poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 13



Harry wyjął różdżkę i ruszył w stronę drzwi. Cała ta sytuacja wydała się Hermionie, jak w jakimś horrorze. 

Chłopak podchodzi do drzwi, zza których dochodzą nieokreślone dźwięki, dziewczyna w tym momencie kuli się ze strachu w kącie. Drzwi zostają otwarte, a tam… - Hermiono Jane Granger! Opanuj się i nie dramatyzuj! Hermiona skarciła sama siebie w myślach, ale mimo to, po jej plecach przebiegł dreszcz niepewności. W końcu to Hogwart, a przecież tu wszystko jest możliwe. 

Czarnowłosy Gryfon sięgnął do klamki po czym szarpnął za nią silnie. Do pokoju wpadł nie kto inny jak Ron Weasley, który jeszcze przed sekundą kleił się do drzwi w nadziei podsłuchania czegoś. 

  -Ron! – Harry wrzasnął w patrząc wymownie na przyjaciela –Matka Cię nie nauczyła, że się nie podsłuchuje? – warknął wściekle Potter. 

  -Nie mieszaj jej w to – mruknął zmieszany Weasley, po czym wstał z podłogi i otrzepał tył spodni. Hermiona patrzyła na to wszystko w niemym szoku. W jej oczach pojawiły się łzy. Łzy rozczarowania. No tak, wojna zostawia po sobie piętno na każdym. A przynajmniej w przypadku ich trójki, tak było. Najbardziej z nich zmienił się Ron. Było to po nim widać. To prawda, przed wojną i w jej trakcie był czuły, martwił się o całą Złotą Trójkę i kochał ich nad życie. Harry’ego jako brata, a Hermionę… jako miłość swojego życia. W dzień zakończenia wojny… wszyscy, którzy przeżyli starcie z Mroczną Stroną magicznego świata, świętowali w ciszy swoje zwycięstwo w Wielkiej Sali. On i Hermiona siedzieli obok siebie przytuleni i snuli plany na przyszłość. Zaśmiewali się w najlepsze kłócąc się o to jaki kolor włosów będą miały ich dzieci. Ron upierał się przy rudym, natomiast Hermiona obstawiała ciemny brąz, dokładnie takie jak ona. A teraz… Ron na pewno w jakiś sposób nadal kochał Hermionę. Ale nie tak jak wcześniej.  Ostatnie tygodnie ich związku były po prostu… rutyną? Czystym przywiązaniem? Przyzwyczajeniem? Nie byli ze sobą z miłości, ale raczej bo „tak miało być”. – rozmyślania Hermiony przerwała żywo prowadzona rozmowa dwójki chłopaków. 

  -Jesteś nierozumny? Okłamałeś mnie baranie! – wrzeszczał Harry. 

  -Harry, to nie tak zrozum – jęczał błagalnie Rudzielec, 

  -Nie tak?! Nie tak?! To jak?! – Harry wykrzyczał Ronaldowi te słowa prosto w twarz –Jesteśmy przyjaciółmi? – warknął Harry, a po chwili ciszy dodał – Odpowiadaj tak czy nie?! 

  -No... no tak – powiedział cicho Ron. 

  -A mnie się wydaje, że nie – głos Harry’ego przypominał płynny lód. 

  -Harry… - zaczął Ron ochrypłym głosem. 

  -Straciłeś do reszty moje zaufanie. Jeśli zechcesz je odbudować, będziesz musiał się naprawdę bardzo postarać – oznajmił chłodno Harry. 

  -Hermiona… - Ron tym razem przeniósł błagalne spojrzenie na swoją byłą dziewczynę i (jeszcze) przyjaciółkę. 

  -Ron ja… - Hermiona również była bardzo zmieszana. Czuła do Rona jednocześnie wściekłość, żal i… miłość? Nie była tylko pewna co w niej górowało – Okłamałeś mnie. Mnie i Harry’ego. 

  -Nie, nie, nie… - Ron powtarzał po cichu w kółko te słowo  – Hermiona kocham Cię, daj mi szansę. 

