*ogólnie*
Atmosfera w Trzech Miotłach na początku była
nieco napięta. A mówiąc „nieco” każdemu z nas pewnie przyjdzie na myśl słowo
„bardzo”. Na początku w sumie nikt się do siebie nie odzywał. Dopiero po chwili
gdy latorośl rodu Zabinich, zaczęła zabawiać Gryfońskie dziewczęta, wszyscy
nieco się rozluźnili. No.. prawie wszyscy. Draco wręcz kipiał ze złości widząc,
że Granger w ogóle nie zwraca na niego uwagi. Czuł się tam jak ostatni baran.
Co teoretycznie mogło usprawiedliwić jego nagły wybuch złości, który
sprecyzował tym, że „kulturalnie” wyszedł, miotając przy tym bogatym
słownictwem, oraz trzaskając drzwiami. Przerażona Ginny pobladła widząc tak
wkurzonego Smoka, Hermiona pisnęła głośno, bo fakt faktem Draco nie pofatygował
się by delikatnie zasunąć za sobą krzesło. On je wręcz pchnął jakby chciał
komuś nim przywalić co wiązało się z dość głośnym hukiem. A Blaise? Blaise
widząc wkurzoną.. ups, wkurwioną twarz przyjaciela, wybuchnął szczerym
śmiechem, na co Gryfonki spojrzały się na niego jak na ostatniego wariata.
Hermiona spojrzała pytająco na Zabiniego i nie
czekając na reakcję wybiegła za blondynem. Nie musiała długo szukać, ponieważ
usiadł na ławce tuż obok wejścia do Trzech Mioteł.
-Draco.. coś się stało? – zaczęła Gryfonka,
lecz nie dane jej było skończyć.
-Nic się nie stało. Możesz tam wrócić. –
powiedział chłodno Ślizgon co zaakcentował ironicznym uśmiechem.
-A Ty? Będziesz tu tak siedział? – zapytała
dziewczyna. – zmarzniesz.
-Nic Cię to nie obchodzi. – rzucił chłopak. Po
co on się w ogóle stara zwrócić uwagę tej Granger na siebie? Przecież jego
starszy jakby się dowiedział, że spotyka się, tfu, rozmawia z szla.. czarownicą
mugolskiego pochodzenia, zapewne wykastrowałby go, powiesił na suchej gałęzi za
to co by mu jeszcze zostało, a na koniec zabił i poćwiartował. Draco skrzywił
się odrobinę na tę myśl. – Granger nie zrozumiesz mnie.
-To mi wyjaśnij. Postaram się zrozumieć,
obiecuję. – powiedziała dziewczyna po czym usiadła obok Dracona i w geście
zachęty, a może pocieszenia.. położyła mu dłoń na ramieniu.
-PodobaszmisieGranger,okurwa. – wydusił z siebie
Malfoy, i sam zdziwił się tym co właśnie powiedział. Na jego twarz wystąpił
rumieniec spowodowany zawstydzeniem i zażenowaniem. Był na siebie wściekły w
duchu, że jej to powiedział. Przecież on nie chciał jej tego powiedzieć. A
przynajmniej nie tak szybko. Chciał udawać, obojętnego. Co ona sobie teraz
pomyśli?
-Co? – szepnęła Hermiona. – Draco.. ja nie wiem
co powiedzieć.
-Widzisz nie rozumiesz. – warknął Draco i ukrył
twarz w dłoniach.
-Draco rozumiem. – zaczęła Hermiona i nie musiała
kończyć, ponieważ Ślizgon obrócił się gwałtownie stronę Gryfonki i wycisnął na
jej ustach soczystego, słodkiego całusa. Żadne z nich nie musiało już nic
więcej mówić. To co usłyszeli do tej pory im wystarczyło. Wiedzieli już, że na
tej ławce między nim zrodziło się coś w rodzaju porozumienia i miłości..
Zakazanej miłości.
*niedziela, pół do pierwszej w nocy*
Hermiona wstała od kominka w Pokoju Wspólnym,
przy którym siedziała z Harrym i Ginny, Ron siedział kawałek dalej nadal
święcie obrażony na Hermionę. Ruszyła w kierunku wyjścia rzucając krótkie
„papa”. I odwracając się w stronę Weasleya warknęła
-Idziesz?
Wspomniany Weasley zmrużył oczy i popatrzył
dziwnym wzrokiem na Hermionę, po czym zatrzasnął trzymaną książkę od
transmutacji i powlókł się za brunetką. Dziewczyna zmierzała w stronę gabinetu
McGonagall.
