-Chodzi o… - Blaise przerwał, nie wiedząc dokładnie co chce powiedzieć swojemu przyjacielowi.
-Nie wiem jak Ty, ale ja zamierzam się wyspać. Więc z łaski swojej wyraź się w końcu, a potem zamknij paszczę i zjeżdżaj stąd. – zakomenderował wkurzony już po granice możliwości Draco.
-Wyrażaj się grzeczniej moja słodka blondyneczko. – Blaise zrobił uroczą (a przynajmniej jemu się tak zdawało) minę i zamrugał zalotnie rzęsami.
-Doigrałeś się. – syknął Draco i rzucił się na Zabiniego z pięściami. – JAZDA Z POKOJU! JUŻ, WYPAD!
-A co, zamierzasz tu robić, że chcesz zostać sam? – Ślizgon postanowił pojeździć Malfoyowi po nerwach.
-Wiesz co, Blaise? – głos Draco stał się na tyle słodki, że można było dostać padaczki z powodu przecukrzenia w organizmie. – Twoi starzy chyba pomylili Cię z jakąś zdeformowaną sklątką tylnowybuchową, gdy zabierali Cię po porodzie do domu.
-Co masz na myśli mój słodki kociaku? – mruknął przeciągle Blaise.
-To, że Twój mózg jest wielkości mózgu Wieprzleja! – wrzasnął blondyn. –A teraz daj mi spać.
-Nie poznaję Cię Smoku. – mruknął Blaise, patrząc wymownie na Dracona.
-Hmm? – zapytał Draco, wystawiając nos spod kołdry, w którą zdążył się już zawinąć. Zabini przewrócił oczami i wyszedł z pokoju.
*w tym samym czasie, w dormitorium Hermiony*
Szatynka usłyszała łomotanie do drzwi swojego dormitorium. Westchnęła i odłożyła czytaną książkę na stolik obok łóżka.
-Proszę. – jeszcze raz westchnęła, a po chwili w jej pokoju zmaterializowała się rudowłosa osóbka, zwana również Ginny Weasley.
-Hejka Hermiś! – zaświergotała radośnie i rozwaliła się na łóżku Hermiony.
-Po co przyszłaś? – szatynka próbowała przywołać na usta wymuszony uśmiech, ale wyszedł jej tylko jakiś krzywy grymas.
-Tydzień temu przecież się umawiałyśmy na babską noc. – Ginny zmarszczyła brwi, podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Ach tak, faktycznie, przepraszam Cię Gin. – Hermiona uśmiechnęła się, tym razem szczerze.
-Nic nie szkodzi. Chodź może przejdziemy się do kuchni i poprosimy skrzaty o trochę jakiegoś jedzonka. – zaproponowała Ginny i już po chwili obie pędziły korytarzem Hogwartu.
-Aaaa! – głuchą ciszę przerwał głośny pisk obu Gryfonek, ponieważ wbiegły w coś wysokiego i… przystojnego.
-O Merlinie, chcecie żeby mi bębenki popękały? – warknął chłopak. –Uważajcie jak łazicie, tak w ogóle.
-Blaise? – pisnęła Ginny.
-Wiewióra! – wrzasnął Zabini. –O cholera, nie poznałem Was, przepraszam. – Ślizgon wyszczerzył się w stronę dziewczyn.
-Okej. – Ginny uśmiechnęła się do Blaisa.
-Ym... Przepraszam Cię Hermionko, ale chciałbym porozmawiać z Rudą. Mógłbym porwać ją na sekundę? – Zabini zrobił błagalną i (w jego mniemaniu) słodką minę.
-Jasne. – Hermiona zmieszała się, a na jej twarz wkradł się zdradziecki rumieniec. Blaise pociągnął Gin za łokieć i po chwili znaleźli się w pustym korytarzyku.
-Co chcesz? – zapytała.
-Rozmawiałem ze Smokiem. – westchnął Ślizgon i przeczesał dłonią ciemne włosy.
-No i? – zaciekawiła się dziewczyna.
-Nie chce się do niczego przyznać, a teraz śpi. – jęknął brunet i oparł się o ścianę. –A jak Hermiona?
