środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 10



Brązowowłosa Gryfonka zmierzała właśnie w kierunku sali od eliksirów. Uginała się pod ciężarem notatek i książek, potrzebnych dziś na lekcję. Pomimo tego, że nie znosiła nauczyciela, który ją uczył, musiała przyznać, że eliksiry wręcz uwielbiała. Ale nie to zaprzątało dziś jej głowę. Myślała o pewnym chłopaku. A dokładniej o pewnym blond Ślizgonie. Przez te dwa miesiące nauki zdążyła się do niego w pewien nieznany jej sposób przywiązać. Ale nie chodzi tu broń boże o jakąkolwiek miłość, co to, to nie! To znaczy… nie twierdzi, że go nadal nienawidzi, bo tak nie jest. Ale czy to miłość? Sama nie tego nie wiedziała. – Z tymi rozmyślaniami pędziła korytarzem Hogwartu i nawet nie zauważyła kiedy jej nogi zaplątały się o siebie, a twarz zaliczyła bliskie spotkanie z posadzką.
  -No ja zawsze wiedziałem, że szlamy to ciamajdy, ale żeby tak wyryć w podłogę? – Hermiona spięła swoje wszystkie mięśnie, bowiem poznała ten głos. Taki męski, głęboki, z seksowną charakterystyczną chrypką. W jednej sekundzie podniosła się z ziemi i otrzepała szatę. Nie mogła dać po sobie poznać, że przed tą pieprzoną amnezją Malfoya do czegoś między nimi doszło. Ona… ona musiała zapomnieć, raz na zawsze.
  -Czego chcesz Malfoy? – warknęła dziewczyna patrząc na chłopaka ze zmrużonym oczami.
  -Od Ciebie? Uwierz tak nisko upaść nie zamierzam by chcieć czegoś od szlamy. –Draco również zmrużył oczy, więc stali tak naprzeciw siebie, mierząc się nienawistnymi spojrzeniami.
  -Mógłbyś sobie darować Dra… Malfoy. –Hermiona szybko zmieniła słowo, widząc jaka reakcja zaszła na twarzy Dracona, gdy ta prawie wypowiedziała jego imię.
  -He-Hermiona coś się dzieje? – w pobliżu całej sytuacji w błyskawicznym tempie znalazł się Ron oraz Harry.
  -W porządku. Nic się nie dzieje. – odpowiedziała Hermiona, po czym jednym zgrabnym zaklęciem pozbierała książki i notatki z podłogi, które wpadły prosto w jej ramiona. Następnie nie zaszczycając Dracona, ani jednym spojrzeniem, odwróciła się i odeszła wraz ze swoimi przyjaciółmi.

**

  -Hermiona, czego chciał od Ciebie Malfoy? –Ron był nieustępliwy i już przez ponad pół lekcji zadręczał ją ciągle tym pytaniem.
  -Ron cicho bądź! Nie Twoja zakichana sprawa, rozumiesz? –warknęła Hermiona i zaczęła ignorować Ronalda.
  -Panno Granger, czy mogłaby pani wytłumaczyć, dlaczego szepczecie coś wraz z panem Weasley’em? –Severus Snape w mgnieniu oka znalazł się tuż za plecami gryfonów.
  -Ja… no bo… ja tylko… -Hermiona plątała się w swoich słowach.
  -Och... chce pani powiedzieć, że tylko mu… podpowiadała? –słysząc głos profesora Hermionie   przyszedł przez myśl syk węża.
  -Ja… to nie tak panie profesorze. –Gryfonka nie zamierzała spędzać wieczoru na szlabanie u Snape’a, więc chciała się jakoś z tego wytłumaczyć.
  -Dość tego. –warknął Snape. –Szlaban, dzisiaj o 18 w moim gabinecie. Radzę Ci się nie spóźnić. A do tego odejmuję Gryfonom 20 punktów, za przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji, oraz niepotrzebne wdawanie się w dyskusję z nauczycielem. –Hermiona popatrzyła z nienawiścią na profesora. Po chwili spostrzegła również, że cała klasa też się na nią patrzy. Popatrzyła więc również z nienawiścią po całej Sali, a jej wzrok spoczął na Malfoy’u, który też na nią patrzył. Na jego twarzy wymalowany był nienawistny uśmiech, a oczy wręcz tryskały radością, jakby chciały powiedzieć „Ohoh, Panna-Wiem-To-Wszystko-Granger właśnie zaliczyła szlaban”. Hermiona miała ochotę do niego podejść i zafundować prawego sierpowego, tak jak uczyniła to w trzeciej klasie, ale wiedziała, że nie może tego zrobić, a przynajmniej… nie teraz.
Reszta lekcji przeminęła dość spokojnie, nie licząc tego, że Snape odebrał Gryfonom jeszcze kilkanaście punktów. Przyszła kolej na Obronę Przed Czarną Magią. Hermiona weszła do klasy i usiadła w ławce obok Neville’a. Na jej nieszczęście, po jej prawej stronie, w ławce obok zasiadł blond Ślizgon. Postanowiła więc ignorować chłopaka, który ciągle próbował ją zdenerwować.
  -Panie Malfoy, proszę umówić się z panną Granger na randkę po lekcji, a nie w trakcie. –nauczycielka widząc łzy w oczach Hermiony postanowiła zareagować.
  -Z nią na randkę? Wolałbym pocałować dupę gumochłona. –Malfoy zarechotał niczym rasowa żaba. Tego już było za wiele. Hermiona wiedziała, że nie powinna tego robić, lecz nie mogła inaczej. Zalewając się łzami byle jak wrzuciła pergaminy do torby, po czym trzaskając krzesłem wybiegła z sali.
  -Panno Granger, co to za zachowanie! Proszę wracać! –krzyczała za nią profesor Mirrell, lecz Hermiona już jej nie słyszała. Była zagłuszona swoim zduszonym szlochem i słowami Malfoy’a, które pobrzmiewały w jej głowie. Jak on mógł tak powiedzieć? To, że jest szlamą nie znaczy, że nie ma uczuć.
  -A pan, panie Malfoy. –kobieta spojrzała karcąco na ucznia. –Zarobił właśnie szlaban, oraz… odejmuję Slytherinowi 10 punktów. Proszę się stawić w moim gabinecie o 18. – Malfoy w ekspresowym tempie przestał się śmiać i zmierzył nauczycielkę nienawistnym spojrzeniem.

**

Hermiona wbiegła do swojego pokoju. Nie miała pojęcia dokąd się udać. Za chwilę koniec lekcji, więc pewnie Ron i Harry tu przybiegną, a ona niespecjalnie ma ochotę z nimi rozmawiać. Postanowiła jednak zostać w swoim dormitorium, uprzednio rzucając na drzwi zaklęcie, tak by nikt nieproszony się tu nie dostał. Weszła do łazienki i osunęła się po ścianie na podłogę. Nie mogła uwierzyć, że po raz kolejny płacze przez tego aroganckiego, dwulicowego, wrednego Malfoya. Mało to łez przez niego wylała gdy nazywał ją szlamą i niegodną bycia czarownicą? A teraz znów płacze… tym razem przez wspomnienia. Nie mogła wyrzucić z pamięci tych słodko-gorzkich pocałunków. Nie mogła zapomnieć gdy w pociągu zabrał ją do innego przedziału. Nie mogła zapomnieć jak cudownie pachniały jego perfumy. Nie mogła… ale musiała.

**

Gryfonka zbierając się ostatkiem sił wstała z podłogi. Przesiedziała tam ładnych parę godzin, co finalizowało okropnym bólem pleców i tyłka. Musiała przecież iść na ten szlaban u Snape’a. Przemyła szybko twarz wodą i wyszła z dormitorium. Wszyscy pewnie byli już na kolacji. W pokoju wspólnym zobaczyła tylko Lavender, która obściskiwała się z jakimś puchonem. Ruszyła w stronę portretu i już po chwili znalazła się na przyciemnionym korytarzu. Zmierzała w stronę lochów, gdy nagle poczuła na sobie czyiś wzrok. Wyciągnęła różdżkę i szepnęła zaklęcie. Już po sekundzie koniec jej różdżki rozjarzył się jasnym blaskiem światła.
  -Kto tu jest? – szepnęła, a w ramach odpowiedzi poczuła czyjąś różdżkę, przytkniętą do jej pleców. Powoli odwróciła głowę, spodziewając się najgorszego. Jednak to co zobaczyła dosłownie zaparło jej dech w piersiach. Ujrzała twarz nikogo innego jak Dracona. Ale jego twarz była jakby zmieniona. Wymalowana tam była rządza krwi i mordu. Już po chwili Hermiona była przyparta do ściany, a Malfoy trzymał różdżkę tuż przy jej szyi, praktycznie wbijając ją w krtań dziewczyny. Hermionie napłynęły do oczy łzy bezsilności i przerażenia, bowiem jeszcze chwila i spóźni się na szlaban u Snape’a, a to nie będzie nic dobrego.
  -Czego Ty chcesz Malfoy? – wycharczała dziewczyna, ponieważ coraz bardziej wbijająca się różdżka prawie całkowicie odcinała jej dopływ powietrza. Malfoy ewidentnie to zauważając odsunął trochę różdżkę, lecz nadal trzymał ją przy szyi Gryfonki.
  -Czego chcę? Czego ja chcę?! –wysyczał Draco -Przez Ciebie ta głupia jędza dała mi szlaban. Jeśli myślisz, że się na Tobie nie zemszczę to się grubo mylisz.
  -Malfoy, proszę Cię. Ja mam dziś szlaban u Snape’a. Jeśli się spóźnię… przecież go znasz. – dziewczyna już nie panowała nad płynącymi swobodnie po jej twarzy łzami.
  -Nie obchodzi mnie Twój zasrany szlaban. –warknął Malfoy.
  -No więc co mi zrobisz? –Hermiona postanowiła się postawić Malfoyowi. –Przecież i tak jestem od Ciebie lepsza w magii. Nawet jakbyś bardzo chciał, to i tak mnie nie pokonasz. –udało się! Na twarz Malfoya wpłynęło zdezorientowanie, lecz Draco jakby się zreflektował, bo po chwili na jego twarzy wykwitł ironiczny uśmiech. Ślizgon odsunął różdżkę od dziewczyny, a ta korzystając z okazji puściła się biegiem w stronę gabinetu Snape’a. Zapukała i już po chwili usłyszała ciche zaproszenie do środka.
  -Dobry wieczór. Przepraszam za spóźnienie, coś mnie zatrzymało. –powiedziała cicho Hermiona.
  -Dobrze wiesz Granger, że ja nie toleruję spóźnień. –Snape nie zaszczycił uczennicy ani jednym spojrzeniem.
  -Przepraszam, to się nie powtórzy. –odpowiedziała jeszcze ciszej Gryfonka.
  -W takim razie co było ważniejsze od szlabanu, że postanowiłaś się na niego spóźnić? – zapytał Snape, tym razem patrząc na Hermionę przenikliwym spojrzeniem.
  -Musiałam z kimś porozmawiać. –dziewczyna spuściła głowę. Była świadoma, że Snape w każdej chwili może wedrzeć się do jej umysłu i zobaczyć dokładnie całą rozmowę z Malfoyem, oraz… wszystko co wydarzyło się przed utratą pamięci Dracona.
  -W takim razie… poukładaj wszystkie fiolki z eliksirami, tylko radzę Ci uważać. Spróbuj stłuc choć jedną, to szlaban na cały przyszły semestr masz gwarantowany. Później pościągasz wszystkie księgi z półek –Snape wskazał na regał, który sięgał aż do sufitu. – Oraz je odkurzysz. Sprawuj się tu. Ja zaraz wracam. –dokończył Snape, po czym wyszedł zamiatając swą długą szatą.

