchórzliwą fretką! – wrzasnęła Hermiona.
  -Za to Ty jesteś wszechwiedzącą, wtykającą wszędzie swoje pięć groszy, mądralińską szlamą! –wytknął jej Draco.
  -Jak śmiesz? –szepnęła Hermiona.
  -A, no i mogłabyś w końcu ujarzmić tą swoją szopę na głowie, bo wyglądasz jakby Cię hipogryf przetrawił. –uśmiechnął się triumfująco. Dla Hermiony tego było już za dużo. Nie wiele myśląc zamachnęła się mocno, po czym zadała Malfoyowi cios prosto w nos. Chłopaka, aż odrzuciło do tyłu. Zachwiał się i upadł na podłogę.
  -Ty wredna szlamo! –wrzeszczał –Za czasów Czarnego Pana, powinni Cię zabić jako pierwszą. Jesteś najgorszą dziewczyną na świecie. A Ty się dziwisz, że Cię nikt nie chce, szlamo?!
  -Co tu się dzieje?! – w pomieszczeniu pojawił się Snape.
No tak… zawsze pojawia się w odpowiednim momencie. –pomyślała Hermiona z ironią.
  -Ta nędzna szlama zaczęła mnie wyzywać, a na dodatek przywaliła mi prosto w nos, niech pan zobaczy. –wyjęczał Malfoy i zaczął nadstawiać profesorowi swój nochal.
  -Panie profesorze, on mnie zrzucił z drabiny! Mógł mnie zabić! –Hermiona pomimo łez czających się w kącikach oczu, postanowiła grać twardą.
  -Malfoy jazda do skrzydła szpitalnego. Granger wypad do siebie. Koniec szlabanu. – warknął Snape.
Oboje uczniów miało zdziwienie wymalowane na twarzy.
  -Nie ukarze jej pan? –syknął Malfoy.
  -Oboje jesteście sobie winni. Załatwcie to między sobą, ale skoro tak bardzo chcesz Draco, mogę ukarać Was oboje. –nauczyciel uśmiechnął się kpiąco.
  -Dobranoc. –rzuciła Hermiona i szybko wyszła z gabinetu bojąc się, że gdy zostanie tam jeszcze chwile to Snape zmieni zdanie i jednak ich ukarze. Dlaczego profesor jej nie ukarał? Przecież widział to, że Malfoy ma zakrwawiony nos, więc był to dowód, że ona mu coś zrobiła. Ale nie było dowodu, że Malfoy zrzucił ją z drabiny, więc dlaczego Snape tak gładko jej uwierzył? To wszystko było dziwne, lecz postanowiła przyśpieszyć kroku w obawie, że Malfoy ją dogoni. Właśnie wspinała się po schodach prowadzących na piętro, gdzie znajdowało się dormitorium Gryfonów, gdy nagle poczuła jak wielkie umięśnione łapska obłapiają jej talię i prowadzą do najbliższej ściany. Po chwili została przyciśnięta do ściany, a jako że ten ktoś był o wiele wyższy, nie widziała jego twarzy.

  -Hej maleńka.. –wyszeptał „ktoś”, a Hermiona odważyła się unieść głowę do góry.

__________________

Hej, a więc nowy rozdział! Przepraszam, że przez dłuższy czas nie było rozdziału :c Ale teraz to nadrabiam! 
Chcę Wam podziękować za każdy komentarz! Zakładając tego bloga, nawet nie myślałam, że kiedykolwiek osiągnę tak wysokie statystyki! Nabiliście już ponad 2200 wyświetleń! Jesteście najlepsi, kocham Was, jejku <3 A teraz zapraszam do podzielenia się Waszą opinią na temat mojego rozdziału tam na dole :*