-Na razie nic nie wiem. Dzisiaj śpię u niej, więc może uda mi się coś wyciągnąć. A jak nie…
-To ją upijesz! – szepnął wspaniałomyślnie Blaise.
-Przecież to Hermiona, jej się nie da upić. Jeśli czegoś nie chce, to tego nie robi. – zaśmiała się Ruda.
-A gdyby tak podać im Veritaserum? – oczy Zabiniego rozjaśniły się entuzjazmem, a na jego policzkach pojawiły się wypieki.
-Oszalałeś? Niby skąd to weźmiesz? – prychnęła Ginny.
-Zgarnę fiolkę od Snape’a. Nie skapnie się. – Ślizgon puścił jej perskie oko, a ta jak na komendę zarumieniła się tak, że jej twarz zjednoliciła się z kolorem jej włosów.
-Nie skapnie? Chyba nie wiesz co mówisz. To jest Snape. Na pewno się jakoś dowie, a wtedy będzie podejrzewał… - zaczęła Ginny.
-Pottera! – dokończył Blaise.
-No właśnie… Będzie podejrzewał Harry’ego. Nie Blaise, nie możemy tego zrobić. A poza tym oni by się domyślili, że coś jest nie tak.
-Może masz rację… Ale masz jakiś lepszy pomysł? Chyba lepszy ten mój, niż żaden co nie? – zauważył brunet.
-Jasne… Ale pomyśl o tym jeszcze Blaise. Jak wpadniesz na coś, to wyślij mi Omm’a. – rzuciła ruda i odeszła.
Ci bliźniacy potrafią nawet coś dobrego czasem wymyśleć. Na przykład Omm’y. – rozmyślała Ginny.
Omm to mała świecąca kuleczka, która lata. Można przesyłać nią sobie wiadomości. Trzeba napisać jakąś wiadomość na skrawku pergaminu i przyłożyć do Omm’a. Omm zapamiętuję treść wiadomości i w zależności od nastroju wiadomości (wesoła, zła itp) przybiera odpowiedni kolor. Potrafi przenikać przez ściany. Nauczyciele zabronili używać Omm’ów, ale Fred i George wprowadzili nowe wersje, które w pobliżu nauczyciela stają się niewidzialne i dzięki temu można ich używać. Ginny specjalnie zamówiła aż tysiąc sztuk z „Magicznych Dowcipów Weasley’ów” i rozdała swoim przyjaciołom. No… Blaise też dostał.
-Czego chciał od Ciebie Blaise? – zapytała Hermiona, gdy już znalazły się z Ginny w dormitorium starszej Gryfonki.
-A nic… to znaczy… może kiedyś… - Ginny plątała się w słowach.
-Okej, rozumiem. – zaśmiała się Hermiona. Reszta wieczoru przeminęła dziewczynom w radosnej atmosferze. Śmiały się, żartowały i rzucały żartobliwe przezwiska na siebie nawzajem. Poszły spać około 4 nad ranem. Oczywiście Ginny zasnęła szybciej, bo jej mała głowa, nie była aż tak odporna na alkohol jak mówiła. Hermiona za to dzisiaj całkowicie odmówiła sobie alkoholu. Stwierdziła, że picie w szkole jest okropnym wyczynem. Skusiła się jedynie na kremowe piwo. Za to Ruda wytrąbiła chyba ze trzy butelki Ognistej.
Rano Hermiona obudziła się w wyśmienitym humorze. Z Ginny było trochę gorzej, ale fiolka z zawartością niebieskiego, połyskującego wesoło specyfiku, od razu jej pomogła. Ubrały się szybko i ruszyły na śniadanie. Ruda była odrobinę zawiedziona, że nie dostała Omm’a od Blaisa, ale szybko się pocieszyła pałaszując radośnie kopiastą górę jajecznicy. Świetny nastrój Hermiony, którym została obdarowana od razu po przebudzeniu, zniknął jednocześnie z zobaczeniem Dracona Malfoya. Siedząc przy swoim stole, zerknęła przelotnie na stół Ślizgonów i zobaczyła, że on również na nią patrzy. Oboje szybko (zbyt szybko) odwrócili wzrok.