*W tym samym czasie*

Draco patrzył z nienawiścią na uciekającą Gryfonkę. Jak strasznie ta szlama działała mu na nerwy. Nienawidził jej od stóp, aż po czubek tego jej siana na głowie. Włożył ręce w kieszenie i ruszył na swój szlaban. Nie racząc zapukać wszedł od razu do gabinetu profesor Mirrell.
  -Ja na szlaban. –warknął Malfoy widząc zdziwione spojrzenie nauczycielki.
  -Myślałam, że jako Ślizgon masz odrobinę szacunku do starszych osób i stać Cię na zapukanie do drzwi oraz zwrot grzecznościowy typu „Dobry wieczór”. –odparła nauczycielka z krzywym uśmiechem. Malfoy nie racząc odpowiedzieć rozwalił się na czarnej skórzanej kanapie, która stała obok biurka i wlepił pytające spojrzenie w profesorkę. –Zaraz przybędzie po pana, panie Malfoy, profesor Snape. Ma dla Ciebie jakieś zadanie w lochach, więc mu pomożesz.
  -Co?! –krzyknął Malfoy zduszonym głosem. Przecież Szlama-Granger ma szlaban u Snape’a. On nie chce spędzać tego koszmarnego wieczoru w towarzystwie tej Gryfonki z szopą na głowie.
  -To co słyszałeś Draco. Jeśli chcesz, w każdej chwili mogę napisać do Twojego ojca, jak to sprawujesz się na moich lekcjach. –Draco popatrzył z pogardą na nauczycielkę, po czym postanowił, aż do przybycia Snape’a ją ignorować. Po około 10 minutach usłyszeli łomotanie do drzwi, a już po sekundzie otwarły się one i stanął w nich Severus Snape.
  -Witaj Mirando. –przywitał się Snape chłodnym głosem. –Witaj Draco.
  -Cześć Severusie. –nauczycielka uśmiechnęła się promiennie do Snape’a. Draco nadal pozostał nieugięty i obdarował profesora tylko pogardliwym spojrzeniem.
  -Chodźmy Draco. –warknął Severus i po chwili profesor Mirrell została w swym gabinecie sama.

  -Będę musiał mieć szlaban z nią, prawda? – syknął Malfoy, idąc obok pędzącego nauczyciela.
  -Wyraź się prościej. –odparł profesor.
  -Z tą nędzną szlamą? –warknął Draco, teatralnie przewracając oczami.
  -Draco… po wojnie nieco się zmieniło. Nie wszyscy teraz gardzą szlamami i Ty również powinieneś z tym skończyć, chyba że chcesz by nazwisko Twojej rodziny jeszcze bardziej straciło uznanie w oczach innych. –powiedział cicho Snape, a Dracona zdziwiła ta szczerość profesora.
  -To znaczy, że mam zaprzyjaźnić się z Gryfiaczkami i szlamami? –szepnął Draco.
  -Nic takiego nie powiedziałem. Myśl sobie o Potterze i reszcie co tylko chcesz. Ale jeżeli w przyszłości chcesz być szanowany, zastanów się nad tym co powiedziałem. –Snape zatrzymał się przed swoim gabinetem, po czym otworzył drzwi i puścił Dracona pierwszego.
  -Co on tu robi?! –Hermiona stojąc na drabinie, gdzieś wysoko pod sufitem odwróciła głowę i spostrzegła kto wszedł do gabinetu.
  -Stoję Granger, a co? –Draco oparł się o futrynę drzwi i założył ręce na piersi.
  -Panno Granger, pan Malfoy również odbywa szlaban, więc Ci pomoże. –powiedział Snape, po czym odszedł w stronę drzwi, które prowadziły prawdopodobnie do jego pokoju. Hermiona prychnęła lekceważąco i postanowiła ignorować Ślizgona.
  -Cholera jasna uważaj trochę. –warknęła Hermiona, gdy Malfoy po raz któryś z kolei, niby przypadkowo zahaczył nogą o drabinę, na której Gryfonka właśnie balansowała.  Draco wydał z siebie tylko cichy odgłos, który do złudzenia przypominał coś w stylu „pieprzona szlama”. Większość szlabanu minęła im na potyczkach słownych i nie tylko.
  -Auuu! Uważaj wariatko! – rozdzierający krzyk Malfoya zakłócił panującą dotychczas ciszę w gabinecie. Draco rozcierał sobie właśnie miejsce na głowie, w które uderzyła spadająca, bardzo gruba książka.
  -Sorry Malfoy. –odrzekła Hermiona, zeskakując z drabiny i podnosząc księgę.
  -Sorry? Myślisz, że zwykłe sorry załatwi sprawę? –warknął Draco.
  -A co? Zapłacić Ci mam? –prychnęła, po czym wspięła się z powrotem na drabinę. Malfoy zmierzył nienawistnym spojrzeniem Hermionę i z wściekłości kopnął w nogę drabiny. Hermiona zachwiała się i już po chwili wisiała kilka metrów nad ziemią trzymając się półki, a drabina leżała na podłodze.
Jeśli skoczy… najpewniej sobie coś złamie. Ale przecież nie może też tu wisieć, aż do końca świata. Spojrzała w dół… w sumie nie aż tak wysoko. Dojrzała w dole zaśmiewającego się Malfoya.
  -Bardzo śmieszne Malfoy. No boki rwać po prostu. –warknęła Hermiona. A gdyby tak… Gryfonka puściła jedną ręke i zachybotała się niebezpiecznie. Wolną dłonią wyszukała różdżkę w swojej szacie, po czym puszczając się półki wyszeptała zaklęcie. Już po chwili znalazła się pięć centymetrów nad ziemią, by po chwili w nią uderzyć. Wstała i otrzepała szatę, chowając różdżkę.
  -Oszalałeś? Chciałeś mnie zabić? –wysyczała Hermiona prosto w twarz Malfoya.
  -Niewykluczone. –odparł chłopak zaśmiewając się do łez.
  -Jesteś arogancką, snobistyczną, wredną, dwulicową, fałszywą i tchórzliwą fretką! – wrzasnęła Hermiona.
  -Za to Ty jesteś wszechwiedzącą, wtykającą wszędzie swoje pięć groszy, mądralińską szlamą! –wytknął jej Draco.
  -Jak śmiesz? –szepnęła Hermiona.
  -A, no i mogłabyś w końcu ujarzmić tą swoją szopę na głowie, bo wyglądasz jakby Cię hipogryf przetrawił. –uśmiechnął się triumfująco. Dla Hermiony tego było już za dużo. Nie wiele myśląc zamachnęła się mocno, po czym zadała Malfoyowi cios prosto w nos. Chłopaka, aż odrzuciło do tyłu. Zachwiał się i upadł na podłogę.
  -Ty wredna szlamo! –wrzeszczał –Za czasów Czarnego Pana, powinni Cię zabić jako pierwszą. Jesteś najgorszą dziewczyną na świecie. A Ty się dziwisz, że Cię nikt nie chce, szlamo?!
  -Co tu się dzieje?! – w pomieszczeniu pojawił się Snape.
No tak… zawsze pojawia się w odpowiednim momencie. –pomyślała Hermiona z ironią.
  -Ta nędzna szlama zaczęła mnie wyzywać, a na dodatek przywaliła mi prosto w nos, niech pan zobaczy. –wyjęczał Malfoy i zaczął nadstawiać profesorowi swój nochal.
  -Panie profesorze, on mnie zrzucił z drabiny! Mógł mnie zabić! –Hermiona pomimo łez czających się w kącikach oczu, postanowiła grać twardą.
  -Malfoy jazda do skrzydła szpitalnego. Granger wypad do siebie. Koniec szlabanu. – warknął Snape.
Oboje uczniów miało zdziwienie wymalowane na twarzy.
  -Nie ukarze jej pan? –syknął Malfoy.
  -Oboje jesteście sobie winni. Załatwcie to między sobą, ale skoro tak bardzo chcesz Draco, mogę ukarać Was oboje. –nauczyciel uśmiechnął się kpiąco.
  -Dobranoc. –rzuciła Hermiona i szybko wyszła z gabinetu bojąc się, że gdy zostanie tam jeszcze chwile to Snape zmieni zdanie i jednak ich ukarze. Dlaczego profesor jej nie ukarał? Przecież widział to, że Malfoy ma zakrwawiony nos, więc był to dowód, że ona mu coś zrobiła. Ale nie było dowodu, że Malfoy zrzucił ją z drabiny, więc dlaczego Snape tak gładko jej uwierzył? To wszystko było dziwne, lecz postanowiła przyśpieszyć kroku w obawie, że Malfoy ją dogoni. Właśnie wspinała się po schodach prowadzących na piętro, gdzie znajdowało się dormitorium Gryfonów, gdy nagle poczuła jak wielkie umięśnione łapska obłapiają jej talię i prowadzą do najbliższej ściany. Po chwili została przyciśnięta do ściany, a jako że ten ktoś był o wiele wyższy, nie widziała jego twarzy.

  -Hej maleńka.. –wyszeptał „ktoś”, a Hermiona odważyła się unieść głowę do góry.

__________________

Hej, a więc nowy rozdział! Przepraszam, że przez dłuższy czas nie było rozdziału :c Ale teraz to nadrabiam! 
Chcę Wam podziękować za każdy komentarz! Zakładając tego bloga, nawet nie myślałam, że kiedykolwiek osiągnę tak wysokie statystyki! Nabiliście już ponad 2200 wyświetleń! Jesteście najlepsi, kocham Was, jejku <3 A teraz zapraszam do podzielenia się Waszą opinią na temat mojego rozdziału tam na dole :* 

piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział 9



Lekcja przeminęła Gryfonom dość szybko, nie należała ona do najprzyjemniejszych, ale jednak przeminęła. Podobnie jak reszta zajęć. Około godziny 18 Hermiona postanowiła odwiedzić Skrzydło Szpitalne. Gdy tylko weszła, wrzasnęła tak głośno, że słyszało ją chyba pół zamku.
  -O matko co się dzieje!? – Pielęgniarka wybiegła ze swego pokoju.
  -Gdzie… Gdzie on jest? – dziewczyna szepnęła i wskazała nieśmiało na łóżko, na którym jeszcze rano leżał nieprzytomny chłopak.
  -Och, tak. Dziś rano się wybudził, niestety stracił pamięć. Nie jest to w jego przypadku groźna amnezja, więc dość szybko sobie przypomni większość rzeczy. Jednak nie obiecuję, że przypomni sobie wszystko. Jego ojciec przybył tu i zabrał go do domu. Za najwyżej tydzień tu wróci, tylko musi trochę sobie poprzypominać. – kobieta uśmiechnęła się pokrzepiająco do Hermiony i odeszła zostawiając zdezorientowaną dziewczynę samą.