  -Ja też Cię kocham  Ron, ale już Ci powiedziałam. Nie jak partnera życiowego, ale jako brata i najbliższego przyjaciela. Jeżeli nie potrafisz uszanować mojej decyzji, nasze drogi, które jak dotąd biegły po wspólnych torach, tworząc tę wspaniałą drogę przyjaźni, muszą się rozejść – te słowa Hermiony wprawiły Rona w osłupienie. Po chwili dodała – A teraz proszę Ron, opuść mój pokój. 

Ronald niczym posłuszne, małe dziecko, kiwnął niepewnie głową i poczłapał korytarzem w stronę swojego dormitorium. Hermiona podeszła do Harry’ego i przytuliła go mocno. 

  -Teraz mam tylko Ciebie… nie zostawiaj mnie, proszę – Harry szepnął te słowa wprost do jej ucha. Hermiona doskonale wiedziała, że ich przyjaźń była ważna od samego początku. W końcu Harry zawdzięczał jej bardzo dużo. 

  -Nie zostawię. Obiecuję – odpowiedziała cicho Hermiona i rozpłakała się wprost w koszulę Potter’a. 

Ta chwila prywatności była potrzebna dwójce przyjaciół bardziej, niż im się to wydawało. Choć każde z nich było w tym momencie myślami całkiem gdzie indziej, czuli jednak mocne oparcie w sobie nawzajem. Wiedzieli, że ich przyjaźń jest silniejsza od tego, co ich łączyło z Ronaldem. Oczywiście oboje skrycie marzyli o tym, by Ron wbiegł radośnie przez drzwi i oznajmił, że to wszystko było żartem i że ich przyjaźń jest dla niego najważniejsza. Ale nic takiego nie nastąpiło i pewnie nie nastąpi. 

  

** 

  

Deszcz ponuro siąpił za oknami, atmosfera więc w ogóle nie powodowała wesołego nastroju… Wręcz przeciwnie. Hermiona otworzyła oczy i zadrżała z zimna. Wysunęła się spod kołdry i w biegu chwyciwszy jakieś czyste ciuchy zamknęła się w łazience. Zegar wskazywał coś koło 6:30 więc miała jeszcze półtorej godziny do śniadania. Postanowiła wziąć ciepłą kąpiel. Po pewnym czasie w całej łazience roznosił się aromat wanilii z nutką czekolady – były to ulubione olejki zapachowe Hermiony. Smukła szatynka weszła do wanny, wypełnionej wodą po brzegi i odchylając głowę do tyłu, westchnęła cicho. To było jej bardzo potrzebne. Chwila dla siebie. Ucieczka od rzeczywistości. Lecz wszystko co dobre, kiedyś musi się skończyć. Tak było i tym razem. Nim Hermiona się obejrzała minęła godzina, którą przesiedziała w wannie. Zostało jej jeszcze pół godziny. Wyszła z wanny i starannie wytarła całe ciało. Nasunęła na siebie zwykłą, niczym się nie wyróżniającą bieliznę, którą kupiła kiedyś w mugolskim sklepie. Założyła również białą koszulę, która była obowiązkiem każdego ucznia, na szyi zawiązała krawat w barwach jej domu, dorwała jeszcze do tego jakieś czarne, wąskie spodnie i narzuciła na siebie szatę, która również była obowiązkiem. Przeczesała niespiesznie palcami niesforne loki, a po chwili ujarzmiła je zaklęciem tak, że teraz na jej plecy i ramiona opadały delikatne, kasztanowe fale. Sprawdziła, czy aby na pewno ma w torbie wszystkie potrzebne książki, pergaminy, pióra i atrament. Po pozytywnej analizie ubrała jeszcze czarne trampki. Choć powinni nosić wyjściowe pantofle, ona jednak postawiła na wygodę. Ruszyła w kierunku drzwi. Odwróciła się na chwilę omiatając spojrzeniem całe pomieszczenie. Gdy stwierdziła, że wszystko jest na swoim miejscu, uśmiechnęła się z zadowoleniem do siebie i ruszyła na śniadanie, ponieważ w jej żołądku coś zaczynało już grać marsza żałobnego. 

