Brązowowłosa Gryfonka zmierzała właśnie w kierunku sali od eliksirów. Uginała się pod ciężarem notatek i książek, potrzebnych dziś na lekcję. Pomimo tego, że nie znosiła nauczyciela, który ją uczył, musiała przyznać, że eliksiry wręcz uwielbiała. Ale nie to zaprzątało dziś jej głowę. Myślała o pewnym chłopaku. A dokładniej o pewnym blond Ślizgonie. Przez te dwa miesiące nauki zdążyła się do niego w pewien nieznany jej sposób przywiązać. Ale nie chodzi tu broń boże o jakąkolwiek miłość, co to, to nie! To znaczy… nie twierdzi, że go nadal nienawidzi, bo tak nie jest. Ale czy to miłość? Sama nie tego nie wiedziała. – Z tymi rozmyślaniami pędziła korytarzem Hogwartu i nawet nie zauważyła kiedy jej nogi zaplątały się o siebie, a twarz zaliczyła bliskie spotkanie z posadzką.
-No ja zawsze wiedziałem, że szlamy to ciamajdy, ale żeby tak wyryć w podłogę? – Hermiona spięła swoje wszystkie mięśnie, bowiem poznała ten głos. Taki męski, głęboki, z seksowną charakterystyczną chrypką. W jednej sekundzie podniosła się z ziemi i otrzepała szatę. Nie mogła dać po sobie poznać, że przed tą pieprzoną amnezją Malfoya do czegoś między nimi doszło. Ona… ona musiała zapomnieć, raz na zawsze.
-Czego chcesz Malfoy? – warknęła dziewczyna patrząc na chłopaka ze zmrużonym oczami.
-Od Ciebie? Uwierz tak nisko upaść nie zamierzam by chcieć czegoś od szlamy. –Draco również zmrużył oczy, więc stali tak naprzeciw siebie, mierząc się nienawistnymi spojrzeniami.
-Mógłbyś sobie darować Dra… Malfoy. –Hermiona szybko zmieniła słowo, widząc jaka reakcja zaszła na twarzy Dracona, gdy ta prawie wypowiedziała jego imię.
-He-Hermiona coś się dzieje? – w pobliżu całej sytuacji w błyskawicznym tempie znalazł się Ron oraz Harry.
-W porządku. Nic się nie dzieje. – odpowiedziała Hermiona, po czym jednym zgrabnym zaklęciem pozbierała książki i notatki z podłogi, które wpadły prosto w jej ramiona. Następnie nie zaszczycając Dracona, ani jednym spojrzeniem, odwróciła się i odeszła wraz ze swoimi przyjaciółmi.
**
-Hermiona, czego chciał od Ciebie Malfoy? –Ron był nieustępliwy i już przez ponad pół lekcji zadręczał ją ciągle tym pytaniem.
-Ron cicho bądź! Nie Twoja zakichana sprawa, rozumiesz? –warknęła Hermiona i zaczęła ignorować Ronalda.
-Panno Granger, czy mogłaby pani wytłumaczyć, dlaczego szepczecie coś wraz z panem Weasley’em? –Severus Snape w mgnieniu oka znalazł się tuż za plecami gryfonów.
-Ja… no bo… ja tylko… -Hermiona plątała się w swoich słowach.
-Och... chce pani powiedzieć, że tylko mu… podpowiadała? –słysząc głos profesora Hermionie przyszedł przez myśl syk węża.
-Ja… to nie tak panie profesorze. –Gryfonka nie zamierzała spędzać wieczoru na szlabanie u Snape’a, więc chciała się jakoś z tego wytłumaczyć.