-Po jakie licho my już wyleźliśmy z wieży,
skoro mamy jeszcze 25 minut? – syknął Ron, czym wystraszył Hermionę, ponieważ
ta kompletnie zapomniała, że on jej towarzyszy.
Stali w głuchej ciszy, gdy po około 20 minutach
zjawił się Malfoy z uwieszoną mu na ramieniu Pansy. Mina Dracona zdradzała, że
nie jest zbyt zadowolony towarzystwem Parkinson. Hermiona widząc jego
niezadowolenie parsknęła niepochamowanym śmiechem. Po chwili pojawiła się profesor
McGonagall.
-Witajcie. Szkoła jest Wasza, aż do 7 rana.
Pamiętajcie by przejść cały zamek, ponieważ jak wiecie to właśnie w nocy
uczniowie urządzają sobie, że tak powiem schadzki. Wszystkich napotkanych
ukarajcie punktami ujemnymi. O 7 zaczną się pierwsze lekcje, więc możecie potem
iść do dormitoriów się wyspać. Jesteście zwolnieni z lekcji. To by było chyba
na tyle..
-Pani profesor, rozdzieli pani z kim mamy
patrolować? – pisnęła Parkinson jeszcze bardziej przyklejając się do Malfoya,
jakby chciała pokazać, że to akurat ona musi być w parze z Draconem.
-A o tym to chyba możecie sami zadecydować. –
profesor uśmiechnęła się ciepło i wróciła do swojego gabinetu.
-Ja z Hermioną. – wrzasnął Ron, na co
dziewczyna odwróciła głowę by rudzielec nie widział jej grymasu niezadowolenia
na twarzy.
-Nie pozwalaj sobie na zbyt dużo łasic. –
warknął Ślizgon wyraźnie podkreślając ostatnie słowo.
-Ty.. ty gu-gumochłonie wredny. T-Ty
sz-szumowino. Ty imitacjo m-mężczyzny – darł się Ron celując w Malfoya różdżką.
-Imitacjo mężczyzny!? – ryknął Draco, na tyle
głośno, że na pewno był słyszalny w każdym zakątku Hogwartu.
-Uspokójcie się. – do akcji wkroczyła Hermiona
odciągając Ronalda i zabierając mu różdżkę. – pójdę z Ronem. Spotkajmy się..
koło Wielkiej Sali?
-Czemu z nim? – jęknął Draco, widząc na twarzy
Weasleya uśmiech triumfu.
-Po prostu. Nie dyskutuj Draco. – ucięła
rozmowę Hermiona i również zauważając głupawy uśmiech Rona, zdzieliła go ręką w
ramię. Draco rzucił ostatnie tęskne spojrzenie Gryfonce, po czym nie siląc się
na delikatność szarpnął Pansy za szatę i ruszył z nią w kierunku przeciwnym do
tego, który wybrali pozostali dwaj prefekci z Domu Lwa.
Dracona zastanawiało jedno.. dlaczego Hermiona
poszła z Łasicem? W sumie mogła się spodziewać niewygodnych pytań ze strony
rudego, gdyby wybrała patrol z Malfoyem. Naprawdę nie rozumiał tej dziewczyny,
ale.. to go w niej jeszcze bardziej pociągało.
-No i co się tak ślinisz mop.. znaczy Pansy? –
warknął Draco w stronę patrzącej na niego jak w obrazek Parkinson.
-Masz taki sekssssi wyraz twarzy jak myślisz –
zamruczała ślizgonka obrzydliwie przeciągając wyraz „seksi” co w Malfoyu
wzbudziło odruch wymiotny.
-Nie łudź się Parkinson. Nie myślę o Tobie. –
odciął się Draco i z satysfakcją zauważył, że mopsica zrobiła zawiedzioną minę.
Czy ona na serio myśli, że kiedykolwiek mu się spodoba!? Widać ma bardzo
ograniczone myślenie. – Malfoy wzdrygnął się przez dreszcz obrzydzenia, który
przeszedł po jego karku.
-Hermiona, dlaczego ten nadęty bałwan chciał
patrolować z Tobą? – spytał Weasley.
-Nie wiem. – skłamała Hermiona. – Może chciał
nawiązać jakiś kontakt między Slytherinem a Gryffindorem.
-Ale od Ciebie niech trzyma się z daleka. Niech
sobie nawiązuje te kontakty z Lavander. – oburzył się rudzielec.
-A to niby dlaczego!? – Hermiona była wyraźnie
wstrząśnięta. Co go, do jasnej cholery obchodzi z kim rozmawia. Nie jest jego
własnością.