**

Hermiona opadła ciężko na poduszki, które znajdowały się na jej łóżku. Stanowczo zbyt dużo wrażeń jak na jeden dzień. Nie dosyć, że przez jej głupie spóźnienie na lekcję Gryffindor utracił aż 20 punktów, to jeszcze ta amnezja Malfoya. Przecież… skoro on ma amnezję to znaczy, że… - Hermiona nie chciała do siebie dopuścić myśli, że Draco zapomni też o niej. Przecież on sobie przypomni. Musi! Rozmyślania Hermiony przerwało ciche pukanie do drzwi.
  -Proszę. –powiedziała cicho Gryfonka.
  -Hej Hermi. Jak się czujesz? –ruda przyjaciółka Hermiony wetknęła głowę do środka i już po chwili zmaterializowała się obok szatynki.
  -Kiepsko. – powiedziała zgodnie z prawdą.
  -Tak właśnie wszyscy myśleliśmy. Hermiona jesteśmy przyjaciółkami. Proszę powiedz co się dzieje. – Ginny usiadła obok przyjaciółki i uśmiechnęła się do niej nieśmiało.
  -Jasne. Ja powiem Tobie, a Ty powtórzysz to chłopakom. Nie dzięki, nie chcę by cała szkoła wiedziała. – prychnęła dziewczyna i odwróciła wzrok.
  -Nie powiem nikomu, jeśli tego nie chcesz. Obiecuję. – Ginny bardzo chciała pomóc przyjaciółce, lecz zabolało ją to co powiedziała.
  -Naprawdę? – zapytała Hermiona nieufnie.
  -Na sto procent!
  -W takim razie... Ty jedyna wiesz, że czuję do Malfoya coś więcej. Nie mówię, że go kocham, bo tak chyba nie jest. W każdym bądź razie nie jest to obojętne uczucie. – zaczęła Hermiona –Teraz Draco miał ten wypadek. –przy słowie „wypadek” dziewczyna spojrzała znacząco na Ginevrę –I on... on... – dziewczyna nie dokończyła, tylko wtuliła się w poduszkę i rozpłakała. Ginny przytuliła Hermionę i zaczęła ją uspokajać.
  -Cii... Hermiona nie płacz, tylko powiedz co się dzieje. Już? Tak? No to mów.
  -On… stracił pamięć. –wyszeptała szatynka.
  -Jeju, Hermiona. To, że stracił pamięć nie oznacza, że od razu umarł. –zaśmiała się ruda, lecz szybko tego pożałowała, bo Hermiona spojrzała na nią wzrokiem zbitego spaniela. -Chciałam powiedzieć, że na pewno szybko odzyska tą całą pamięć i wtedy będziecie razem.
  -On nie chce ze mną być. –warknęła Hermiona.
  -Skąd to wiesz? –zapytała zdziwiona wiewióra.
  -Powiedział mi to. –Hermiona ucięła rozmowę i już nie chciała odpowiadać na pytania przyjaciółki. Gdy Ginny chciała już wychodzić Hermiona powiedziała tylko cicho –Zostań tu, proszę -no i ruda chcąc, nie chcąc została z przyjaciółką na noc.

**

Następnego dnia Hermiona obudziła się dość wcześnie. Obejrzała się na bok i ujrzała, że tuż obok leży jej ruda przyjaciółka. Widząc tą scenerię od razu sobie przypomniała wydarzenia z wczorajszego wieczora. Wstała powoli i udała się do łazienki by wejść pod prysznic. Zsunęła z siebie krótką, czerwoną, satynową koszulkę i weszła do kabiny. Już po chwili letnie kropelki orzeźwiały całe jej ciało. Po jakichś dziesięciu minutach wyszła z prysznica owijając się białym, puchowym ręcznikiem. Weszła do pokoju, gdzie ruda właśnie się budziła. Podeszła do szafy i wyciągnęła ciuchy, które zamierzała dziś ubrać.
  -Hej Heeeermiona. –dziewczyna usłyszała ziewający głos dochodzący z jej łóżka.
  -Hej Gin. –mruknęła Hermiona i zajęła się poszukiwaniem czarnych trampek. Po chwili również ruda wyskoczyła z łóżka i popędziła w stronę łazienki.

**

  -Draco, no powiedz coś synku. –kobieta o platynowych, blond włosach siedziała naprzeciwko swego potomka i próbowała się z nim porozumieć. Lecz ten wydawał się obojętny na jej prośby i po prostu patrzył nieobecnym wzrokiem w dal.
  -I co? –do przestronnego, ładnie urządzonego salonu wszedł najstarszy Malfoy. Ucałował swoją małżonkę w czoło i usiadł obok niej.
  -Co, co, co. –kobieta przedrzeźniała męża. –Nie widzisz?
  -Powiedział coś? – na twarzy Lucjusza malowało się przerażenie.
  -Nie. Nawet na mnie nie spojrzał. –powiedziała Narcyza ze smutkiem. –A co będzie jeśli on… nie odzyska pamięci?
  -Oj nie dramatyzuj. Na pewno odzyska. W końcu to Malfoy. –mężczyzna dumnie wypiął klatę, lecz widząc piorunujące spojrzenie żony, od razu się zreflektował – Yy... no i też ma w sobie krew Blacków oczywiście.
  -Kamień. –małżeństwo usłyszało głos swojego syna i oboje jednocześnie podskoczyli jak oparzeni. Spojrzeli na swojego potomka, lecz ten nadal patrzył nieobecnym wzrokiem przed siebie, a jedyną zmianą na jego twarzy był idiotyczny i głupawy uśmieszek.
  -Tak synku? – Narcyza zapytała nieśmiało, na co młody Malfoy zaczął mamrotać jakieś niezrozumiałe dla świata słowa.
  -Gadaj do rzeczy pacanie. –warknął Lucjusz i schylił się ponieważ dostrzegł niebezpiecznie zbliżającą się do jego policzka, chudą dłoń małżonki. –No co? Najpierw gada o jakimś kamieniu, a teraz jakieś niezrozumiałe słowa.
  -To nie powód byś go obrażał! –syknęła Narcyza i chwytając swojego syna pod ramię wymaszerowała z salonu.

**

  -Lucjusz trzeba jutro aportować Dracona. Wraca do Hogwartu. –krzyknęła Narcyza do męża, który wylegiwał się na kanapie w salonie.
  -A przypomniał sobie coś w ogóle, że już chcesz go wysyłać do Hogwartu? –zaśmiał się kpiąco Malfoy.
  -A żebyś wiedział, że tak. Ta amnezja nie była aż tak groźna i przypomniał sobie bardzo dużo. –fuknęła Narcyza.
  -Hej tato. –rzucił Dracon, wchodząc do salonu.
  -No hej. –mruknął Lucjusz i wziął się za czytanie gazety.
  -Aportujesz mnie jutro do Hagwardu, tak? –zapytał Draco.
  -Hogwartu, synku. Hogwartu. –Lucjusz poprawił syna i uśmiechnął się znacząco do Narcyzy.
  -No wiem przecież. –zaśmiał się Smok i klapnął na fotel.
  -No to skoro jedziesz do tego Twojego „Hagwardu”, to musimy zrobić Ci mały test. –stwierdził Lucjusz, jednocześnie podnosząc się do pozycji siedzącej.
  -Jaki test? –oczy Dracona rozszerzyły się komicznie, po czym zadrżał.
  -No chyba nie chcesz zrobić z siebie jakiegoś bezmózga, prawda?
  -Okej. –powiedział zrezygnowany Draco i spojrzał na ojca wyczekująco.
  -No to powiedz mi Draco, kto w tym roku uczy Cię Obrony Przed Czarną Magią? – pierwsze pytanie było dla Dracona bardzo łatwe, ponieważ zanim przyszedł do salonu, patrzył na swój czarodziejski plan lekcji.
  -Profesor Miranda Mirrell. –odpowiedział bez zająknięcia.
  -A eliksirów? –kolejne pytanie.
  -Profesor Snape. – odpowiedział Draco, po chwili namysłu.
  -A jak ma na imię profesor Snape?
  -Severus. –chłopak uśmiechnął się triumfująco.
  -Okej. Kto jest dyrektorem Hogwartu? –Draco spojrzał na ojca z głupawą miną, lecz nagle go olśniło.
  -Profesor Albus Dumbledore.
  -Kto jest Twoim najlepszym przyjacielem?
  -Blaise Zabini. –z ust Malfoya padło nazwisko jego przyjaciela. Dawno się z nim nie widział i chyba nawet się stęsknił.
  -A kogo masz nienawidzić?
  -Szlam. –odpowiedział cicho chłopak.
  -Mój syn! -Lucjusz uśmiechnął się dumnie do syna, po czym podszedł do niego i poklepał dość mocno po plecach. Wychodząc z salonu dostrzegł oburzone spojrzenie małżonki. – No co?
  -To o szlamach mogłeś sobie odpuścić. –syknęła Narcyza.
  -Pamiętaj, że to też mój syn, więc mogę go wychować jak chcę. –warknął Lucjusz.
  -Wychować?! Nie wiem czy zauważyłeś, ale Twój syn ma 18 lat! –fuknęła kobieta. –A no tak, nie zauważyłeś. A dlaczego? Bo większość czasu, gdy Draco był mały poświęcałeś temu całemu Voldemortowi, a nie własnemu synowi! –Narcyza wyszła z przedpokoju, w którym przeprowadziła tę niezbyt miłą rozmowę i skierowała się do swojej sypialni aby odpocząć.