-Dość tego. –warknął Snape. –Szlaban, dzisiaj o 18 w moim gabinecie. Radzę Ci się nie spóźnić. A do tego odejmuję Gryfonom 20 punktów, za przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji, oraz niepotrzebne wdawanie się w dyskusję z nauczycielem. –Hermiona popatrzyła z nienawiścią na profesora. Po chwili spostrzegła również, że cała klasa też się na nią patrzy. Popatrzyła więc również z nienawiścią po całej Sali, a jej wzrok spoczął na Malfoy’u, który też na nią patrzył. Na jego twarzy wymalowany był nienawistny uśmiech, a oczy wręcz tryskały radością, jakby chciały powiedzieć „Ohoh, Panna-Wiem-To-Wszystko-Granger właśnie zaliczyła szlaban”. Hermiona miała ochotę do niego podejść i zafundować prawego sierpowego, tak jak uczyniła to w trzeciej klasie, ale wiedziała, że nie może tego zrobić, a przynajmniej… nie teraz.
Reszta lekcji przeminęła dość spokojnie, nie licząc tego, że Snape odebrał Gryfonom jeszcze kilkanaście punktów. Przyszła kolej na Obronę Przed Czarną Magią. Hermiona weszła do klasy i usiadła w ławce obok Neville’a. Na jej nieszczęście, po jej prawej stronie, w ławce obok zasiadł blond Ślizgon. Postanowiła więc ignorować chłopaka, który ciągle próbował ją zdenerwować.
-Panie Malfoy, proszę umówić się z panną Granger na randkę po lekcji, a nie w trakcie. –nauczycielka widząc łzy w oczach Hermiony postanowiła zareagować.
-Z nią na randkę? Wolałbym pocałować dupę gumochłona. –Malfoy zarechotał niczym rasowa żaba. Tego już było za wiele. Hermiona wiedziała, że nie powinna tego robić, lecz nie mogła inaczej. Zalewając się łzami byle jak wrzuciła pergaminy do torby, po czym trzaskając krzesłem wybiegła z sali.
-Panno Granger, co to za zachowanie! Proszę wracać! –krzyczała za nią profesor Mirrell, lecz Hermiona już jej nie słyszała. Była zagłuszona swoim zduszonym szlochem i słowami Malfoy’a, które pobrzmiewały w jej głowie. Jak on mógł tak powiedzieć? To, że jest szlamą nie znaczy, że nie ma uczuć.
-A pan, panie Malfoy. –kobieta spojrzała karcąco na ucznia. –Zarobił właśnie szlaban, oraz… odejmuję Slytherinowi 10 punktów. Proszę się stawić w moim gabinecie o 18. – Malfoy w ekspresowym tempie przestał się śmiać i zmierzył nauczycielkę nienawistnym spojrzeniem.
**
Hermiona wbiegła do swojego pokoju. Nie miała pojęcia dokąd się udać. Za chwilę koniec lekcji, więc pewnie Ron i Harry tu przybiegną, a ona niespecjalnie ma ochotę z nimi rozmawiać. Postanowiła jednak zostać w swoim dormitorium, uprzednio rzucając na drzwi zaklęcie, tak by nikt nieproszony się tu nie dostał. Weszła do łazienki i osunęła się po ścianie na podłogę. Nie mogła uwierzyć, że po raz kolejny płacze przez tego aroganckiego, dwulicowego, wrednego Malfoya. Mało to łez przez niego wylała gdy nazywał ją szlamą i niegodną bycia czarownicą? A teraz znów płacze… tym razem przez wspomnienia. Nie mogła wyrzucić z pamięci tych słodko-gorzkich pocałunków. Nie mogła zapomnieć gdy w pociągu zabrał ją do innego przedziału. Nie mogła zapomnieć jak cudownie pachniały jego perfumy. Nie mogła… ale musiała.