Wchodząc do Wielkiej Sali, Hermiona zatrzymała się i udawała, że szuka czegoś w torbie. Tak naprawdę chciała poszukać wzrokiem Rona i po prostu znaleźć miejsce daleko od niego. Nie było go nigdzie. No trudno, pomyślała Hermiona i ruszyła w stronę machającej wesoło Ginny. 

  -Cześć – mruknęła w zamyśleniu Hermiona. 

  -Hej, hej – odpowiedziała Ginny i zajęła się tostem. Hermiona po chwili dostrzegła Harry’ego, który siedział kawałek dalej. Uśmiechnęła się do niego i sama zajęła się swoim śniadaniem. 

  -Dlaczego nie usiadłaś obok Harry’ego? – szatynka zagadnęła po chwili rudowłosą. 

  -Tak jakoś – wysapała Ginny z pełnymi ustami. 

Obie Gryfonki po około dziesięciu minutach wstały od stołu i rozeszły się w stronę swoich klas. Gdy Wiewióra myślała o swym szatańskim planie wraz z Blaisem Zabinim, na jej usta wkradał się iście diabelski uśmiech. 

  

Hermiona zajęła miejsce w ławce, którą zwykle dzieliła z Harry’m i Ronem. Dziś z chęcią usiadłaby gdzieś indziej, byle dalej od Rona, ale nie chciała opuścić Harry’ego, którego humor od wczoraj nie poprawił się ani o krztynę. Profesor McGonagall weszła do klasy pod postacią kota, po czym mierząc klasę swymi zwężonymi, zielonymi ślepiami, transmutowała się z powrotem w swą pierwotną postać. 

  -Witajcie moi drodzy – zaczęła wyniosłym i poważnym tonem – Przepraszam, za spóźnienie, ale niestety profesor Dumblerdore mnie wezwał. 

  -A po co? – Malfoy zarechotał, a po chwili dołączyła do niego reszta Ślizgonów. 

  -Wydaje mi się Malfoy, że nie powinieneś wciskać swojego nochala w nie swoje sprawy – Hermiona odwróciła się, patrząc na lokatorów ławki rząd dalej. 

  -Dosyć – McGonagall przerwała ciszę jaka zapadła po słowach Hermiony. Wszyscy patrzyli się to na Hermionę, to na Dracona, którzy lustrowali się nawzajem spojrzeniami. 

  -Jak śmiesz Ty wstrętna szl… - Malfoy zaczął mówić tonem, jakby wypowiadał najbardziej obrzydliwe zdanie na świecie. 

  -PANIE MALFOY! PANNO GRANGER! POWIEDZIAŁAM DOŚĆ! – Zarówno Ślizgoni, jak i Gryfoni, po raz chyba pierwszy w życiu usłyszeli jak profesor McGonagall podnosi głos. – Odejmuję obu domom 20 punktów – Hermiona dostrzegła na twarzy Dracona ironiczny uśmiech. Jakby w ogóle się tym nie przejął! W oczach szatynki pojawiły się łzy. Jak mogła dać sprowokować się Malfoyowi?! Jak McGonagall mogła odebrać jej punkty? Przecież jej nigdy w życiu żaden nauczyciel nie odebrał punktów. 

Reszta lekcji z McGonagall przebiegła w napiętej atmosferze. Potem przyszedł czas na Zielarstwo. I tak dobrnęli, aż do ostatniej lekcji jaką były eliksiry. Po skończonych zajęciach Hermiona postanowiła udać się do biblioteki w celu odrobienia zadań na następny dzień. 

** 

Draco od razu po przyjściu do dormitorium, rozebrał się do samych bokserek, rzucił się na łóżko, po czym zasnął rozwalony na wznak. Gdy Blaise wszedł pół godziny później do pokoju, wyczarował na przyjacielem mały strumyczek wody, który od razu obudził Dracona. 