*stół Ślizgonów*
-Możesz mi powiedzieć dlaczego Gran… ta szlama z Gryffindoru się na mnie gapi? – warknął blondyn do swojego przyjaciela.
-Co mnie obchodzi jakaś szla… zaraz mówisz o Granger? – Zabini spojrzał na Malfoya.
-Powiedzmy… - burknął szarooki. Zabini westchnął cicho i popatrzył wymownie na Dracona. Ten posłał mu tylko nienawistne spojrzenie. Blaise westchnął jeszcze raz i ruszył w kierunku wyjścia z Wielkiej Sali. Po chwili zobaczył, że młoda Weasley też wstaje i rusza za nim. Wyszedł więc z Sali i poczekał na nią.
-Wymyśliłeś coś? – szepnęła gorączkowo Ginny. A Blaise w odpowiedzi pokręcił przecząco głową. –Cholera jasna, no.
-Naprawdę, nie mam pojęcia co możemy zrobić… - westchnął Zabini. –Może trzeba poczekać, aż Draco sam się przełamie i przyzna się do swoich uczuć?
-To Ty jesteś jego przyjacielem, a wydaje mi się, że w ogóle go nie znasz. – fuknęła Ginny. –To jest Malfoy. On w życiu się nie przyzna do swoich uczuć. Nawet gdybyś go przypalał rozżarzonym żelazem. Nie przyzna się.
-Znowu masz rację. Wkurzająca jesteś. – Ślizgon załamał teatralnie ręce
-Już wiem! – wrzasnęła Ruda.
-Co wiesz? – zapytał Blaise.
-Nie, nie tutaj. Gdzie możemy w spokoju porozmawiać, tak by nikt nas nie podsłuchał?
-W moim i Draco pokoju?
-Nie... on tam może wejść..
-Może pokój życzeń?
-Tak! Chodźmy! – zawołała dziewczyna i ciągnąc za sobą Zabiniego ruszyła biegiem. Gdy znaleźli się pod pokojem życzeń oboje chwycili się za dłonie i wyobrażali sobie miejsce, które miało się ukazać po wejściu. Po chwili przed ich oczami ukazały się ogromne drzwi. Nie czekając dłużej, wbiegli do środka. Zobaczyli ogromny pokój, w którym znajdowały się dwie duże sofy, stolik, kominek, barek, a w rogu pokoju stało… ogromne łóżko.
-Co... Co tu robi te łóżko? –Ruda się zarumieniła i spojrzała z wyrzutem na Zabiniego.
-No wiesz… może rozmowa po jakimś czasie zejdzie na ciekawsze tematy, no i łóżko się przyda. – chłopak oparł się o ścianę i złożył ręce na piersi. Dziewczyna nie czekając dłużej rozsiadła się wygodnie na jednej z kanap. Po chwili naprzeciwko niej rozłożył się Blaise.
-No to jaki jest ten Twój pomysł? – zapytał kpiąco Blaise.
-Jutro po lekcjach, najlepiej wieczorem, Ty zaciągniesz Draco do jakiejś pustej klasy. Powiesz, że… ym… o! Że Wymyśliłeś nową taktykę na mecz i musisz ją z nim obgadać! W tym czasie ja również zaciągnę Hermionę do tej samej klasy, w której wy będziecie… tylko nie wiem co jej powiedzieć… - zaczęła Ginny.
-Po prostu jak będzie przechodzić przez ten korytarz to wciągnę ją do klasy. – na twarz Ślizgona wpełzł okropny ironiczny smirk
-Chcesz żeby na zawał zeszła, zanim jeszcze zobaczy Draco? – zaśmiała się Ginny. –Po prostu powiem jej, że musimy pogadać sam na sam w klasie.
-Nieźle! – wykrzyknął Blaise
-No to skoro mamy jako taki plan, to ja lecę. – oznajmiła Ginny i ruszyła w stronę drzwi.
-Em… Ginny… - zaczął nieśmiało Blaise.