**
Gryfonka zbierając się ostatkiem sił wstała z podłogi. Przesiedziała tam ładnych parę godzin, co finalizowało okropnym bólem pleców i tyłka. Musiała przecież iść na ten szlaban u Snape’a. Przemyła szybko twarz wodą i wyszła z dormitorium. Wszyscy pewnie byli już na kolacji. W pokoju wspólnym zobaczyła tylko Lavender, która obściskiwała się z jakimś puchonem. Ruszyła w stronę portretu i już po chwili znalazła się na przyciemnionym korytarzu. Zmierzała w stronę lochów, gdy nagle poczuła na sobie czyiś wzrok. Wyciągnęła różdżkę i szepnęła zaklęcie. Już po sekundzie koniec jej różdżki rozjarzył się jasnym blaskiem światła.
-Kto tu jest? – szepnęła, a w ramach odpowiedzi poczuła czyjąś różdżkę, przytkniętą do jej pleców. Powoli odwróciła głowę, spodziewając się najgorszego. Jednak to co zobaczyła dosłownie zaparło jej dech w piersiach. Ujrzała twarz nikogo innego jak Dracona. Ale jego twarz była jakby zmieniona. Wymalowana tam była rządza krwi i mordu. Już po chwili Hermiona była przyparta do ściany, a Malfoy trzymał różdżkę tuż przy jej szyi, praktycznie wbijając ją w krtań dziewczyny. Hermionie napłynęły do oczy łzy bezsilności i przerażenia, bowiem jeszcze chwila i spóźni się na szlaban u Snape’a, a to nie będzie nic dobrego.
-Czego Ty chcesz Malfoy? – wycharczała dziewczyna, ponieważ coraz bardziej wbijająca się różdżka prawie całkowicie odcinała jej dopływ powietrza. Malfoy ewidentnie to zauważając odsunął trochę różdżkę, lecz nadal trzymał ją przy szyi Gryfonki.
-Czego chcę? Czego ja chcę?! –wysyczał Draco -Przez Ciebie ta głupia jędza dała mi szlaban. Jeśli myślisz, że się na Tobie nie zemszczę to się grubo mylisz.
-Malfoy, proszę Cię. Ja mam dziś szlaban u Snape’a. Jeśli się spóźnię… przecież go znasz. – dziewczyna już nie panowała nad płynącymi swobodnie po jej twarzy łzami.
-Nie obchodzi mnie Twój zasrany szlaban. –warknął Malfoy.
-No więc co mi zrobisz? –Hermiona postanowiła się postawić Malfoyowi. –Przecież i tak jestem od Ciebie lepsza w magii. Nawet jakbyś bardzo chciał, to i tak mnie nie pokonasz. –udało się! Na twarz Malfoya wpłynęło zdezorientowanie, lecz Draco jakby się zreflektował, bo po chwili na jego twarzy wykwitł ironiczny uśmiech. Ślizgon odsunął różdżkę od dziewczyny, a ta korzystając z okazji puściła się biegiem w stronę gabinetu Snape’a. Zapukała i już po chwili usłyszała ciche zaproszenie do środka.
-Dobry wieczór. Przepraszam za spóźnienie, coś mnie zatrzymało. –powiedziała cicho Hermiona.
-Dobrze wiesz Granger, że ja nie toleruję spóźnień. –Snape nie zaszczycił uczennicy ani jednym spojrzeniem.
-Przepraszam, to się nie powtórzy. –odpowiedziała jeszcze ciszej Gryfonka.
-W takim razie co było ważniejsze od szlabanu, że postanowiłaś się na niego spóźnić? – zapytał Snape, tym razem patrząc na Hermionę przenikliwym spojrzeniem.
-Musiałam z kimś porozmawiać. –dziewczyna spuściła głowę. Była świadoma, że Snape w każdej chwili może wedrzeć się do jej umysłu i zobaczyć dokładnie całą rozmowę z Malfoyem, oraz… wszystko co wydarzyło się przed utratą pamięci Dracona.