**

  -Hermiona, co się dzieje?! –zapytała ją jej ruda przyjaciółka. Hermiona od dłuższego czasu siedziała w pokoju wspólnym, w którym została już tylko ona i wiewióra.
  -A co się ma dziać? –Hermiona uśmiechnęła się niepewnie i odwróciła wzrok, patrząc w ogień w kominku.
  -Od ponad pół godziny nie reagujesz na moje pytania. Poza tym, wiercisz się na tym fotelu jakby Cię coś w tyłek dźgało. Co się z Tobą dzieje, Hermiona?
  -Draco jutro wraca. –szepnęła Hermiona, nie odrywając wzroku od kominka.
  -No i? Nie cieszysz się? –zapytała zdziwiona Ginevra.
  -Boję się, że Draco zapomni o tych wszystkich naszych rozmowach i znów powróci ten stary Malfoy z pierwszych kilku lat w Hogwarcie. Znów będzie mnie nienawidził. Znów będzie mnie przezywał, wyzywał i poniżał. Znów powróci arystokrata czystej krwi, nienawidzący szlam. –ostatnie zdanie Hermiona wyszeptała przez łzy.
  -Hermiś, nie mów tak. Nawet gdyby zapomniał o Tobie przez tą całą amnezję, to na pewno sobie szybko przypomni. Zobaczysz. –Ginny próbowała pocieszyć szlochającą cicho przyjaciółkę.
  -Nie wierzę. –powiedziała Hermiona.
  -Zobaczysz, że tak będzie. –ruda uśmiechnęła się ciepło do Hermiony. –Idź już spać. Jesteś cała blada i przemęczona. –Hermiona westchnęła cicho, po czym wstała i ruszyła do swojego dormitorium.

**

Hermiona przetarła oczy piąstkami niczym małe dziecko. Musiała przyznać, że spało jej się wyśmienicie i o dziwo się wyspała, co nie udawało jej się od tygodnia.
Jak dobrze, że dziś sobota – pomyślała Hermiona i usiadła na łóżku. Nie miała ochoty iść dziś na śniadanie. Wiedziała, że on tam będzie. Spojrzała przelotnie na zegarek i dostrzegła, że jest już grubo po śniadaniu. Nie pozostawało jej nic innego jak przywołać Zgredka i poprosić by ten przyniósł jej coś dobrego.
  -Zgredku, mogę Cię prosić? – zapytała dziewczyna i już po chwili usłyszała ciche pstryknięcie i przy jej łóżku zmaterializowała się postać ubrana w białą koszulkę, która sięgała mu do kolan i dużą czapkę kucharską, która gdyby nie jego sporych rozmiarów uszy, opadłaby, aż do brody.
  -Oo panienka Granger – Zgredek uśmiechnął się szeroko i ukłonił się tak nisko, że aż dotknął nosem podłogi.
  -Cześć Zgredku – dziewczyna uśmiechnęła się ciepło do skrzata. – Mam dla Ciebie misję. Otóż nie zdążyłam dziś na śniadanie. Byłbyś w stanie przemycić trochę jedzenia do mojego pokoju?
  -Zgredek zrobi to z ogromną radością! Zgredek chętnie służy człowiekom, którzy są dla niego dobrzy. –Hermiona parsknęła śmiechem, słysząc przekształcenie słowa „ludziom”. Po chwili w miejscu gdzie stał Zgredek, pojawiła się pustka, lecz nie na długo ponieważ po paru sekundach znów pojawił się Zgredek uginając się pod ciężarem tacy, wyładowanej po brzegi jedzeniem.
  -Dziękuję Zgredku. –Hermiona przyjęła tacę od skrzata, a ten tylko skinął głową i zniknął. Dziewczyna wzięła się za pałaszowanie jedzenia. Była straszliwie głodna. Nawet nie zauważyła kiedy na tacy zostały tylko okruszki, a jej żołądek, aż krzyczał z rozpaczy nad przyjętym pokarmem. Gryfonka postanowiła dzisiejszy dzień spędzić w łóżku. W końcu należało jej się to. Rozłożyła się więc na poduszkach z rozmarzonym uśmiechem na twarzy. Pomimo tego, że był środek listopada, na dworze przyjemnie świeciło słońce, które wpadając do sypialni Hermiony, delikatnie łaskotało jej twarz.

**

W tym samym czasie w Pokoju Wspólnym Ślizgonów panowała wielka balanga na cześć powrotu Dracona. Chociaż Draco nie był tą imprezą zbytnio zainteresowany. Zależało mu tylko na tym by odnaleźć Blaise’a i porozmawiać z nim. Gdy po około pół godzinie zdołał przepchnąć się przez rozszalały tłum Ślizgonów, który koniecznie chciał uścisnąć mu dłoń, poklepać po plecach, lub po prostu go dotknąć, przemknął przez korytarzyk i wpadł do pokoju, który dzielił wraz ze swoim przyjacielem. Na początku tego roku, gdy został prefektem, jasno postawił Snape’owi, że jako prefekt ma swoje prawa, tak więc chce by Blaise Zabini miał pokój razem z nim. Profesor na początku nie chciał się zgodzić, lecz widząc jak Draconowi na tym zależy postanowił się zgodzić i za pomocą czarów powiększył i zrobił remont w pokoju Malfoya.
Wpadając do pokoju zauważył porozrzucane wszędzie ciuchy Blaise’a, oraz jego, które zostawił tu zanim wyjechał. W końcu poczuł się jak w domu. Nienawidził tej pedantycznej czystości, która panowała w Malfoy Manor. Tutaj, w tym chaosie w końcu mógł poczuć się jak normalny nastolatek.
  -Blaise! – wykrzyknął chłopak zauważając leżącego na łóżku Ślizgona.
  -Smoku? O mój boże, Smok! –wrzasnął Zabini i zrywając się z łóżka, rzucił się prosto w ramiona przyjaciela. –Ileś Ty nam wszystkim strachu napędził, tego sobie nie wyobrażasz.
  -Wyobrażam, wyobrażam. –zaśmiał się Draco i już po chwili rozmawiał ze swoim przyjacielem tak, jakby nie widzieli się przez wiele lat.
  -A co z nią? –zapytał Blaise myśląc o Hermionie.
  -Jaką nią? –Draco zrobił zdziwioną minę.
  -Nie mów, że.. –zaczął Blaise.
  -To była jakaś ona?! –krzyknął podekscytowany Draco. –Kim ona jest?
  -W swoim czasie się pewnie dowiesz. – zaśmiał się Zabini.
  -No wiesz? – Draco zrobił minkę urażonego dziecka.
  -Nic Ci nie powiem. Sam sobie przypomnisz. Gdybym ja Ci powiedział.. mógłbyś mi nie uwierzyć. – chłopak westchnął cicho i uśmiechnął się do myślącego Malfoya.
  -Ładna jest? – Draco rozmarzył się co było widać po jego głupawej minie.
  -O tak.. i to bardzo. – Blaise uśmiechnął się do Malfoya, mając nadzieję, że sobie coś przypomni jednak na marne.
  -Czy ja… no wiesz… chodzę z nią? – zapytał wyraźnie zaciekawiony Dracon.
  -Nie… to znaczy… nie wiem. – Blaise zastanawiał się czy powiedzieć Draconowi, kto jest jego miłością, czy lepiej poczekać, aż sam sobie przypomni. Stwierdził, że jednak poczeka, aż sam sobie przypomni. Coś czuł, że będą musieli pokonać razem długą drogę do odzyskania pamięci całkowicie.

------------

Hejka! A oto nowy rozdział! Trochę się tu będzie działo, więc mam nadzieję, że nie zraziliście się w tych 7 pierwszych rozdziałach gdzie oni sobie miłość wyznawali, haha :D Jak już mówiłam będzie się działo *szatański uśmieszek*. Mam nadzieję, że jakość i długość rozdziału się podoba :D Chcę Was jeszcze zaprosić na bloga mojej Kochanej Julity, która robi również betę na moim blogu!  
A teraz... komentujcie! Haha <3

środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 8




Hermiona na trzęsących się nogach podeszła do łóżka, na którym leżał nieprzytomny Draco. Dziewczyna powiodła wzrokiem po całej Sali szpitalnej i ujrzała leżącego kilka miejsc dalej Matthewa. Był już przytomny, ale spał. Jego klatka piersiowa unosiła się leciutko w górę, po czym opadała w dół. Jedna nurtująca myśl nie dawała jej spokoju.
Dlaczego Draco skoczył do jeziora? Może ktoś go wepchnął? Nie, raczej nie. Przecież Malfoy jest silny, chyba najsilniejszy w całej szkole. Ktoś na niego rzucił jakieś zaklęcie? To też raczej nie możliwe, bo kto by takie coś zrobił? A może... nie. To na pewno nie prawda. - Hermiona nie chciała dopuścić do siebie myśli, że Draco zrobił sobie coś przez nią. Przecież Malfoy nie jest jakimś samobójcą. To wszystko nie ma sensu. – Rozmyślanie Hermiony przerwało czyjeś znaczące chrząknięcie. Dziewczyna uniosła głowę do góry i ujrzała Blaisa Zabiniego, patrzącego na nią z rozbawieniem. Gryfonka właśnie zdała sobie sprawę, że siedzi na łóżku Malfoya i trzyma go za rękę. Szybko, a nawet zbyt szybko puściła jego rękę i odskoczyła jak oparzona.
  -Śmiejesz się, gdy on tu leży nieprzytomny?! Co z Ciebie za przyjaciel?! – dziewczyna ofuknęła Ślizgona.
  -Przecież to Malfoy. Wyliże się z tego. – odpowiedział chłopak z szerokim uśmiechem na twarzy.
  -Żebyś się tylko nie zdziwił. – warknęła wkurzona dziewczyna i zaczęła ignorować Ślizgona, choć ten cały czas próbował zwrócić jej uwagę na siebie. Fakt, zaimponowała mu ta uparta Gryfonka. Doskonale wiedział, że ten uparciuch podoba się Malfoyowi, więc uwielbiał w jego towarzystwie komplementować dziewczynę, widząc w jaką furię wprawia to jego przyjaciela. Ale on nie robił tego złośliwie. Robił to po prostu żeby troszkę podnieść ciśnienie Draconowi, a to przecież nic złego – chłopak zaśmiał się w duchu, choć tak naprawdę wcale nie było mu do śmiechu. Co będzie, jeśli faktycznie Malfoy nie wyzdrowieje? Straci przyjaciela... kogoś, kto jest dla niego najważniejszy. Draco zawsze był dla niego jak brat. Choć czasem się kłócili, po jakimś czasie się zawsze godzili. Te wszystkie wspólnie spędzone wakacje, święta... Przecież ta przyjaźń nie może się zakończyć jakimś idiotycznym wybrykiem tego kretyna! A poza tym jest też Hermiona... Każdy kto choć trochę ją zna, zauważył już, że Malfoy stał się dla niej kimś ważnym. Ona nie może go stracić.

**

Hermiona siedziała już w swoim dormitorium i rozmyślała. Draco nadal się nie wybudził. A jeśli już nigdy się nie wybudzi? Ostatnim jej wspomnieniem związanym z nim będzie to, że była na niego śmiertelnie obrażona? Ale oni przecież zaczynali coś do siebie czuć... To nie może się tak skończyć! Nie może!
Dziewczyna zaczęła sobie przypominać poprzednie lata. To jak Malfoy ją wyzywał, przezywał i poniżał. Fakt, rok temu te przezwiska stały się bardziej irytujące, niż obraźliwe.