-Tak? – Ruda odwróciła się, odrzucając przy tym swoje długie włosy na plecy. Blaise podszedł do wiewiórki i przytulił ją do swojej klatki piersiowej.
-Od czasu gdy Cię zobaczyłem, spodobałaś mi się. Poczułem do Ciebie coś, czego nie czułem w życiu do żadnej innej dziewczyny… - Blaise mówił cicho, a Ginny była zaskoczona, że taki ktoś jak Blaise Zabini, człowiek, który śmieje się z wszystkiego i każdego, potrafi wyznawać swoje uczucia. Dziewczyna odsunęła się delikatnie od chłopaka.
-Blaise ja… - zaczęła Ginny, lecz nie dane jej było skończyć ponieważ Zabini zamknął jej usta pocałunkiem. Ruda na początku była w szoku, lecz po chwili zaczęła z pasją oddawać pocałunki. Zupełnie zapomniała o tym, co chciała mu powiedzieć. Przecież miała zamiar porozmawiać z Harry’m i wyjaśnić wszystko. Ona nie może bawić się uczuciami obu chłopaków. Ale… ale teraz ma ważniejszą rzecz na głowie. Ten chłopak ją zaraz połknie w całości!
**
Gdzie jest Ginny? Wyszła z Wielkiej Sali przed nią, a potem jakby zapadła się pod ziemię. – Te myśli od pewnego czasu krążyły po głowie Hermiony. Nie mogła się na niczym skupić, nawet na książce, którą teraz trzymała przed oczami. Gryfonka westchnęła cicho i odłożyła książkę na szafkę nocną. Wstała i ruszyła ku wyjściu z dormitorium.
-Hej Hermiona! – nagle znikąd pojawił się Ronald Weasley.
-Cześć Ron… - odpowiedziała niechętnie szatynka.
-Musimy pogadać! – wrzasnął łasic.
-Ale ja właśnie wychodziłam... – zaczęła Hermiona.
-No to możemy iść razem. – oznajmił Ron i nie czekając na reakcję dziewczyny, złapał ją za ramię i pociągnął do wyjścia. Ruszyli razem na błonia. Przeszli już spory kawałek i przez ten cały czas panowała okropnie niezręczna cisza. W pewnym momencie Hermiona zauważyła, że Ron próbuje coś powiedzieć, więc postanowiła odezwać się pierwsza by mu to ułatwić.
-Hm... Ron, o czym chciałeś pogadać? – wydukała Hermiona. Na twarz rudzielca wpełzł uśmiech, oznaczający ogromną ulgę.
-Ja... no, bo ten... Wiem, że nam nie wyszło ostatnio... i to było przeze mnie... – zaczął Ron.
-Co chcesz przez to powiedzieć? – Hermiona doskonale wiedziała dokąd zmierza ta rozmowa, ale nie dawała po sobie niczego poznać.
-Może byśmy spróbowali… no wiesz. – wyjąkał Weasley.
-Nie! – wrzasnęła Hermiona. –To znaczy… Ron, kocham Cię, ale nie jak chłopaka. Nie jak osobę z którą miałabym spędzić resztę życia. Z którą miałabym stanąć przed ołtarzem i z którą miałabym wychowywać dzieci. Kocham Cię jak brata.
-Co? – wyszeptał Ron. Do oczu Hermiony wepchnęły się łzy. Nie wiedziała co ma mu jeszcze powiedzieć.
-Ron, można powiedzieć, że dorastaliśmy razem. Znamy się dobrze, a nawet zbyt dobrze. Znamy swoje sekrety. Nie ma w Tobie nic mogłabym odkryć, a w związkach o to przecież chodzi. By poznawać się nawzajem. – odszepnęła Gryfonka. – Ron, jesteś mi bardzo bliski, ale nie możemy być razem. Zrozum.
-Nie? Nie możemy być razem? Bo co? – wrzasnął Ron, a Hermiona skuliła się ze strachu.
-Ron proszę Cię... – chlipnęła Hermiona. –Uspokój się, błagam.