-W takim razie… poukładaj wszystkie fiolki z eliksirami, tylko radzę Ci uważać. Spróbuj stłuc choć jedną, to szlaban na cały przyszły semestr masz gwarantowany. Później pościągasz wszystkie księgi z półek –Snape wskazał na regał, który sięgał aż do sufitu. – Oraz je odkurzysz. Sprawuj się tu. Ja zaraz wracam. –dokończył Snape, po czym wyszedł zamiatając swą długą szatą.
*W tym samym czasie*
Draco patrzył z nienawiścią na uciekającą Gryfonkę. Jak strasznie ta szlama działała mu na nerwy. Nienawidził jej od stóp, aż po czubek tego jej siana na głowie. Włożył ręce w kieszenie i ruszył na swój szlaban. Nie racząc zapukać wszedł od razu do gabinetu profesor Mirrell.
-Ja na szlaban. –warknął Malfoy widząc zdziwione spojrzenie nauczycielki.
-Myślałam, że jako Ślizgon masz odrobinę szacunku do starszych osób i stać Cię na zapukanie do drzwi oraz zwrot grzecznościowy typu „Dobry wieczór”. –odparła nauczycielka z krzywym uśmiechem. Malfoy nie racząc odpowiedzieć rozwalił się na czarnej skórzanej kanapie, która stała obok biurka i wlepił pytające spojrzenie w profesorkę. –Zaraz przybędzie po pana, panie Malfoy, profesor Snape. Ma dla Ciebie jakieś zadanie w lochach, więc mu pomożesz.
-Co?! –krzyknął Malfoy zduszonym głosem. Przecież Szlama-Granger ma szlaban u Snape’a. On nie chce spędzać tego koszmarnego wieczoru w towarzystwie tej Gryfonki z szopą na głowie.
-To co słyszałeś Draco. Jeśli chcesz, w każdej chwili mogę napisać do Twojego ojca, jak to sprawujesz się na moich lekcjach. –Draco popatrzył z pogardą na nauczycielkę, po czym postanowił, aż do przybycia Snape’a ją ignorować. Po około 10 minutach usłyszeli łomotanie do drzwi, a już po sekundzie otwarły się one i stanął w nich Severus Snape.
-Witaj Mirando. –przywitał się Snape chłodnym głosem. –Witaj Draco.
-Cześć Severusie. –nauczycielka uśmiechnęła się promiennie do Snape’a. Draco nadal pozostał nieugięty i obdarował profesora tylko pogardliwym spojrzeniem.
-Chodźmy Draco. –warknął Severus i po chwili profesor Mirrell została w swym gabinecie sama.
-Będę musiał mieć szlaban z nią, prawda? – syknął Malfoy, idąc obok pędzącego nauczyciela.
-Wyraź się prościej. –odparł profesor.
-Z tą nędzną szlamą? –warknął Draco, teatralnie przewracając oczami.
-Draco… po wojnie nieco się zmieniło. Nie wszyscy teraz gardzą szlamami i Ty również powinieneś z tym skończyć, chyba że chcesz by nazwisko Twojej rodziny jeszcze bardziej straciło uznanie w oczach innych. –powiedział cicho Snape, a Dracona zdziwiła ta szczerość profesora.
-To znaczy, że mam zaprzyjaźnić się z Gryfiaczkami i szlamami? –szepnął Draco.
-Nic takiego nie powiedziałem. Myśl sobie o Potterze i reszcie co tylko chcesz. Ale jeżeli w przyszłości chcesz być szanowany, zastanów się nad tym co powiedziałem. –Snape zatrzymał się przed swoim gabinetem, po czym otworzył drzwi i puścił Dracona pierwszego.
-Co on tu robi?! –Hermiona stojąc na drabinie, gdzieś wysoko pod sufitem odwróciła głowę i spostrzegła kto wszedł do gabinetu.
-Stoję Granger, a co? –Draco oparł się o futrynę drzwi i założył ręce na piersi.
-Panno Granger, pan Malfoy również odbywa szlaban, więc Ci pomoże. –powiedział Snape, po czym odszedł w stronę drzwi, które prowadziły prawdopodobnie do jego pokoju. Hermiona prychnęła lekceważąco i postanowiła ignorować Ślizgona.