Hermiona wpadła w objęcia swoich przyjaciół. Nie widzieli się raptem tydzień, ale ona i tak się za nimi strasznie stęskniła. Chciała jak najszybciej się dowiedzieć, jak oni spędzili święta. Już zamierzała otworzyć usta, gdy do ich przedziału wparował bezceremonialnie Malfoy, wraz ze swoją świtą w postaci Zabiniego, Parkinson oraz Goyla. 
  -Ładna buźka Weasley. –syknął Draco z ironicznym smirkiem na twarzy, zwracając uwagę na policzki Rona, które ubrudzone były czekoladą, ponieważ chwilę wcześniej Harry natarł nią Rudzielca. 
  -Zmiataj stąd Tchórzofretko! – warknął Ron, jednocześnie pocierając swój policzek. 
  -No i jeszcze jest tu cudny Wybraniec oraz jego dziewczyna, spójrz Smoczuś! – zawyła Pansy patrząc na Hermionę z nieskrywaną nienawiścią. Draco słysząc słowo „jego dziewczyna”, poczuł lekkie ukłucie w sercu, za co zaraz skarcił się w duchu. 
  
 TO JEST SZLAMA! – warknął głosik w jego głowie. 
 Całkiem ładna szlama. – dopowiedział drugi głos. 
 Szlama nie może być ładna! – odgryzł się pierwszy głos. 
 Ale ona jest. – triumfował drugi głos. 
 Nie jest! – syk pierwszego głosiku rozniósł się po czaszce Dracona. 
 Ty dobrze wiesz, że jest ładna, ale nie chcesz się przyznać. – śmiał się głosik. 
  
  -Nie jestem jego dziewczyną! – oburzyła się Hermiona, a na jej twarz wpełzły rumieńce, co otrząsnęło Dracona z rozmyślań. Pansy prychnęła tylko lekceważąco i odwracając się na pięcie wyszła z przedziału, a za nią ruszył Blaise. 
  -A Ty czego tak stoisz? – warknął Ron. 
  -Ja... – zająknął się Malfoy patrząc na Hermionę, ale zaraz się zreflektował. –Nie tak ostro Weasley. 
  -A bo co? – syknął Ronald. 
  -Do zobaczenia... Granger – dopowiedział po chwili namysłu, czym wprawił Hermionę w kompletne osłupienie. 
Od tamtego dziwnego zdarzenia w przedziale, Malfoy stał się dla Hermiony jakby.. milszy? Nie... milszy to za dużo powiedziane. Zmienił się, co bardzo Hermionę zdziwiło. 
  
** 
  
Hermiona obudziła się z ogromnym bólem głowy, co zasponsorowane było tym, że wczorajszego wieczora nie mogąc zasnąć, zafundowała sobie kilka butelek Ognistej Whisky.
Dziś szkoła, a ona leży na łóżku z potężnym kacem. W pośpiechu zaczęła szukać na dnie szuflady jakiegoś eliksiru na kaca. W końcu znalazła. Była to maleńka przezroczysta fiolka, w której znajdował się zbawienny, błękitny eliksir. Wypiła wszystko i od razu poczuła się jak nowo narodzona, lecz po chwili przypomniała sobie o nieprzytomnym Ślizgonie i znów poczuła się fatalnie. W mgnieniu oka wzięła prysznic, ubrała się i wybiegła ze swojego dormitorium, biegnąc w kierunku Skrzydła Szpitalnego.
  -Dzień dobry, pani Pomfrey. –rzuciła szybko, widząc pielęgniarkę, która patrzyła na nią z ogromnym zdziwieniem.
  -Witam. –po chwili uśmiechnęła się ciepło do Hermiony i podeszła do łóżka, w którym leżał Draco.
  -Co z nim? –zapytała Hermiona, łamiącym się głosem.
  -Na razie jeszcze nic nie wiem, kochanie. Musimy być dobrej myśli. –pielęgniarka pogłaskała dziewczynę po ramieniu i zaczęła wkrapiać Malfoyowi jakiś płyn do lekko rozchylonych ust. Draco wyglądał tak niewinnie. Nie wyglądał jak ten typowy Malfoy, którego Hermiona znała. Bez tego cienia ironii na twarzy i bez wrednego uśmieszku, wyglądał jak... jak nie Malfoy.
Dziewczyna mierzyła wzrokiem każdy milimetr twarzy chłopaka. Po chwili wstała i już zamierzała odejść gdy usłyszała swoje imię. Co prawda wypowiedziane było cicho i niezbyt wyraźnie... usłyszała to. Zamarła w pół kroku i nie mogąc się ruszyć wsłuchiwała się dalej. Niestety już nic nie usłyszała.
  -Pani Pomfrey!!! – wykrzyknęła Hermiona, gdyż pielęgniarka zdążyła się już oddalić.
  -Coś się stało? – Zapytała kobieta podchodząc do łóżka.
  -On... on coś powiedział. – szepnęła Gryfonka.
  -Tak, to bardzo możliwe. Skarbie, pamiętaj, to że jest w śpiączce nie znaczy, że nie wie co się dzieje wokół niego. Ja to bym nawet radziła Ci z nim rozmawiać. Nie twierdzę, że Ci odpowie, ale na pewno będzie Cię słyszał.
  -Co? – filozoficznie odparła Hermiona, a pani Pomfrey posłała jej tylko zachęcający uśmiech i wyszła.
  -Ee... Draco... ja... – dziewczyna nie miała pojęcia jak zacząć. Po jej twarzy zaczęły płynąć łzy, a ona nie mogła z siebie nic wydusić. Po chwili cichego płaczu odważyła się jednak odezwać. – Draco... przepraszam Cię, wiem że to wszystko przeze mnie. Gdybym wczoraj z Tobą porozmawiała, tak jak chciałeś, nie doszłoby do tego. Nie byłoby Cię tu. Przepraszam. Draco... To nie ma sensu. Ty mnie pewnie nawet nie słyszysz, a ja robię z siebie idiotkę gadając do siebie. –dziewczyna już chciała wstać z miejsca, gdy nagle ujrzała wypływającą spod powieki blondyna pojedynczą łzę. Ten widok bardzo mocno wstrząsnął Hermioną. Ponownie się rozpłakała patrząc na blondyna. Po chwili spojrzała również na zegarek i zerwała się z krzykiem. Lekcje trwają już od 5 minut. A jej pierwszą lekcją były... eliksiry ze Snapem. Szybko wybiegła ze Skrzydła Szpitalnego kierując się do lochów. Nie wiedziała tylko, że równocześnie gdy wybiegła ze szpitala pewien blondyn, który tam przebywał właśnie toczył walkę w swoim wnętrzu.

**

Szedł ciemnym korytarzem i słyszał jakby... jęki? Prośby o pomoc? Starał się ignorować, ale wszystko stawało się coraz głośniejsze. Po jakichś paru minutach bezcelowej wędrówki, nagle poczuł błogi spokój. Czuł się jakby odciął się od realnego świata. Zimnego, brutalnego świata. Chciał tu zostać już na zawsze. Bez zmartwień i problemów. Lecz czuł jakąś potrzebę wydostania się na zewnątrz. Czy to tam? – Zapytał sam siebie widząc białe zachęcające światełko, gdzieś w głębi tego czegoś w czym się znajdował. Ruszył w tamtą stronę, będąc prawie pewny, że gdy już tam dotrze, uczucie błogiego spokoju będzie z nim na zawsze. Ponownie zaczął słyszeć te jęki. Postanowił wsłuchać się w nie i coś z nich wyczytać. Zatrzymał się wytężając słuch.
 Nie teraz Draco. Jeszcze nie. To nie Twój czas. Musisz wrócić. Oni Cię potrzebują Draco. Nie idź  tam. Nie idź. 
Jęki ustały, a on sam stał i próbował się zastanowić nad sensem tych słów. Jacy oni? Kto go potrzebuje?
Jedno wiedział już na pewno. Nie może iść w stronę tego błogiego spokoju. Musi wrócić. Ten głos... wydawał mu się znajomy. Jakby już go kiedyś słyszał. Był taki... miły, ciepły i serdeczny.
Nie minęła sekunda jak poczuł, że unosi się ku górze. Co się dzieje?! –jego myśli wirowały jak szalone. Wiedział, że jest już blisko. Od wydostania się na zewnątrz dzieliły go tylko sekundy.

**

Klatka piersiowa blondyna, który leżał w Skrzydle Szpitalnym zaczęła się gwałtownie unosić do góry i opadać w dół. Zdezorientowany chłopak nie mógł opanować oddechu. Chciał otworzyć oczy, lecz nie mógł tego zrobić. Próbował się poruszyć, lecz również nie mógł. W pewnej chwili zebrał w sobie resztkę sił, która w nim została i usiadł gwałtownie. Co on tu robi? Gdzie on jest?!
Spojrzał w kierunku drzwi i ujrzał tylko kawałek brązowej czupryny, która po ułamku sekundy zniknęła. Ktoś tu był. Ale kto? –Draco zadręczał się myślami i ponownie się położył. Nie minęło kilka minut, a on już spał kamiennym snem. 