-Nie będziesz mi mówiła, co mam robić. – ryknął jeszcze głośniej Ron, aż ptaki na dźwięk tego hałasu zerwały się z łoskotem z pobliskich drzew. Rudzielec ruszył na Hermionę. Nie panował nad sobą i praktycznie sam nie wiedział co chce jej zrobić. W każdym bądź razie coś na pewno. Przecież to Ron Weasley! Jemu się nie odmawia! Toż to przecież słynny przyjaciel Harry’ego Potter’a! On też przysłużył się do pokonania Czarnego Pana. A teraz jego przyjaciółka odmawia mu gdy on chce okazać jej litość i się z nią związać?! Przecież ona nigdy w życiu nie miała chłopaka, oprócz niego samego. Pewnie już z nikim się nie zwiąże. Ma do wyboru piękną przyszłość u boku Ronalda, lub zostanie starą panną. – Te myśli przemierzały umysł chłopaka. Stanął naprzeciwko Hermiony i złapał ją za ramiona. Przyciągnął ją do siebie i brutalnie pocałował. Hermiona próbowała wydostać się z objęcia chłopaka, lecz na próżno. Postanowiła więc być obojętna na obślizgłe pocałunki Rudzielca.
Dlaczego to wszystko przytrafia się mnie? – rozmyślała Hermiona – Najpierw Matt, teraz Ron.
Po paru chwilach Ron oderwał się od Hermiony i spojrzał na nią z rozbawieniem.
-Jesteś taka mała, że nawet siły nie masz, żeby się uwolnić. – w oczach chłopaka błysnął jakiś nieznany Hermionie błysk.
-Zostaw mnie. – powiedziała cicho Hermiona. –Nie waż się do mnie zbliżać.
-I tak zrobię co ze chcę, Mała. – odpowiedział Ron, po czym zostawiając zdezorientowaną dziewczynę samą, ruszył do zamku.
**
Szatynka usłyszała pukanie do drzwi od swojego dormitorium. Fakt, po tym niezbyt miłym spotkaniu zaszyła się w swoim pokoju i ani myślała stamtąd wychodzić. Rozpłakała się jak małe dziecko. Czy to wojna zmieniła tak Ron’a?
-Proszę... – Hermiona westchnęła cicho. Po chwili w drzwiach ukazał się Harry.
-Miona, co się stało? – zapytał Harry, siadając na łóżku obok Hermiony.
-A co się miało stać? – Gryfonka odpowiedziała pytaniem na pytanie i uśmiechnęła się blado.
-Ron chodzi po pokoju wspólnym jakiś taki… dziwny. Ty zaszyłaś się tutaj… wiem, że Ron chciał dziś z Tobą rozmawiać.. – mruknął Harry.
-A mówił coś jeszcze? – zapytała Hermiona, nerwowo skubiąc skórki przy paznokciach.
-Powiedział, że do siebie wróciliście... to znaczy... nie tak dosłownie. Powiedział, że mam z Tobą o tym nie rozmawiać, bo chcesz sobie wszystko przemyśleć, ale skoro się przyjaźnimy to pomyślałem…
-Co?! – wrzasnęła Hermiona zduszonym głosem. Wygrzebała się spod pościeli i gniewnym krokiem ruszyła ku wyjściu ze swojego pokoju.
-A Ty gdzie? – zapytał zdziwiony Harry.
-Może moja wspaniała pięść, która zaraz przestawi nos temu wkurzającemu Rudzielcowi, nauczy go, że w kłamaniu to on nie jest dobry. – zawarczała Hermiona, lecz w jednej sekundzie została powstrzymana od swych morderczych planów co do Ronalda. – Puszczaj.
-Nie. – oznajmił Harry, jednocześnie przytrzymując Hermionę swoim umięśnionym ramieniem.
-Jak to „nie”?! – syknęła Hermiona, wykręcając się tak by móc spojrzeć na przyjaciela.
-Po prostu. – Wybraniec wzruszył ramionami i wpakował przyjaciółkę z powrotem do łóżka, a sam usiadł obok. –Wytłumacz mi teraz dokładnie i ze szczegółami, o czym rozmawiałaś z Ronem? – zarządził Harry.