  -Posrało Cię?! – wrzasnął Draco, podskakując i trzęsąc się z zimna. 

  -Oszczędziłbyś tych okropnych widoków – Blaise wzdrygnął się teatralnie z obrzydzenia. 

  -Zazdrościsz kształtów? – Draco odwrócił się tyłem do przyjaciela, po czym chwycił się dłońmi za pośladki. Blaise wykorzystując okazję podszedł po cichu i kopnął go w tylną część ciała. Draco zatoczył się do przodu i niczym pantera szykująca się do ataku, skoczył na zdziwionego Blaisa. Oboje przewrócili się na podłogę. Zabini jednym zgrabnym ruchem zrzucił z siebie Malfoy’a, po czym usiadł na swoim łóżku. 

  -Koniec tego dobrego. Siadaj na zadek i słuchaj co mam Ci do powiedzenia – zaczął Blaise opanowanym tonem. 

  -Żartujesz sobie, czy jak? – warknął wściekły Draco – Wpierw przyłazisz do pokoju, potem bezczelnie mnie budzisz wylewając na mnie lodowatą wodę, a potem gdy ja stwierdzam fakt, Ty kopiesz mnie w tyłek. POGIĘŁO CIĘ?! 

  -Uspokój się. Musimy pogadać – zaśmiał się Blaise. 

  -Czego? – warknął niezbyt przyjaźnie Draco. 

  -Musimy… wyjść pogadać – zaczął niepewnie Blaise. 

  -A nie możemy tutaj? – zdziwił się blondyn. 

  -Nie. To wymaga… no… a z resztą co ja Ci będę tłumaczył. Ruszaj dupsko, ubieraj coś i chodź – zakomenderował Blaise. Draco zmełł w ustach przekleństwo, co wprawiło Zabiniego w dzikie rozbawienie. Po chwili Malfoy stał ubrany przed Blaisem i patrzył na niego z byka. 

  -Każesz mi tu czekać, czy idziemy? – warknął Draco. 

  -Idziemy, idziemy – Blaise znowu się zaśmiał i ruszył do drzwi. Po chwili zerknął przez ramię, by upewnić się, czy Draco na pewno idzie za nim. 

Wyszli na Hogwarcki korytarz i ruszyli po schodach w górę. 

  -A dokładnie to gdzie idziemy? – zapytał Malfoy. 

  -Do takiej klasy... no wiesz… jest ochroniona specjalnymi zaklęciami i w ogóle... – Blaise był w swoim żywiole, łgać w żywe oczy, to była jego bajka. 

  

*w tym samym czasie* 

  

  -Hermiooooona! – Ginny już od dłuższego czasu wzdychała Gryfonce nad uchem. 

  -Czego chcesz Gin? – Hermiona starała się zachować spokój, lecz w środku miała ochotę trzepnąć Rudą jakąś grubą książką. 

  -Chcę wyjść już tej biblioteki – wyjęczała Ginny. 

  -To idź. Ja muszę dokończyć zadanie na transmutację – odpowiedziała Hermiona. 

  -Ale ja… muszę Ci zdradzić sekret! – wypaliła Wiewiórka. 

  -No to mów – odrzekła Hermiona, nie podnosząc wzroku znad pergaminu. 

  -Ale my musimy iść… 

  -Gdzie? – jęknęła Hermiona. 

  -No tam – powiedziała Ginny. 

  -Niech Ci będzie. Ale tylko spróbuj mnie okłamać – zagroziła Szatynka. Ginny ucieszyła się, a na jej twarz wpełzł chytry uśmieszek. Już po chwili szły ramię w ramię przez szkolny korytarz. Zmierzały stronę jakiejś klasy. 

Oby Blaise tam już był. – Ruda zaklinała w myślach Ślizgona. 

  
 ** 

  -No i co chcesz? – warknął blondyn w momencie gdy weszli do klasy. 

  -Czekaj. Czekam na odpowiedni moment – Blaise przyłożył palce do skroni, zamknął oczy, stanął na jednej nodze i zaczął nucić jakąś wesołą melodię. 