-Bo.. no bo.. – Ron plątał się w swoich słowach
– on jest ze Slytherinu – Rudzielec zniżył głos do szeptu.
-Co!? – Gryfonka wrzasnęła zduszonym głosem. –
a więc o to chodzi? Ronaldzie Weasley, jesteś żałosny w tym momencie. Ciekawe
kto w czwartej klasie uganiał się za pewną krukonką!?
-Ale to była krukonka! A nie OBRZYDLIWY ŚLIZGON!
– teraz Ronald wrzeszczał – i do tego śmierciożerca.
-Ciekawe kto tu jest imitacją mężczyzny. –
warknęła dziewczyna i ruszyła w kierunku Wielkiej Sali. – I jeszcze jedno.. nie
ma już Voldemorta, więc śmierciożercy NIE ISTNIEJĄ!
Hermiona stanęła pod Wielką Salą. Ślizgonów
jeszcze nie było. Osunęła się powoli po ścianie, siadając na zimnej i twardej
podłodze. Starała się pohamować pchające się do oczu łzy. Jak Ron mógł tak
powiedzieć o Draconie? Gdy po jej twarzy oświetlonej blaskiem księżyca spłynęła
pojedyncza łza usłyszała głos.
-Granger? – zadarła głowę do góry by zobaczyć
właściciela ust, z których padło jej nazwisko. Był to nie kto inny jak Malfoy.
Stał kawałek z boku patrząc na nią przerażonym wzrokiem. – co-coś się stało?
-Gdzie Pansy? – dziewczyna starała się jak
najbardziej odwlec odpowiedź na pytanie Dracona.
-Powiedziałem jej, że ma iść do lochu zobaczyć
czy tam kogoś nie ma.. A Ty gdzie zgubiłaś łasica? – ledwo Draco wypowiedział
ostatnie zdanie, Hermiona zaniosła się szlochem tłumionym przez rękaw jej szaty.
Ślizgon podrapał się niepewnie po szyi nie bardzo wiedząc co ma począć. Ukucnął
obok szlochającej Hermiony i niezdarnie pogładził ją po włosach
-Cii.. już dobrze – szeptał, choć był lekko
speszony. Każdy wie, że płacząca kobieta jest dla faceta niczym tykająca bomba.
Wystarczy coś źle powiedzieć by ta wybuchła, czyli zaniosła się jeszcze
większym szlochem. – no, mała Grangerka będzie tak miła i powie mi dlaczego
płacze.
Hermiona spojrzała na niego nieufnie, jakby
była 5 letnim dzieckiem, a on próbował jej zabrać zabawkę.
-On.. o-on po-powiedział, ż-że.. – wyszlochała
dziewczyna
-Że? – zapytał niecierpliwym tonem
-Że jesteś ohydnym ślizgonem! – krzyknęła
dziewczyna i rozszlochała się na dobre. Malfoy zareagował przeciwnie.
-I Ty dlatego ryczysz jak ostatnia beksa? –
wydusił z siebie nie mogąc opanować śmiechu.
-Co? – wykrzyknęła Hermiona
-Wiesz kochanie.. nie każdy tak przejmuje się
opinią innych tak jak Ty. – roześmiał się Draco – A poza tym to jest tylko
łasic. Czego Ty się po nim spodziewałaś? Że powie „Och jaki ten Malfoy jest
przystojny”?
-Kochanie?! – dziewczyna zmarszyła swój zgrabny
nosek, a jej brwi podjechały prawie pod samą linie włosów. Po czym widząc minę
Malfoya dodała – No tak.. ironia. – i również się roześmiała.
----------
Hej! A więc powracam wraz z nowym rozdziałem! Rozdział jest taki sobie, ponieważ pisałam go jedną ręką. (Drugą trzymałam uciekającą wenę hehe) Rozdział jest dość dłuższy od pozostałych i myślę (a przynajmniej taką mam nadzieję), że Wam się spodobał. Także, no.. :) xx
Mega! czekam na next :)
OdpowiedzUsuńJuż się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału.
OdpowiedzUsuńMoże napisałabyś o spotkaniu Hermiony i jakiegoś innego chłopaka np. Blaisa lub Matta. Ja rak tak kocham zazdrosnego Draco! :) <3
~Sara 🐍
Kolejny rozdział już jest prawie dokończony, a i owszem pojawi się tam zazdrosny Draco :D
UsuńJuż się nie mogę doczekać:
UsuńMalfoy ma humorki gorsze od kobiety w ciąży.
OdpowiedzUsuńPotwierdzam hahah ^^
Usuń