-Cholera jasna uważaj trochę. –warknęła Hermiona, gdy Malfoy po raz któryś z kolei, niby przypadkowo zahaczył nogą o drabinę, na której Gryfonka właśnie balansowała. Draco wydał z siebie tylko cichy odgłos, który do złudzenia przypominał coś w stylu „pieprzona szlama”. Większość szlabanu minęła im na potyczkach słownych i nie tylko.
-Auuu! Uważaj wariatko! – rozdzierający krzyk Malfoya zakłócił panującą dotychczas ciszę w gabinecie. Draco rozcierał sobie właśnie miejsce na głowie, w które uderzyła spadająca, bardzo gruba książka.
-Sorry Malfoy. –odrzekła Hermiona, zeskakując z drabiny i podnosząc księgę.
-Sorry? Myślisz, że zwykłe sorry załatwi sprawę? –warknął Draco.
-A co? Zapłacić Ci mam? –prychnęła, po czym wspięła się z powrotem na drabinę. Malfoy zmierzył nienawistnym spojrzeniem Hermionę i z wściekłości kopnął w nogę drabiny. Hermiona zachwiała się i już po chwili wisiała kilka metrów nad ziemią trzymając się półki, a drabina leżała na podłodze.
Jeśli skoczy… najpewniej sobie coś złamie. Ale przecież nie może też tu wisieć, aż do końca świata. Spojrzała w dół… w sumie nie aż tak wysoko. Dojrzała w dole zaśmiewającego się Malfoya.
-Bardzo śmieszne Malfoy. No boki rwać po prostu. –warknęła Hermiona. A gdyby tak… Gryfonka puściła jedną ręke i zachybotała się niebezpiecznie. Wolną dłonią wyszukała różdżkę w swojej szacie, po czym puszczając się półki wyszeptała zaklęcie. Już po chwili znalazła się pięć centymetrów nad ziemią, by po chwili w nią uderzyć. Wstała i otrzepała szatę, chowając różdżkę.
-Oszalałeś? Chciałeś mnie zabić? –wysyczała Hermiona prosto w twarz Malfoya.
-Niewykluczone. –odparł chłopak zaśmiewając się do łez.
-Jesteś arogancką, snobistyczną, wredną, dwulicową, fałszywą i tchórzliwą fretką! – wrzasnęła Hermiona.
-Za to Ty jesteś wszechwiedzącą, wtykającą wszędzie swoje pięć groszy, mądralińską szlamą! –wytknął jej Draco.
-Jak śmiesz? –szepnęła Hermiona.
-A, no i mogłabyś w końcu ujarzmić tą swoją szopę na głowie, bo wyglądasz jakby Cię hipogryf przetrawił. –uśmiechnął się triumfująco. Dla Hermiony tego było już za dużo. Nie wiele myśląc zamachnęła się mocno, po czym zadała Malfoyowi cios prosto w nos. Chłopaka, aż odrzuciło do tyłu. Zachwiał się i upadł na podłogę.
-Ty wredna szlamo! –wrzeszczał –Za czasów Czarnego Pana, powinni Cię zabić jako pierwszą. Jesteś najgorszą dziewczyną na świecie. A Ty się dziwisz, że Cię nikt nie chce, szlamo?!
-Co tu się dzieje?! – w pomieszczeniu pojawił się Snape.
No tak… zawsze pojawia się w odpowiednim momencie. –pomyślała Hermiona z ironią.
-Ta nędzna szlama zaczęła mnie wyzywać, a na dodatek przywaliła mi prosto w nos, niech pan zobaczy. –wyjęczał Malfoy i zaczął nadstawiać profesorowi swój nochal.
-Panie profesorze, on mnie zrzucił z drabiny! Mógł mnie zabić! –Hermiona pomimo łez czających się w kącikach oczu, postanowiła grać twardą.