  -Jesteś idiotą. Ściągnąłeś mnie do tej durnej klasy, tylko po to żeby robić z siebie niedorobionego gumochłona kichającego dupą? – Draco niebezpiecznie zbliżył się do Blaisa i wysyczał mu słowa prosto w twarz. 

  -A odwal się i czekaj – odpowiedział Blaise, nie zmieniając swej pozycji. 

  -Na co niby? – warknął Malfoy i usiadł na jednej z ławek. 

  -Zobaczysz – Blaise otworzył jedno oko i zmierzył wzrokiem wkurzonego blondyna. Po chwili Blaise, jako że jego słuch był godny podziwu, usłyszał na korytarzu nerwowe szepty i kroki – ktoś się zbliżał. Przybrał więc normalną pozycje, otworzył oczy i przestał nucić. Patrzył z wyczekiwaniem na drzwi, które po kilku sekundach się otworzyły. Do środka wpadła zadyszana Ginny, a za nią zdezorientowana Hermiona. 

  -Eee… Ginny, bo tu jest chyba zajęte – wypaliła Hermiona i już chciała odwrócić się na pięcie i wyjść z klasy, lecz Blaise był szybszy. Zatarasował swoim ciałem drzwi, więc szatynka tylko jęknęła z rozpaczy i z nienawiścią spojrzała na Rudą. 

  -Co one tu robią?! – wrzasnął Draco, do którego dopiero teraz dotarło co tu się stało. 

  -Jesteś bałwanem Draco. Nie udawaj, że nic nie pamiętasz – warknęła Ginny. 

  -Miałem amnezję, mam prawo – Malfoy uniósł dłonie do góry w geście obrony. 

  -Ale sobie przypomniałeś. Dobrze wiemy, że ona Ci się podoba. Jesteś w niej tak zakochany jak Twoja szurnięta ciotka Bella była w Czarnym Panu – odpowiedział rozbawiony Zabini. 

  -Zaczniecie rozmawiać, czy mamy was tu zostawić samych? – zapytała Ginny patrząc z wyczekiwaniem to na Hermionę, to na Dracona. 

  -Nie waż się stąd wychodzić – warknęła Hermiona w kierunku Ginny. 

  -Inaczej nie będziecie rozmawiać. Sorki Mionek – Blaise uśmiechnął się cwaniacko i po chwili rzucił na siebie i Rudą zaklęcie kameleona. Draco i Hermiona zostali sami, ponieważ drzwi od klasy się otwarły, a po chwili zamknęły. 

  -Nie myśl sobie, że zamierzam z Tobą rozmawiać – prychnął Draco i podszedł do okna, stając tyłem do Hermiony. 

  -Niczego innego się nie spodziewałam – Hermiona uśmiechnęła się smutno i usiadła w ławce. Minuty ciągły się niemiłosiernie długo, a szatynce łzy zbierały się pod powiekami. 

Po dłuższej chwili Hermiona nie zniosła tej ciszy. Postanowiła się odezwać. 
  -Draco… 

____________________

Witam w kolejnym rozdziale po prawie miesięcznej przerwie! Niestety spowodowana była nawałem sprawdzianów, testów i zadań domowych... Postaram się teraz dodać szybciej rozdział! 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWACJA! :D

4 komentarze:

  1. Rozdział okay, ale moim zdaniem piszesz je za krótkie i jeszcze kończysz w takich momentach i nie dodajesz nic przez miesiąc, a potem sie już nie pamięta o co chodzi, ale i tak bardzo fajny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. DLACZEGO W TAKIM MOMENCIE?!!!!! No dlaczego??? Rozdział super, ciekawe jak ta rozmowa się potoczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział fajny, co tu więcej mówić ;> Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostawilas bloga?? :( uwielbialam go a ty tak po prostu przez ponad pół roku nic nie dodajesz !! Daj jakis znak, bedziesz kontynuowac dramione czy calkiem pozucasz bloga? :(

    OdpowiedzUsuń