Po wysłuchaniu tej jakże zacnej historii, wybałuszył oczy na Hermionę tak, że prawie wypadły mu z orbit.
-Chcesz powiedzieć, że... że Ron mnie okłamał? – powiedział Harry, dokładnie analizując każde słowo wypowiedziane przez Hermionę.
-Skoro powiedział Ci, że do siebie wróciliśmy… co jest oczywiście kłamstwem, to tak. Okłamał Cię Harry. – powiedziała Hermiona, patrząc uważnie na Harry’ego. Próbowała coś wyczytać z jego twarzy, ale jego mina nadal pozostawała taka sama, przez co Hermiona odpuściła i zapytała. –Harry, a dokładnie co Ci powiedział Ron?
-Przyszedł do pokoju wspólnego i rzucił się na fotel. Na jego twarzy widoczne było wkurzenie, ale też i jakby… nie, nie ważne. Po chwili wpadłaś Ty i od razu pobiegłaś do siebie… Poczułem, że coś jest nie tak. – Harry urwał na moment i parsknął śmiechem widząc jak Hermiona łapczywie wsłuchuje się w to co on mówi.
-Nie śmiej się tylko mów! – pisnęła Hermiona.
-Ok, ok. – zaśmiał się Harry. –Zapytałem więc Rona, czy z Tobą rozmawiał. On odpowiedział, że owszem rozmawiał. No więc ja postanowiłem wyciągnąć z niego jak najwięcej się da… Podpytałem go trochę, a on odparł, że oznajmiłaś mu, że wrócisz do niego, ale na razie będzie to taki związek… jakby… otwarty. Nie będziecie na siebie naciskać, bo oboje musicie sobie wszystko przemyśleć. – Harry zakończył swoje przemówienie, a Hermiona otworzyła usta w zdziwieniu.
-Naprawdę Ci tak powiedział? – wydusiła z siebie Hermiona.
-Tak… potem poszedł do dormitorium, a ja postanowiłem przyjść do Ciebie. – oznajmił Harry.
-Nie wierzę w niego… - powiedziała cicho Hermiona, na co Harry się zaśmiał.
-Będzie dobrze Mionka. – powiedział Harry i niezdarnie objął przyjaciółkę ramieniem. – Nie jesteś w tym sama, pamiętaj. Wiem co czujesz z resztą…
-Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytała Hermiona, przez zatkany od łez nos.
-Ostatnio chciałem porozmawiać z Ginny. Ale ona ciągle mnie zbywa. Ostatnio widziałem ją kilka razy z tym dupkiem, Zabinim. – oznajmił gorzko Harry, a Hermiona nagle jakby oprzytomniała. Poruszyła się nerwowo nie wiedząc co powiedzieć.
-O... o czym chciałeś z nią rozmawiać? – Hermiona siliła się na spokojny ton, ale wyszło jej coś w rodzaju spanikowanego pisku.
-Ja… o nas. O naszej przyszłości. Zachowałem się jak dupek, zostawiając ją. Ale bałem się… cholernie bałem się, że jeśli ona będzie ze mną… Voldemort obierze ją jako cel. – do oczu Harry’ego napłynęły łzy i tym razem Hermiona objęła przyjaciela.
-Harry… to było prawie rok temu. Wojna minęła już dawno. A i również Voldemorta już nie ma. Miałeś tyle okazji by z nią porozmawiać. – Hermiona westchnęła. Wiedziała co jest na rzeczy. Harry kochał Ginny i zostawił ją by ochronić ją i jej rodzinę. Ale mógł do niej wrócić od razu po wojnie.