-Malfoy jazda do skrzydła szpitalnego. Granger wypad do siebie. Koniec szlabanu. – warknął Snape.
Oboje uczniów miało zdziwienie wymalowane na twarzy.
-Nie ukarze jej pan? –syknął Malfoy.
-Oboje jesteście sobie winni. Załatwcie to między sobą, ale skoro tak bardzo chcesz Draco, mogę ukarać Was oboje. –nauczyciel uśmiechnął się kpiąco.
-Dobranoc. –rzuciła Hermiona i szybko wyszła z gabinetu bojąc się, że gdy zostanie tam jeszcze chwile to Snape zmieni zdanie i jednak ich ukarze. Dlaczego profesor jej nie ukarał? Przecież widział to, że Malfoy ma zakrwawiony nos, więc był to dowód, że ona mu coś zrobiła. Ale nie było dowodu, że Malfoy zrzucił ją z drabiny, więc dlaczego Snape tak gładko jej uwierzył? To wszystko było dziwne, lecz postanowiła przyśpieszyć kroku w obawie, że Malfoy ją dogoni. Właśnie wspinała się po schodach prowadzących na piętro, gdzie znajdowało się dormitorium Gryfonów, gdy nagle poczuła jak wielkie umięśnione łapska obłapiają jej talię i prowadzą do najbliższej ściany. Po chwili została przyciśnięta do ściany, a jako że ten ktoś był o wiele wyższy, nie widziała jego twarzy.
-Hej maleńka.. –wyszeptał „ktoś”, a Hermiona odważyła się unieść głowę do góry.
__________________
Hej, a więc nowy rozdział! Przepraszam, że przez dłuższy czas nie było rozdziału :c Ale teraz to nadrabiam!
Chcę Wam podziękować za każdy komentarz! Zakładając tego bloga, nawet nie myślałam, że kiedykolwiek osiągnę tak wysokie statystyki! Nabiliście już ponad 2200 wyświetleń! Jesteście najlepsi, kocham Was, jejku <3 A teraz zapraszam do podzielenia się Waszą opinią na temat mojego rozdziału tam na dole :*
Genialne *.*
OdpowiedzUsuńJak mogłaś w takiem momenie?! Wstawiaj szybko następny rozdział! <3
Haha mogłam, mogłam <3 Wstawię niedługo, wstawię :*
UsuńDokładnie kolejny <333
OdpowiedzUsuńDobre :) Czekam na następne <3 W wolnej chwili zajrzyj do mnie ;)
OdpowiedzUsuńhttp://in-hope-we-were-saved.blogspot.com/
Dziękuję, na pewno wpadnę <3
UsuńSuper, Mistrzyni, tylko moja ♥ :*
OdpowiedzUsuńAww <3
UsuńMega <3 Nie mogę się doczekać kolejnego <3 <3 <3 <3
OdpowiedzUsuńKolejny sie pojawi mam nadzieje w poniedziałek lub wtorek o ile sie wyrobię <3
UsuńNo nieźle. Wpadłan na tego bloga dopiero dziś i po przeczytaniu pierwszego rozdziału wiedziałam że muszę przeczytać kolejne. Genialne. Koniecznie kolejny rozdział dawaj.
OdpowiedzUsuńJest w trakcie pisania <3
UsuńMrrr, nie wiem czemu kogokolwiek dziwi sympatia skierowana w stronę Severusa. Doskonale sobie poradził i z irytującym Malfoy'em i z roztrzęsioną Hermioną. Ciekawa jestem tylko kto ją napadł na koniec. Malfoy pewnie nie, ale może któryś z jego goryli?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, życzę weny i zapraszam do mnie,
hg-ss-we-snie.blogspot.com
To nie był Malfoy, ale dowiecie sie niedługo <3
UsuńDziekuje, wzajemnie <3 oczywiście wpadne <3