__________

Cześć! Przychodzę do Was z nowym rozdziałem i muszę przyznać, że nawet mi się on podoba ^^ I tak jak w każdym rozdziale proszę o komentarze, ponieważ gdy widzę komentarz to po prostu wiem, że mam dla kogo pisać i, że komuś się to w ogóle podoba! Także piszcie czy rozdział jest w porządku! <3

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział 7


Hermiona uważnie wsłuchiwała się w słowa nauczyciela eliksirów. Nie przepadała za nim zbytnio, ale cóż.. nauczyciel to nauczyciel, szacunek się więc niestety należy. Profesor zadał pytanie i w tym samym momencie ręka Hermiony w zastraszającym tempie wystrzeliła w górę. Profesor zdawał się ignorować Gryfonkę i swym wzrokiem, z którego ciężko było cokolwiek wyczytać, przeczesywał klasę. Jego wzrok zawisł przez chwilę na Hermionie, lecz nie wzruszony nauczyciel szybko odwrócił głowę ponownie patrząc wyczekująco na klasę.
  -Nikt? Naprawdę jesteście taką bandą głąbów, że nic nie umiecie!? – warknął Snape patrząc błagalnym wzrokiem na Ślizgonów.
  -Panie profesorze, Hermiona chyba wie. – powiedział cicho Harry, za co został „nagrodzony” dość silnym uderzeniem książką przez nauczyciela.
  -Czy ja prosiłem Cię o zdanie Potter? – Ostatnie słowo profesora zabrzmiało jakby zbierało mu się na wymioty.
  -Przepraszam. – wymamrotał Harry.
  -Mów Granger. – warknął nauczyciel i już po chwili z ust Hermiony popłynął potok słów.
  -Dziękuję. – powiedział cicho Snape, gdy skończyła nie zaszczycając uczennicy spojrzeniem. – Za moment koniec lekcji, więc pakować się, ale już!
Draco popatrzył na Hermionę która siedziała dwie ławki dalej, po lewej stronie. Co prawda stała do niego tyłem, lecz dla niego nawet (a może zwłaszcza) jej tyły wyglądały pięknie. Hermiona lekko się odwróciła, a jej wzrok napotkał spojrzenie Dracona. Na twarzy Malfoya jeszcze przed chwilą malował się zachwyt nad Hermioną, lecz po chwili blondyn się zreflektował, a na jego twarzy wykwitł ironiczny smirk. Dziewczyna przewróciła oczami i wróciła do pakowania swoich książek
.
**

Reszta lekcji przeminęła Hermionie i jej przyjaciołom bardzo szybko. Po eliksirach poszli na Obronę Przed Czarną Magią, której uczy Profesor Miranda Mirrell. Jest to wysoka, ciemnowłosa kobieta o urodzie modelki. Po OPCM było Zielarstwo z Puchonami na co Hermiona się bardzo ucieszyła. Bała się widywać z Draco po tej rozmowie, którą odbyli podczas Patrolu Prefektów. W ogóle się go bała. Coraz częściej zaczęła zastanawiać się nad słowami Rona. Przecież Draco to były śmierciożerca. A do tego Ślizgon.
  No i co z tego? – podpowiedział jej głosik w głowie – przecież go kochasz.
  Nie kocham go! – odpowiedział drugi głosik.
  Tere-fere! Patrzysz na niego, myślisz o nim, a nawet śnisz! – nabijał się ten pierwszy.
  No i? – drugi głosik udawał obojętność.
  Nie udawaj! Lecisz na niego jak szukający na znicz! – pierwszy głos wydawał się zirytowany.
  A jeśli faktycznie go kocham.. – zastanawiał się drugi głosik.
  Ha! Wiedziałem – triumf pierwszego głosiku rozniósł się po czaszce Hermiony
  DOŚĆ – pomyślała Hermiona.
Dziewczyna od pewnego czasu zastanawiała się czy nie zerwać kontaktu ze Ślizgonem i po prostu zacząć go unikać. Ale czy to nie byłaby ucieczka? Ucieczka od problemu? Zaraz.. Malfoy przecież nie jest problemem. Chociaż, jeśli zacznie się z nim bardziej zadawać może mieć przez to problemy.
  -Hej Miona o czym myślisz? – głos Ginny wyrwał ją z zamyślenia i zdała sobie sprawę, że jest już naprawdę późna godzina. To znaczy, że przesiedziała przed kominkiem pół dnia.
  -Ja.. o niczym. – dziewczyna wyszczerzyła się w stronę przyjaciółki.
  -Opowiadaj co siedzi pod tą strzechą włosów – Ruda zmierzyła przyjaciółkę ciepłym spojrzeniem i usadowiła swój tyłeczek obok Hermiony.
  -O niczym konkretnym nie myślę.
  -Taa, widać. – zaśmiała się Ginny. – Czyżby.. Malfoy?
  -Co!? Gin, nie mam pojęcia o czym Ty mó.. – zaczęła dziewczyna, lecz nie dane jej było skończyć.
  -Hermi znamy się nie od dzisiaj. Ja doskonale wiem co siedzi w tej Twojej mózgownicy. – Ruda ułożyła usta w dziubek i posłała swojej przyjaciółce niewidzialnego buziaka. Hermiona wstała mamrocząc pod nosem coś o „mieszaniu się w nie swoje sprawy” i rzucając Gin krótkie „dobranoc” odwróciła się z zamiarem odejścia do swojego dormitorium. Lecz Ginevra była szybsza, chwyciła przyjaciółkę za nadgarstek i szepnęła
  -Miłych snów.. o Malfoyu – puściła jej perskie oko i zaśmiała się perliście.

**

Hermiona obudziła się dość szybko. Jako, że była prefektem i miała własne dormitorium nie wiedziała czy ktoś już wstał. Spojrzała na mugolski budzik, który zabrała ze sobą ze swojego rodzinnego domu. Miał jej przypominać o rodzicach, do których była bardzo przywiązana, oraz o jej domu do którego też czuła przywiązanie. Budzik wskazywał godzinę 6:13. Postanowiła wstać i wziąć długą odprężającą kąpiel. Łazienkę tak samo jak i pokój miała swoją własną. Już otwierała drzwi do łazienki, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi jej dormitorium.
Kto to? – pomyślała Hermiona i zarzucając na siebie cienki, satynowy szlafroczek otworzyła drzwi. O mało się nie przewróciła gdy zobaczyła jej gościa. Przed nią stał nie kto inny jak Draco Malfoy we własnej osobie. Opierał się o framugę drzwi i ze swoim szelmowskim uśmiechem, świdrował Hermionę wzrokiem.
  -Co.. co Ty tu do cholery robisz? – wydukała Hermiona.
  -No, stoję. – odparł Malfoy i nie czekając na zaproszenie władował się do pokoju Hermiony – nieźle mieszkasz.
  -Skąd znasz hasło? – wydusiła z siebie Hermiona stając naprzeciw Dracona.
  -Wy Gryfoni jesteście tak niedyskretni i tak przwidywalni, że każdy uczeń z innego domu zna Wasze hasło. – odparł blondyn i bezczelnie „rozwalił” się na łóżku Hermiony.
  -Co masz na myśli mówiąc niedyskretni i przwidywalni? – fuknęła dziewczyna
  -A chociażby to, że nie patrzycie czy ktoś właśnie nie przechodzi obok Was..
  -A co to ma do rzeczy? – spytała Hermiona
  -To, że wywrzaskujecie swoje hasło przy całej szkole, ot co. – Gryfonka chcąc nie chcąc musiała przyznać, że Ślizgon nawet z ironicznym uśmiechem na twarzy wygląda oszałamiająco. Hermiona obrzuciła chłopaka chłodnym spojrzeniem i ruszyła do łazienki z nadzieją, że gdy z niej wyjdzie, jego już nie będzie.
  -A Ty gdzie? – zapytał zdziwiony chłopak.
  -Do łazienki – warknęła wkurzona dziewczyna.
  -Przyszedłem do Ciebie, a Ty sobie wychodzisz. Tchórzysz przede mną? A gdzie Twoja Gryfońska odwaga? – szydził Malfoy.
  -Nie tchórzę pacanie. Chcę iść do łazienki, a Ty tu siedzisz. – odparła zirytowana dziewczyna mając nadzieję, że chłopak zrozumie jej aluzję, tego że ma wyjść.
  -No i? – nie zrozumiał. Dziewczyna przewróciła znacząco oczami i westchnęła bezradnie.
  -WON! – krzyknęła dziewczyna, co wprawiło Ślizgona w ogromne rozbawienie. – czego Ty nie rozumiesz? Nie chcę z Tobą rozmawiać, nie chcę Cię widzieć. Idź z tąd.
  -To ja Ci praktycznie niedawno miłość wyznałem, a Ty mnie tak traktujesz? – blondyn ruszył w kierunku dziewczyny, po czym załapał ją za nadgarstki i naparł na nią swoim ciałem. Widząc zdezorientowanie i strach wymalowany na twarzy dziewczyny roześmiał się szczerze, co było dość.. rzadkim zjawiskiem. Bowiem Hermiona pierwszy raz widziała, że Draco Malfoy umie się śmiać.. i to nie z ironią czy sarkazmem.. ale z całkowitą szczerością. Dziewczyna by zobaczyć jego twarz musiała zadrzeć dość wysoko głowę, ponieważ ona ze swymi marnymi 156 centymetrami była niczym pchła przy 195 centymetrach Ślizgona.
  -Draco puść mnie proszę. – powiedziała dziewczyna, patrząc błagalnym wzrokiem na chłopaka.
  -A co jesteś w stanie dla mnie zrobić? – szepnął pochylając się nad dziewczyną i przygryzając lekko skórę na jej szyi.
  -Co? – spytała Hermiona, starając się nie wydobyć z siebie żadnego odgłosu co tylko dałoby Malfoyowi nie małą satysfakcję.
  -To co słyszałaś – mruknął chłopak tym razem przygryzając płatek jej ucha – co dla mnie zrobisz jak Cię puszczę.
  -Wszystko – szepnęła Hermiona, to co powiedziała zrozumiała dopiero za moment. I było za późno, bowiem leżała już na swoim łóżku przygnieciona ciałem Dracona, który całował delikatnie jej szyję. – Draco.. błagam zostaw mnie.
  -Powiedziałaś, że zrobisz dla mnie wszystko – warknął chłopak – i tego się trzymaj.
  -Draco proszę Cię, ja nie chcę.. – zaczęła Hermiona lecz już po chwili jej usta zostały zatkane gwałtownym pocałunkiem. Można by rzec zbyt gwałtownym ponieważ, aż jęknęła z bólu.
  -Sorki – Malfoy oderwał się od ust Gryfonki by po chwili znów do nich przylgnąć, lecz tym razem pocałunek był delikatny i zmysłowy. Ile tak trwali? Minutę? Pięć? Dziesięć? W każdym bądź razie, stan ich błogości przerwany został brutalnym pukaniem do drzwi by już po chwili nieproszony gość wparował do pokoju. Gościem była mała ruda istota zwana również Ginny Weasley, która widząc to co obecnie odgrywało się na łóżku jej przyjaciółki wrzasnęła histerycznie budząc przy tym chyba cały zamek.
  -Herm.. Her.. Hermiona!? – wydyszała Ruda – i.. i Malfoy!?
  -Aaaa! – krzyknęła dziewczyna zrzucając z siebie Dracona i jednocześnie zapinając guziczki swojej góry od piżamy, które dziwnym magicznym sposobem się odpięły.
  -Wow, Hemi wieczorem życzyłam Ci snów o Malfoyu, ale żeby sny stały się rzeczywistością? Huhu – zaśmiała się wiewióra.
  -Zjeżdżaj stąd – warknęła Hermiona patrząc z irytacją na Malfoya. – no na co czekasz!?
  -Siema wiewiór. Blaise o Ciebie pytał – Draco wyszczerzył się w stronę Ginny.
  -Tak? A co mówił? – Wspomniany „wiewiór” na wzmiankę o Blaise zarumieniła się.
  -Kiedy znowu przyjdziesz zrobić mu dobrze. – Malfoy wystawił język w stronę Weasleyówny czym zarobił potężnego plaskacza w twarz. Trzymając się za obolałą twarz wyszedł z dormitorium.
  -Co za matoł. – warknęła Hermiona siadając na łóżku.
  -Ja.. nie chciałam Wam przerywać. – mruknęła zawstydzona Ginny.
  -Och Gin, nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, że weszłaś. Dziękuję. A teraz mogę wyjść na moment do łazienki? Ten nadęty baran nie chciał mi pozwolić.
  -Jasne, ja poczekam na Ciebie. – rzuciła wesoło Ginny i rozgościła się na kanapie, która stała pod ścianą. Hermiona weszła do jasnej i przestronnej łazienki, rozebrała się i puściła wodę. Po długiej i relaksującej kąpieli wyszła z wanny i okryła się białym, puchowym ręcznikiem. Wyszła z łazienki i podeszła do szafy zastanawiając się co ubrać. Dziś jest wtorek, więc normalnie miałaby lekcje, ale  nauczyciele postanowili zorganizować dla najstarszych uczniów „dzień wolny”, który właśnie dziś przypadał. A i Ginny wiedząc, że jej przyjaciele mają „wolne” zrobiła sobie wagary. Hermiona zdecydowała się na czarne, wąskie rurki, które idealnie uwydatniły jej zgrabną pupę, białą koszulkę z nadrukiem jej ulubionego mugolskiego zespołu, oraz zwykłe szare trampki. Włosy spięła w wysoki kucyk, a na twarzy zrobiła delikatny makijaż. Gdy odwróciła się w stronę gdzie siedziała Ginevra zobaczyła dwie ogromne tace, wyładowane tonami jedzenia i soku dyniowego.
  -Nie chce mi się iść na śniadanie, więc może zjemy tutaj? – Wiewióra wlepiła w Hermionę błagalne spojrzenie.
  -Okej, mi też się w sumie nie chce iść. – taka była prawda. Gryfonka nie chciała widzieć się z Malfoyem. A jeśli znów się na nią rzuci? A poza tym ONA CHCE O NIM ZAPOMNIEĆ! Z tymi myślami usiadła obok przyjaciółki i zaczęły pałaszować i jednocześnie wymieniać się co nowszymi plotkami o Hogwarckich chłopakach.