-Zrozum. Nie mogłem dojść do siebie. Przez te wszystkie lata byłem nękany przez złych ludzi. Nękały mnie nawet wizje i sny. Gdy to wszystko się skończyło… poczułem się dziwnie pusty. Nie byłem sobą. Kochałem Ginny i do tej pory kocham ją równie mocno. Ale nie mogłem się pozbierać po tej wojnie…
-Rozumiem Cię. Ale zostawiłeś ją i przez ten cały rok nie dawałeś jej w ogóle nadziei, że chcesz do niej wrócić. Ona ma prawo ułożyć sobie życie. Niestety wybrała życie bez Ciebie. – Gryfonka kątem oka zauważyła, że w oczach Harry’ego pojawiły się łzy. On ją faktycznie kocha… Ale Ginny poznała teraz Blaisa. Są szczęśliwi… to znaczy nie są jeszcze parą, ale widać, że świetnie się razem dogadują…
-Ale dlaczego… - zaczął Harry, lecz Hermiona go uciszyła. –Co? – zapytał Harry szeptem.
-Ktoś jest pod drzwiami. – odszepnęła Gryfonka.
-Skąd wiesz? – zapytał cicho Harry.
-Słychać. Zaczekaj rzucę zaklęcie sprawdzające. – mówiąc to wyciągnęła różdżkę z kieszeni po czym szepnęła zaklęcie celując magicznym patykiem w drzwi. Obok drzwi pojawiła się czerwona mgiełka. –Miałam rację. Ktoś tu stoi.
-Sprawdzę to. – Harry ujął różdżkę w dłoń i ruszył w stronę drzwi.
________________________
Hejka! Rozdział z lekkim poślizgiem, ale w końcu jest! Jest też dłuższy niż zazwyczaj i myślę, że taka długość Wam odpowiada! <3
KOMENTARZ=MOTYWACJA!
________________________
Hejka! Rozdział z lekkim poślizgiem, ale w końcu jest! Jest też dłuższy niż zazwyczaj i myślę, że taka długość Wam odpowiada! <3
KOMENTARZ=MOTYWACJA!
Perfekcja *.* Trochę za mało opisów i uważaj na zdrobnienia typu "Mionka" bo są one typowo blogaskowe. Oprócz tego to tak jak wcześniej pisałam PERFECTO! czekam na next! <<<<
OdpowiedzUsuńOjej dziekuje <3 Tak, wiem że jest tu za dużo dialogow, a za mało opisów, ale popracuję nad tym. Nad zdrobinieniami również. Jeszcze raz dzięki! :)
UsuńSupi dupi! Czekam na więcej :D
OdpowiedzUsuńDziękować, hehe <3 :D
UsuńAkcja dokarmiania autorów powinna być pobrana z tej strony: http://fanfiction-phoe.blogspot.com/.../akcja-dokarmiania...
OdpowiedzUsuńjeśli tego nie zmienisz, tj. nie wstawisz buttoniku poprawnie (według kodu, które są w zalinkowanym poście), poinformuję Phoe o przywłaszczeniu.
Wstawiam raz jeszcze linka: fanfiction-phoe.blogspot.com/p/akcja-dokarmiania-autorow.html
UsuńOkej jak tylko będę mieć dostęp do laptopa, to to zmienię :) Dziękuję za informację.
UsuńŁoooo Mega nie mogę doczekać się nexta <3 <3 <3 <3 :3 Ciekawi mnie co będzie dalej <3 *,* Jak coś to mnie informuj na konfie na fb o rozdziale :D I jeszcze raz nie mogę się doczekać na next <3
OdpowiedzUsuńJAK MOŻNA PRZERWAĆ W TAKIM MOMENCIE. POWINNI NAPISAĆ O TYM JAKIŚ PARAGRAF CZY COŚ! ;D
OdpowiedzUsuńNieźle mnie zaciekawiłaś.
Dawno tu nie zaglądałam a tu tyle nowych rozdziałów. Uwielbiam postać Blaisa jako takiego trochę żartownisia i dobrego przyjaciela. Idealnie pasuje do Ginny. To moja ulubiona para, oczywiście zaraz po Dramione. Blinny <3 Czekam na kolejne rozdziały.
~Sara
Hahaha, to z tym paragrafem mnie rozwaliło haha! <3 Next jest w trakcie pisania i myślę, że w tygodniu go jakoś skończę i wrzucę :D Pozdrawiam! <3
UsuńRozdział super. Z niecierpliwością czekam na więcej
OdpowiedzUsuń