**

Poranek i południe minął Gryfońskim dziewczętom dosyć szybko. Około godziny jedenastej postanowiły wyjść na błonia, by się przewietrzyć.
Ledwo wyszły z zamku dobiegł ich głos
  -Hej! Hermiona zaczekaj! – owym głosem okazał się Matthew.
  -Och.. Hej Matt, co słychać? – dziewczyna uśmiechnęła się ciepło do kolegi, choć tak naprawdę nie miała najmniejszej ochoty z nim dyskutować. Chciała ten dzień spędzić tylko i wyłącznie w towarzystwie Ginny.
  -A.. nic specjalnego. Możemy pogadać? – zapytał Matt
  -Jasne, słucham! – dziewczyna uśmiechnęła się zachęcająco do chłopaka.
  -Ale.. wiesz, w cztery oczy. – na twarz chłopaka wpełzł rumieniec.
  -A.. ok jasne.. Gin, zaraz wracam.
  -No więc.. o co chodzi? – zapytała Hermiona gdy wraz z Mattem oddalili się od Ginny.
  -Ja.. no bo.. chciałem tylko powiedzieć.. – jąkał się Ślizgon. – no wtedy jak spotkaliśmy się na pokątnej.. to.. spodobałaś mi się.. i chciałem Ci powiedzieć.. że ja.. chyba Cie..
  -Nie kończ! – przerwała mu dziewczyna. – proszę nie kończ.
  -Ale ja Cie kocham. Hermiona proszę zrozum to. – Matt był na skraju depresji.. głos mu się trząsł, tak samo jak i jego ciało.
  -Matt.. – zaczęła Hermiona, lecz gdy zobaczyła zbliżającego się w jej stronę Malfoya, postanowiła pograć trochę na uczuciach obu chłopaków.. co było iście Ślizgońskim zagraniem. – Hm.. w sumie następny wypad do Hogsmead możemy spędzić razem. – Hermiona powiedziała to na tyle głośno, że Draco usłyszawszy to w błyskawicznym tempie znalazł się obok nich.
  -Co Ty tu robisz frajerze? – warknął blondyn.
  -Umawiam się, a co? – wspomniany „frajer” wyszczerzył się w stronę wkurzonego Ślizgona.
  -Hermiona, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że idziesz gdzieś z tym patafianem!? – warknął Draco.
  -Hm.. masz rację, nie chcę Ci powiedzieć. – dziewczyna wystawiła Malfoyowi język, po czym zostawiając dwóch zdezorientowanych chłopaków, ruszyła w stronę swojej przyjaciółki. Okazało się, że był to zły pomysł. Ponieważ ledwo odeszła rozpętała się tam prawdziwa wojna. Draco rzucił się z pięściami na Matthewa, a jako, że blondyn był wyższy i silniejszy, z łatwością pozbawił drugiego Ślizgona przytomności.
  -Draco coś Ty..!? – krzyknęła Hermiona klękając obok nieprzytomnego kolegi. – do reszty Ci odbiło?
  -Nie będziesz się zadawać z jakimiś kretynami czaisz!? – krzyknął Malfoy. – jesteś moja, rozumiesz?
  -Nie jestem Twoja! Nie jestem jakąś pieprzoną rzeczą! – wywrzeszczała Hermiona ze łzami płynącymi po policzkach. Nie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony Malfoya i Ginny, zerwała się na równe nogi i pobiegła do swojego dormitorium. Może zachowała się bezczelnie, bo zostawiła nieprzytomnego Mattewa samego na błoniach, ale nie to się dla niej w tym momencie liczyło. Słowa Malfoya bardzo ją zabolały. Jak on śmiał powiedzieć, że jest jego?! A jeszcze rano okazał jej tyle czułości. On po prostu chciał się nią zabawić. Rozkochać w sobie, zaliczyć i zostawić. A ona mu uwierzyła. Uwierzyła, że się zmienił i, że naprawdę ją kocha. A to wszystko było jednym wielkim kłamstwem. – jej rozmyślania przerwało ciche i nieśmiałe pukanie do drzwi. Po sekundzie drzwi się uchyliły, a Hermiona ujrzała swoją rudą przyjaciółkę.
  -Hermi.. Draco chce z Tobą porozmawiać. Czeka na korytarzu. – zaczęła nieśmiało wiewióra.
  -Powiedz, że ma się wynosić. Nie chcę go znać. Ma mnie zostawić w spokoju! – krzyknęła Hermiona po czym zaniosła się szlochem.
  -Herm, ale on naprawdę żałuje. Zależy mu na Tobie. – Ginny próbowała uspokoić swoją przyjaciółkę, lecz z marnym skutkiem.
  -Powiedz mu, że może kiedyś z nim pogadam. Ale teraz ma mnie zostawić w spokoju. – szepnęła Hermiona i wtuliła się w poduszkę.
  -Okej.. – Ginny wyszła z pokoju zostawiając Hermionę sam, na sam ze swoimi myślami. Dziewczyna jeszcze bardzo długo myślała, a około godziny siedemnastej zasnęła i obudziła się rano.

**

Hermiona wstała, po czym ruszyła do łazienki się odświeżyć i przebrać w szatę. Gdy już była gotowa, wyszła ze swojego dormitorium i powędrowała do Wielkiej Sali na śniadanie. Cała szkoła, aż huczała od plotek o niej, Malfoyu i Matthewie.
Szatynka już prawie skończyła jeść tosta, gdy do stołu dosiadła się Ginny. Widać było, że coś się stało, ale ruda spojrzała znacząco na Harrego i Rona, więc Hermiona zrozumiała, że mają wyjść z Wielkiej Sali.
  -Co jest? – zaczęła Hermiona gdy wyszły.
  -No bo widzisz.. Malfoy jest w Skrzydle Szpitalnym. – powiedziała cicho Ginny.
  -No i? – Gryfonka próbowała grać obojętność, ale w głębi duszy czuła, że stało się coś złego.
  -On chyba.. on.. próbował się.. – Ginny nie musiała kończyć. Na twarzy Hermiony wymalował się strach i nie czekając na przyjaciółkę pobiegła do Skrzydła. To co zobaczyła strasznie nią wstrząsnęło. Na łóżku szpitalnym leżał Draco. Był cały siny, usta miał prawie, że niebieskie.
  -P..Pani P-pomfrey.. co si-ię mu s..stało? – wydusiła z siebie Hermiona, a jej oczy zaszły łzami.

  -Skoczył do jeziora. Biedak, małe ma szanse.. – powiedziała pani Pomfrey, jak się Hermionie wydało grobowym głosem.

____________________________

Hej! Przepraszam, że przerwałam w takim momencie *robi skruszoną minkę* ale po prostu nie mogłam inaczej :D Rozdział wydaje mi się całkiem w porządku, ale opinię pozostawiam Wam! 
KOMENTARZ = SZYBCIEJ ROZDZIAŁ!  
Jak pewnie zauważyliście na blogu pojawił się nowy szablon za co serdecznie dziękuję kochanej INEK! Zapraszam też na jej bloga - /http://mediumstory.blogspot.com/ 
Piszcie oczywiście czy szablon Wam się podoba! Także komentujcie! <3

czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 6


*ogólnie*

Atmosfera w Trzech Miotłach na początku była nieco napięta. A mówiąc „nieco” każdemu z nas pewnie przyjdzie na myśl słowo „bardzo”. Na początku w sumie nikt się do siebie nie odzywał. Dopiero po chwili gdy latorośl rodu Zabinich, zaczęła zabawiać Gryfońskie dziewczęta, wszyscy nieco się rozluźnili. No.. prawie wszyscy. Draco wręcz kipiał ze złości widząc, że Granger w ogóle nie zwraca na niego uwagi. Czuł się tam jak ostatni baran. Co teoretycznie mogło usprawiedliwić jego nagły wybuch złości, który sprecyzował tym, że „kulturalnie” wyszedł, miotając przy tym bogatym słownictwem, oraz trzaskając drzwiami. Przerażona Ginny pobladła widząc tak wkurzonego Smoka, Hermiona pisnęła głośno, bo fakt faktem Draco nie pofatygował się by delikatnie zasunąć za sobą krzesło. On je wręcz pchnął jakby chciał komuś nim przywalić co wiązało się z dość głośnym hukiem. A Blaise? Blaise widząc wkurzoną.. ups, wkurwioną twarz przyjaciela, wybuchnął szczerym śmiechem, na co Gryfonki spojrzały się na niego jak na ostatniego wariata.
Hermiona spojrzała pytająco na Zabiniego i nie czekając na reakcję wybiegła za blondynem. Nie musiała długo szukać, ponieważ usiadł na ławce tuż obok wejścia do Trzech Mioteł.
  -Draco.. coś się stało? – zaczęła Gryfonka, lecz nie dane jej było skończyć.
  -Nic się nie stało. Możesz tam wrócić. – powiedział chłodno Ślizgon co zaakcentował ironicznym uśmiechem.
  -A Ty? Będziesz tu tak siedział? – zapytała dziewczyna. – zmarzniesz.
  -Nic Cię to nie obchodzi. – rzucił chłopak. Po co on się w ogóle stara zwrócić uwagę tej Granger na siebie? Przecież jego starszy jakby się dowiedział, że spotyka się, tfu, rozmawia z szla.. czarownicą mugolskiego pochodzenia, zapewne wykastrowałby go, powiesił na suchej gałęzi za to co by mu jeszcze zostało, a na koniec zabił i poćwiartował. Draco skrzywił się odrobinę na tę myśl. – Granger nie zrozumiesz mnie.
  -To mi wyjaśnij. Postaram się zrozumieć, obiecuję. – powiedziała dziewczyna po czym usiadła obok Dracona i w geście zachęty, a może pocieszenia.. położyła mu dłoń na ramieniu.
  -PodobaszmisieGranger,okurwa. – wydusił z siebie Malfoy, i sam zdziwił się tym co właśnie powiedział. Na jego twarz wystąpił rumieniec spowodowany zawstydzeniem i zażenowaniem. Był na siebie wściekły w duchu, że jej to powiedział. Przecież on nie chciał jej tego powiedzieć. A przynajmniej nie tak szybko. Chciał udawać, obojętnego. Co ona sobie teraz pomyśli?
  -Co? – szepnęła Hermiona. – Draco.. ja nie wiem co powiedzieć.
  -Widzisz nie rozumiesz. – warknął Draco i ukrył twarz w dłoniach.
  -Draco rozumiem. – zaczęła Hermiona i nie musiała kończyć, ponieważ Ślizgon obrócił się gwałtownie stronę Gryfonki i wycisnął na jej ustach soczystego, słodkiego całusa. Żadne z nich nie musiało już nic więcej mówić. To co usłyszeli do tej pory im wystarczyło. Wiedzieli już, że na tej ławce między nim zrodziło się coś w rodzaju porozumienia i miłości.. Zakazanej miłości.

*niedziela, pół do pierwszej w nocy*

Hermiona wstała od kominka w Pokoju Wspólnym, przy którym siedziała z Harrym i Ginny, Ron siedział kawałek dalej nadal święcie obrażony na Hermionę. Ruszyła w kierunku wyjścia rzucając krótkie „papa”. I odwracając się w stronę Weasleya warknęła
  -Idziesz?
Wspomniany Weasley zmrużył oczy i popatrzył dziwnym wzrokiem na Hermionę, po czym zatrzasnął trzymaną książkę od transmutacji i powlókł się za brunetką. Dziewczyna zmierzała w stronę gabinetu McGonagall.
  -Po jakie licho my już wyleźliśmy z wieży, skoro mamy jeszcze 25 minut? – syknął Ron, czym wystraszył Hermionę, ponieważ ta kompletnie zapomniała, że on jej towarzyszy.
Stali w głuchej ciszy, gdy po około 20 minutach zjawił się Malfoy z uwieszoną mu na ramieniu Pansy. Mina Dracona zdradzała, że nie jest zbyt zadowolony towarzystwem Parkinson. Hermiona widząc jego niezadowolenie parsknęła niepochamowanym śmiechem. Po chwili pojawiła się profesor McGonagall.
  -Witajcie. Szkoła jest Wasza, aż do 7 rana. Pamiętajcie by przejść cały zamek, ponieważ jak wiecie to właśnie w nocy uczniowie urządzają sobie, że tak powiem schadzki. Wszystkich napotkanych ukarajcie punktami ujemnymi. O 7 zaczną się pierwsze lekcje, więc możecie potem iść do dormitoriów się wyspać. Jesteście zwolnieni z lekcji. To by było chyba na tyle..
  -Pani profesor, rozdzieli pani z kim mamy patrolować? – pisnęła Parkinson jeszcze bardziej przyklejając się do Malfoya, jakby chciała pokazać, że to akurat ona musi być w parze z Draconem.
  -A o tym to chyba możecie sami zadecydować. – profesor uśmiechnęła się ciepło i wróciła do swojego gabinetu.
  -Ja z Hermioną. – wrzasnął Ron, na co dziewczyna odwróciła głowę by rudzielec nie widział jej grymasu niezadowolenia na twarzy.
  -Nie pozwalaj sobie na zbyt dużo łasic. – warknął Ślizgon wyraźnie podkreślając ostatnie słowo.
  -Ty.. ty gu-gumochłonie wredny. T-Ty sz-szumowino. Ty imitacjo m-mężczyzny – darł się Ron celując w Malfoya różdżką.
  -Imitacjo mężczyzny!? – ryknął Draco, na tyle głośno, że na pewno był słyszalny w każdym zakątku Hogwartu.
  -Uspokójcie się. – do akcji wkroczyła Hermiona odciągając Ronalda i zabierając mu różdżkę. – pójdę z Ronem. Spotkajmy się.. koło Wielkiej Sali?
  -Czemu z nim? – jęknął Draco, widząc na twarzy Weasleya uśmiech triumfu.
  -Po prostu. Nie dyskutuj Draco. – ucięła rozmowę Hermiona i również zauważając głupawy uśmiech Rona, zdzieliła go ręką w ramię. Draco rzucił ostatnie tęskne spojrzenie Gryfonce, po czym nie siląc się na delikatność szarpnął Pansy za szatę i ruszył z nią w kierunku przeciwnym do tego, który wybrali pozostali dwaj prefekci z Domu Lwa.
Dracona zastanawiało jedno.. dlaczego Hermiona poszła z Łasicem? W sumie mogła się spodziewać niewygodnych pytań ze strony rudego, gdyby wybrała patrol z Malfoyem. Naprawdę nie rozumiał tej dziewczyny, ale.. to go w niej jeszcze bardziej pociągało.
  -No i co się tak ślinisz mop.. znaczy Pansy? – warknął Draco w stronę patrzącej na niego jak w obrazek Parkinson.
  -Masz taki sekssssi wyraz twarzy jak myślisz – zamruczała ślizgonka obrzydliwie przeciągając wyraz „seksi” co w Malfoyu wzbudziło odruch wymiotny.
  -Nie łudź się Parkinson. Nie myślę o Tobie. – odciął się Draco i z satysfakcją zauważył, że mopsica zrobiła zawiedzioną minę. Czy ona na serio myśli, że kiedykolwiek mu się spodoba!? Widać ma bardzo ograniczone myślenie. – Malfoy wzdrygnął się przez dreszcz obrzydzenia, który przeszedł po jego karku.


  -Hermiona, dlaczego ten nadęty bałwan chciał patrolować z Tobą? – spytał Weasley.
  -Nie wiem. – skłamała Hermiona. – Może chciał nawiązać jakiś kontakt między Slytherinem a Gryffindorem.
  -Ale od Ciebie niech trzyma się z daleka. Niech sobie nawiązuje te kontakty z Lavander. – oburzył się rudzielec.
  -A to niby dlaczego!? – Hermiona była wyraźnie wstrząśnięta. Co go, do jasnej cholery obchodzi z kim rozmawia. Nie jest jego własnością.
  -Bo.. no bo.. – Ron plątał się w swoich słowach – on jest ze Slytherinu – Rudzielec zniżył głos do szeptu.
  -Co!? – Gryfonka wrzasnęła zduszonym głosem. – a więc o to chodzi? Ronaldzie Weasley, jesteś żałosny w tym momencie. Ciekawe kto w czwartej klasie uganiał się za pewną krukonką!?
  -Ale to była krukonka! A nie OBRZYDLIWY ŚLIZGON! – teraz Ronald wrzeszczał – i do tego śmierciożerca.
  -Ciekawe kto tu jest imitacją mężczyzny. – warknęła dziewczyna i ruszyła w kierunku Wielkiej Sali. – I jeszcze jedno.. nie ma już Voldemorta, więc śmierciożercy NIE ISTNIEJĄ!
Hermiona stanęła pod Wielką Salą. Ślizgonów jeszcze nie było. Osunęła się powoli po ścianie, siadając na zimnej i twardej podłodze. Starała się pohamować pchające się do oczu łzy. Jak Ron mógł tak powiedzieć o Draconie? Gdy po jej twarzy oświetlonej blaskiem księżyca spłynęła pojedyncza łza usłyszała głos.
  -Granger? – zadarła głowę do góry by zobaczyć właściciela ust, z których padło jej nazwisko. Był to nie kto inny jak Malfoy. Stał kawałek z boku patrząc na nią przerażonym wzrokiem. – co-coś się stało?
  -Gdzie Pansy? – dziewczyna starała się jak najbardziej odwlec odpowiedź na pytanie Dracona.
  -Powiedziałem jej, że ma iść do lochu zobaczyć czy tam kogoś nie ma.. A Ty gdzie zgubiłaś łasica? – ledwo Draco wypowiedział ostatnie zdanie, Hermiona zaniosła się szlochem tłumionym przez rękaw jej szaty. Ślizgon podrapał się niepewnie po szyi nie bardzo wiedząc co ma począć. Ukucnął obok szlochającej Hermiony i niezdarnie pogładził ją po włosach
  -Cii.. już dobrze – szeptał, choć był lekko speszony. Każdy wie, że płacząca kobieta jest dla faceta niczym tykająca bomba. Wystarczy coś źle powiedzieć by ta wybuchła, czyli zaniosła się jeszcze większym szlochem. – no, mała Grangerka będzie tak miła i powie mi dlaczego płacze.
Hermiona spojrzała na niego nieufnie, jakby była 5 letnim dzieckiem, a on próbował jej zabrać zabawkę.
  -On.. o-on po-powiedział, ż-że.. – wyszlochała dziewczyna
  -Że? – zapytał niecierpliwym tonem
  -Że jesteś ohydnym ślizgonem! – krzyknęła dziewczyna i rozszlochała się na dobre. Malfoy zareagował przeciwnie.
  -I Ty dlatego ryczysz jak ostatnia beksa? – wydusił z siebie nie mogąc opanować śmiechu.
  -Co? – wykrzyknęła Hermiona
  -Wiesz kochanie.. nie każdy tak przejmuje się opinią innych tak jak Ty. – roześmiał się Draco – A poza tym to jest tylko łasic. Czego Ty się po nim spodziewałaś? Że powie „Och jaki ten Malfoy jest przystojny”?
  -Kochanie?! – dziewczyna zmarszyła swój zgrabny nosek, a jej brwi podjechały prawie pod samą linie włosów. Po czym widząc minę Malfoya dodała – No tak.. ironia. – i również się roześmiała. 

----------

Hej! A więc powracam wraz z nowym rozdziałem! Rozdział jest taki sobie, ponieważ pisałam go jedną ręką. (Drugą trzymałam uciekającą wenę hehe) Rozdział jest dość dłuższy od pozostałych i myślę (a przynajmniej taką mam nadzieję), że Wam się spodobał. Także, no.. :) xx